2026-07-27
Mityczny drugi napastnik
Robert Lewandowski rozegrał dwa mecze w Major League Soccer w barwach nowego klubu, Chicago Fire. Na razie zdecydowanie bez rewelacji.
Przenosiny do Stanów Zjednoczonych odbyły się z pompą, choć z pewnością nie mogły się równać z tą sprzed kilku lat, gdy z Bayernu Monachium przechodził do Barcelony. I pierwsze występy w barwach nowego klubu nie mogą się równać z początkami w poprzednim (za: przegladsportowy.onet.pl):
„Polak trafił nie tylko do niezbyt poważnego zespołu, ale i nie do końca poważnej ligi. Gdzieś już te obrazki widzieliśmy. Drużynie Lewandowskiego idzie jak po grudzie, więc Polak albo nie przestaje machać rękami i pokazywać, jak koledzy mają grać, albo opuszcza pole karne, walczy o piłkę na 30-40. metrze, po czym brakuje go pod bramką rywala. Tak, tak, to sceny, które niejednokrotnie miały miejsce nie tylko w spotkaniach reprezentacji Polski, ale i w debiucie Lewandowskiego w Chicago Fire”.
Jego drużyna przegrała oba wyjazdowe mecze w lidze MLS, najpierw z Interem Miami, potem z New York City. Szkoda, że dopiero teraz się okazało, że trafił do „niezbyt poważnego zespołu, ale i nie do końca poważnej ligi”. Jeszcze przed kilkoma tygodniami klub wydawał się na najmniej „normalny”, a liga miała stanowić kolejne wyzwanie w karierze dla najlepszego polskiego piłkarza. Jeśli występuje w niej już kolejny sezon Leo Messi, jedna z największych gwiazd ostatnich finałów mistrzostw świata, to chyba nie jest z nią jeszcze aż tak źle?
A może po prostu rodacy Lewandowskiego oceniają ją wyłącznie przez pryzmat dwóch pierwszych, zdecydowanie niezbyt udanych występów w nowych barwach? Choć pewne wniosku wydają się oczywiste. Polak trafił do zdecydowanie gorszej drużyny od tych, dla których grał po wyjeździe z Polski (Borussia Dortmund, Bayern, Barcelona). Ale trafił też w dość zaawansowanym jak na piłkarza wieku. Choć prowadzi się znakomicie, jak przystało na wzór profesjonalisty, organizmu nie oszuka. Na pewno nie ma już takiego potencjału jak jeszcze kilka lat wcześniej.
Z tych powodów trudno od niego wymagać cudów. Nawet jakby bardzo chciał, sam meczu w nowych barwach nie wygra. Powstają różne teorie stawiające sobie za cel wykorzystanie jego możliwości, z pewnością ciągle niemałych (za: (przegladsportowy.onet.pl):
„System był przygotowany pod grę na dwóch napastników. Ten styl musi się zmienić, jeżeli Chicago chce grać lepiej — mówi nam Katarzyna Przepiórka, ekspertka od amerykańskiej piłki”.
Od razu przypomniały mi się dyskusje sprzed lat o mitycznym drugim napastniku w reprezentacji Polski w nawiązaniu do potencjalnego lepszego wykorzystania w niej potencjału Lewandowskiego. Wtedy sam zainteresowany sprowadził teoretyków mocno na ziemię, co przypominam już kolejny raz:
„Wygodniej jest, jeśli cała linia pomocy mnie wspiera. Ale czy to jest z napastnikiem, czy z przysłowiową „dziesiątką”, tak naprawdę zależy bardziej właśnie od tej linii pomocy, jak wspiera, jak atakujemy razem. Nawet też od obrońców tak naprawdę, bo też całą drużyną atakujemy. Więc jeśli jest pomocnik, który wbiega w wolne przestrzenie i „robi” w ofensywie za tego drugiego napastnika, w tym momencie nie ma większego znaczenia. Taktyka w piłce nożnej jest tak ogromna, tak się zmienia w trakcie meczu, że czasami ciężko przypisać czy gra się z dwoma napastnikami, czy z jednym - naprawdę nie różni się w ogóle”.
Wypowiedź Lewandowskiego polecam wszystkim, którzy będą snuli kolejne teorie na temat jego gry po kolejnych meczach w barwach Chicago Fire.
▬ ▬ ● ▬







