2026-07-24
Mnóstwo intrygujących pytań
Rozpoczął się nowy sezon Ekstraklasy. Sezon wyjątkowy, bowiem w kwietniu przyszłego roku przypadnie dokładnie setna rocznica pierwszej kolejki ligowej.
Czytam, że zdecydowanym faworytem rozgrywek jest Lech Poznań. Prognoza nie powinna dziwić, skoro to mistrz Polski w dwóch poprzednich sezonach. Czy będzie trzeci tytuł z rzędu? A jeśli będzie, czy mamy do czynienia z narodzinami drużyny, która zaczyna odstawać od reszty stawki? Teoretycznie powinno być to korzystne dla polskiej piłki, bowiem taka mocniejsza drużyna miałaby większe szanse na rywalizację w europejskich pucharach z silniejszymi niż dotąd rywalami, bez względu na rodzaj rozgrywek, w której przyszłoby jej grać w ich fazie ligowej. Byłaby więc szansa, że wylosowanie jako rywali na przykład Crvenej zvezdy Belgrad przestałoby budzić przerażenie.
Ciekawe jest to, że twórcami solidnej pozycji Lecha w ostatnich sezonach są dwie osoby, które chciano z klubu pogonić. Najpierw kibice szydzili z dyrektora sportowego Tomasza Rząsy, potem media spekulowały o zakończeniu współpracy z duńskim trenerem Nielsem Frederiksenem dokładnie w momencie, gdy walczył z drużyną o drugi tytuł mistrzowski z rzędu, co przecież w polskiej piłce nie jest czymś oczywistym.
Drugi klub o zdecydowanie największym potencjale w porównaniu z zresztą, czyli Legia Warszawa, przystępuje do rozgrywek w zupełnie odwrotnej sytuacji. Poprzedni sezon broniła się przed spadkiem, choć zapowiadała, tradycyjnie zresztą, że będzie walczyć o mistrzostwo. Jaki będzie obecny? Czy pokaże, że poprzedni był odbiciem się od dna? Czy Marek Papszun potwierdzi, że jego trenerskie umiejętności są gwarancją sukcesów w każdym klubie, w którym zostaje zatrudniony? A może jednak to dużo głębszy kryzys klubu? Klubu funkcjonującego przecież w ciągłym konflikcie ze znienawidzonym przez kibiców prezesem i właścicielem Dariuszem Mioduskim. Czy można od takiego oczekiwać normalnych wyników na miarę posiadanego niewątpliwie wielkiego potencjału?
Ciekawe, co pokaże w nowym sezonie Górnik Zabrze z nowym właścicielem Lukasem Podolskim. Choć głowa mu się nie zagrzała i zapowiada spokojną budowę stabilnego i silnego klubu, czy będzie potrafił pogodzić występy w europejskich pucharach po rewelacyjnym dla siebie sezonie, by w lidze prezentować podobny poziom jak w poprzednim?
A czy Jagiellonię Białystok będzie stać, by pozostać poważnym kandydatem do walki o mistrzostwo dwa lata po pierwszym tytule jaki zdobyła w swej historii? Czy będzie tylko drużyną z czołówki, która kolejny sezon jedynie zapewni sobie (w to raczej nie wątpię) miejsce w europejskich pucharach?
Ale bezwzględnie najbardziej intryguje mnie występ Wieczystej Kraków w pierwszym dla niej sezonie w Ekstraklasie. Rozpoczęła go od porażki 1:2 w inauguracyjnym meczu w Radomiu z Radomiakiem. Chciałem napisać od „wyjazdowej porażki”, ale przecież dla niej wszystkie mecze są mniej lub więcej wyjazdowe. Już przed rokiem zastanawiałem się:
„Niezrozumiały jest dla mnie motyw działania właściciela Wieczystej, Wojciecha Kwietnia. Kilka razy pojawiały się w mediach informacje, że nie kryje swych sympatii do Wisły. Zawsze pojawiały się w tle, bo pan Kwiecień jak ognia unika mediów. Dlatego się zastanawiam, po co mu klub z garstką kibiców, który nie ma stadionu i mecze ligowe w roli gospodarza musi rozgrywać wyłącznie na tych wynajmowanych, raz w Sosnowcu, teraz w Krakowie? I jak długo będzie mógł funkcjonować na tych zasadach, jeśli awansuje do Ekstraklasy? A awansować może już w przyszłym roku. Oczywiście wszystko można skwitować pytaniem – kto bogatemu zabroni? Ale chyba w tym przypadku nie byłoby to pytanie najsensowniejsze”.
Awans do Ekstraklasy już jest. Postawione pytania pozostają aktualne.
▬ ▬ ● ▬








