2026-07-04
Jeszcze daleka droga
Nowy Jork przywitał mnie pogodą trudną do zniesienia. A potem była jeszcze gorsza. I jedna, i druga fatalna dla piłkarzy przed sobotnim meczem.
Jeśli Nowy Jork jest nazywany “Wielkim Jabłkiem” (ten owoc to jeden z jego oficjalnych symboli), mogę przekornie powiedzieć, że od razu zapachniało mi… szarlotką. Skojarzenia z piekarnikiem nasuwały się w naturalny sposób. Upał panował nie do wytrzymania. W piątek termometry wskazywały 100 Fahrenheita (około 38 stopni Celsjusza). Dla mnie pogoda jeszcze gorsza do zniesienia niż podobna, która kilka dni wcześniej panowała w Polsce. W telewizyjnych prognozach pojawiały się informacje, że temperatura odczuwalna może być nawet o 9 stopni Fahrenheita wyższa, czyli przekraczać 40 stopni Celsjusza!
Firma zajmująca się transportem w sąsiednim stanie New Jersey (tam znajduje się stadion, na którym rozegrany zostanie finał) wydała nawet specjalny komunikat dla swoich pasażerów, że ze względu na upały ruch może odbywać się w wolniejszym tempie, powinni więc być przygotowani na opóźnienia.
Zacząłem się zastanawiać jaki wpływ mogą potencjalnie mieć na zwolnione reakcje piłkarzy. Bo przecież w niedzielę zagra tu w meczu 1)8 finału mistrzostw świata Brazylia z Norwegią. Szczególnie piłkarze tej drugiej reprezentacji do takich upałów na pewno nie są przyzwyczajeni. A mecz ma się rozpocząć o godzinie 16. To nie Dallas czy Houston, gdzie można grać w klimatyzowanych halach. Stadion w New Jersey nie ma nawet dachu nad trybunami, więc “żarówa” na nich będzie trudna do wyobrażenia.
Ale wieczorem pogoda się załamała i zaczęła się ulewa. Co gorsze dla piłkarzy? Niestety intensywnym opadom deszczu towarzyszyły wyładowania atmosferyczne. Gdyby mecz rozgrywano tego dnia, zgodnie z amerykańskim prawem musiałby zostać przerwany, a wznowiony dopiero wtedy, gdy wyładowania nie będą już stanowiły potencjalnego zagrożenia dla widzów na stadionie.
Trudno powiedzieć, żeby Nowy Jork żył mistrzostwami. Kibiców z Europy, których spotkałem na ulicach w centrum miasta, można było policzyć na palcach (dosłownie!). Trochę więcej tych z Ameryki Południowej, ale naprawdę tylko trochę. PIłka na pewno nie podbiła tego miasta. Na jednej z wystaw widziałem koszulkę reprezentacji Argentyny, o którą oparte były dwa kije baseballowe. ten obrazek chyba najlepiej pokazuje jak długą drogę ma jeszcze do przebycia w Ameryce dyscyplina nazywana tu soccerem.
Nowy Jork, szalone miasto, jest tak barwne, że nowym atrakcjom nie tak łatwo nim zawładnąć. Mistrzostwa mogą co najwyżej tylko pomóc w zrobieniu kolejnego kroku we właściwą stronę. Ale droga do przebycia jeszcze naprawdę daleka.








