Na czym lepiej się skoncentrować

Fot. Trafnie.eu

W subiektywnym podsumowaniu tygodnia o występie polskich drużyn w europejskich pucharach. A właściwie o tym, co ich jeszcze w nich czeka.

Dla niewtajemniczonych tylko przypomnę, że w czwartek Górnik Zabrze i Raków Częstochowa zakończyły udział w kwalifikacjach do Ligi Konferencji i nie zdołały się zakwalifikować do ich fazy ligowej. Udało się to natomiast Lechowi Poznań i Jagiellonii Białystok w Lidze Europy. A dzień później oba zespoły poznały po ośmiu rywali, z którymi przyjdzie im rywalizować. Z każdym tylko w jednym meczu, losowo wybranym u siebie lub na wyjeździe.

I tak Lech Poznań zagra z: Crystal Palace (w – na wyjeździe), Bayer 04 Leverkusen (d – dom/u siebie), Sunderland AFC (d), Benfica Lizbona (w), Union SG Bruksela (w), Ferencvaros Budapeszt (d), SCU Torreense (d) i OFI Crete (w). Natomiast Jagiellonia z: Olympiacos Pireus (w), FC Ararat-Armenia (d), Anderlecht Bruksela (d), Levski Sofia (w), Sunderland AFC (w), Crystal Palace (d), Olympique Lyon (d) i Viktoria Pilzno (w).

Po losowaniu w rodzimych mediach entuzjazmu nie było, delikatnie rzecz ujmując (za: przegladsportowy.onet.pl):

„Z jednej strony polskie ekipy ominęły słynne włoskie AC Milan i Juventus, ale z drugiej trafiły na potentatów z Premier League — Crystal Palace i Sunderland. Szczególnie niekorzystnie wygląda to dla Lecha, który również będzie musiał walczyć z bardzo mocnymi Bayerem Leverkusen czy Benficą”.

Komentarz wydaje się jak najbardziej logicznt, ale wygląda… zabawnie, jeśli przypomni się inny, zaledwie sprzed tygodnia:

„Ważna uwaga na start: o ile do tej pory pod kątem czysto rankingowym bardziej opłacało się grać w Lidze Konferencji niż w Lidze Europy, o tyle w tym sezonie nie jest to już tak oczywiste.

Różnica poziomów między tymi rozgrywkami będzie mniejsza niż w poprzednich latach, a w dodatku w LE rozgrywa się o dwa mecze więcej (osiem zamiast sześciu)”.

Gdy to dziś czytam, zastanawiam się, czy nie śledzę przypadkiem jakiś innych rozgrywek? Ale nie muszę się raczej za długo zastanawiać, bo łatwo zauważyć, że realizm w ocenie szans polskich drużyn wrócił, o czym świadczy ten fragment cytowany w rodzimych mediach bez większych zastrzeżeń (to samo źródło):

„Jagiellonia 32., Lech 25. Tak prognozują miejsca polskich klubów w Lidze Europy”.

I uzasadnienie:

„Skalę trudności widać w analizie przygotowanej przez profil Football Ranked. Wynika z niej, że Jagiellonia może zająć dopiero 32. miejsce w 36-zespołowej stawce. Jej przeciętny rywal ma w rankingu Elo 1632 pkt - a Jagiellonia ma 1468 pkt. Teoretycznie słabszy jest tylko Ararat-Armenia, a aż cztery kluby - Lyon, Olympiakos, Crystal Palace i Sunderland - są wyraźnie lepsze. Choć w przypadku angielskich klubów nierzadko zdarza się, że oszczędzają najlepszych piłkarzy w fazie ligowej, co może zadziałać na korzyść polskich ekip.

Teoretycznie Jagiellonia powinna zdobyć 6,3 pkt. A jak pokazały poprzednie sezony, do miejsca w TOP 24 (TOP 8 daje awans do 1/8 finału, miejsca 9-24 to baraże) potrzeba 9-10 pkt. (...)

Na jeszcze trudniejszych rywali trafił Lech Poznań - jego przeciętny rywal ma 1679 pkt (Lech ma 1566 pkt). Mistrz Polski teoretycznie powinien zdobyć 8,2 pkt, co pozwoliłoby mu na 25. miejsce - a więc pierwsze, które nie daje gry na wiosnę”.

Może więc lepiej zapomnieć o rankingach, punkcikach, statystykach, współczynnikach i skoncentrować się na kolejnych rywalach w nadchodzących meczach w Lidze Europy?

▬ ▬ ● ▬