Genialna akcja i trochę spokoju

W subiektywnym podsumowaniu tygodnia o meczach polskich drużyn w europejskich pucharach. A dokładniej o przemyśleniach związanych z…

Mecze czterech polskich drużyn tak się ułożyły, że ostatni ruszył do akcji Raków Częstochowa, który w chorwackim Splicie grał z Hajdukiem w eliminacjach do Ligi Konferencji. I przegrywał 1:2, aż nastąpiła piąta, czyli ostatnia, minuta dogrywki. I wtedy miała miejsce akcja zdecydowanie najbardziej efektowna ze wszystkich wspomnianych meczów.

Piłkę z polu karnym dostał Lamine Diaby-Fadiga. Miał przed sobą kilku piłkarzy Hajduka i, tylko teoretycznie, zachował się wręcz irracjonalnie. Ruszył na nich z piłką, co mogło się wydawać właśnie taką decyzją. Ale jednemu założył siatkę, drugi bał się go sfaulować, a koło trzeciego posłał piłkę do siatki. Ten gol dał Rakowowi wyrównanie, co w kontekście rewanżu za kilka dni w Częstochowie, może okazać się zdobyczą wręcz bezcenną. A w internecie pojawiły się komentarze porównujące go z Yamalem, bo przecież obaj noszą to samo imię. Jeśli chodzi o tę jedną akcję, porównanie na pewno nie na wyrost. Z pewnością nie tylko Yamal, ale też Leo Messi takiego zagrania by się nie powstydzili.

Oczywiście Gwinejczyk prezentował już wcześniej efektowne akcje, strzelał ładne bramki, ale… Po sezonie spędzonym w Jagiellonii z Białegostoku pozwolono mu odejść raczej bez żalu do Częstochowy. Ostatni sezon w barwach Rakowa był już lepszy, ale nie na tyle, by uznać, że Diaby-Fadiga to jedna z największych gwiazd polskiej ligi. Oczywiście można dostrzec w jego grze spory potencjał, jednak czegoś mu brakuje, by zachwycać się w każdym meczu przynajmniej podobnymi jego zagraniami jak tym z ostatniego z Hajdukiem. I zastanawiam się – czego? Czy głowa nie dojeżdża do wręcz genialnego poziomu, który wyrywkowo potrafi prezentować? Może po wizycie w Splicie nastąpi trwałe przełamanie?

Teraz o trenerze (właściwie dwóch), który po ostatnim meczu swojej drużyny zapukał od spodu w dno, bo ona dosłownie sięgnęła dna. Chodzi o FC Thun, któremu dobitnie pomógł w tym Lech Poznań gromiąc go w eliminacjach do Ligi Europy 7:0. Wynik okazał się tak szokujący dla trenera szwajcarskiej drużyny, że Gian-Luca Privitelli na pomeczowej konferencji prasowej zaliczył dziesięciosekundowe milczenie. Rozbawiły mnie internetowe komentarze, że „może chce zwolnić Brzęczka” albo, że „ośmiosekundowy rekord Roberta Lewandowskiego został pobity” (chyba nie muszę przypominać szczegółów?).

Ale, jak to bywa w życiu, nieszczęście jednych jest szczęściem drugich. I w ciągu ostatnich kilku tygodni kolejny raz do historii Lecha przeszedł jego trener Nielsem Frederiksen. To było najwyższe zwycięstwo poznańskiej drużyny w historii jej występów w europejskich pucharach. Dzięki temu łatwiej zapomnieć o domowej klęsce 1:4 z duńskim Aarhus, oznaczającej odpadnięcie z eliminacji do Ligi Mistrzów. Dlatego na konferencji prasowej po meczu wyznał z pokorą:

„Byłbym głupi, gdybym powiedział, że wszystko jest rozstrzygnięte”.

Pewnie jeszcze nie raz będzie mu wypominana klęska z Aarhus. Na razie jednak po zdemolowaniu FC Thun kupił sobie trochę spokoju.

▬ ▬ ● ▬