2026-07-22
Naj, naj, naj...
Mistrzostwa świata zakończone, pora na ich podsumowanie. Będzie ono miało jednak charakter wyjątkowo subiektywny i mocno wybiórczy, czyli...
Zacznę od największego „swojaka”, jak w piłkarskim slangu nazywa się bramki samobójcze. Zawsze mają jednego autora, ale tym razem było dwóch. Dwaj prezydenci, FIFA – Gianni Infantino i Stanów Zjednoczonych – Donald Trump, świetnie zapracowali na coś, co pozostawiło największy niesmak po mistrzostwach, uczciwie się do tego przyznając. Anulowanie zawieszenia dla reprezentanta Stanów Zjednoczonych Folarina Baloguna, by mógł zagrać z Belgią, przy ich zgodnej współpracy było właśnie takim przysłowiowym swojakiem. Obu zabrakło wyobraźni, by próbując naginać przepisy, przewidzieć jak świetnie mogą zmobilizować przed meczem rywali.
Balogun to nie Leo Messi, żeby swoją obecnością aż tak znacząco wpływać na grę drużyny. Efekt był taki, że Belgowie zleli Amerykanów 4:1, a kac po tym meczu, a szczególnie zamieszaniu przed jego rozpoczęciem, pozostanie na zawsze. ŻENUJĄCE!
Teraz o najbardziej niedorzecznym apelu. Po meczach półfinałowych trenerzy pokonanych drużyn, czyli Francji i Anglii, zgodnie stwierdzili, że ich piłkarze nie mają już ochoty dłużej brać udziału w mistrzostwach. Zaproponowali, by mecz o trzecie miejsce, nazywany przez FIFA „brązowym finałem”, został zlikwidowany. Przemawiający za tym argument był taki, że piłkarze, którzy stracili szansę, by walczyć o mistrzostwo świata są mentalnie przybici i dalsza rywalizacja o trzecie miejsce traci już dla nich sens.
I co? I po wspomnianych apelach mecz się odbył i, że zacytuję fragment jednego z tytułów, „na zawsze pozostanie w pamięci”. Po siedem zmian w wyjściowych składach, a na boisku niewiarygodne emocje przez dziewięćdziesiąt minuty. Anglicy wygrali z Francuzami 6:4. Nikt nie nudził się nawet przez sekundę. I jak tu poważnie traktować te apele?
Nie wierzę zresztą, by FIFA zdecydowała się zlikwidować „brązowy finał” nawet gdyby chciały tego wszystkie federacja na świecie. Powód jest oczywisty. Każdy mecz więcej na mistrzostwach, to więcej zarobionych przez nią pieniędzy. Szczególnie taki mecz, który w hierarchii jest drugim co do ważności w turnieju.
I na koniec o największym przekłamaniu mistrzostw. Miały być imprezą najjaśniej świecących gwiazd i być może rzeczywiście były, ale… Te gwiazdy to najczęściej zawodnicy ofensywni. W finałach mocno się rozstrzelali. Takich finałów z taką liczbą goli przez nich zdobywanych jeszcze nie było, czyli nie było takiego ścisku w klasyfikacji strzelców: Kylian Mbappe - 10, Leo Messi - 8, Jude Bellingham i Erling Haaland - 7, Ousmane Dembele i Harry Kane – 6…
Ale żaden nie grał w drużynie, która została mistrzem. Mistrzem została bowiem drużyna, która w całym turnieju straciła JEDNĄ BRAMKĘ! Bo, żeby zdobywać trofea trzeba te bramki strzelać, ale przede wszystkim ich nie tracić. I niech to będzie najbardziej realistyczna puenta zakończonej właśnie imprezy.
▬ ▬ ● ▬








