Niemożliwe (nie) istnieje

Dwie polskie drużyny grały w środę w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Aż dwie po raz pierwszy i po raz pierwszy obie dopiero od drugiej rundy. Ale było jak...

Oba mecze rozgrywano najpierw w mediach. Wyłaniał się z nich jasny obraz, że w przypadku Lecha Poznań awans do trzeciej rundy jest właściwie pewny. Przecież w pierwszy meczu, jeszcze tej drugiej, pokonał przed tygodniem na wyjeździe duński Aarhus GF aż 4:1. Absolutnie nikt nie brał pod uwagę możliwości braku awansu mistrzów Polski. Trzeba było tylko jeszcze ten rewanż rozegrać…

Dalsze losy Lecha w Lidze Mistrzów (potencjalnym rywalem w trzeciej rundzie miał być azerski Sabah FK) nazywano „złotą szansą” i... (przegladsportowy.onet.pl):

„Mistrz Polski będzie wielkim faworytem, choć trzeba przyznać, że w rankingu Elo obie drużyny dzieli zaledwie 19 miejsc (Lech jest 107., Sabah 126.)”.

Niestety po pierwszej połowie meczu rewanżowego w Poznaniu Aarhus prowadził 1:0. Po drugiej już 3:0, co oznaczało dogrywce. Obie drużyny zdobyły w niej po golu, więc potrzebne było egzekwowanie rzutów karnych, by wyłonić zwycięzców. Gdy się na nie zanosiło, pomyślałem – tylko nie karne! Piłkarze Lecha musieli być tak zdołowani, że nie potrafili utrzymać trzybramkowej przewagi z pierwszego meczu, że można się było obawiać – nie wytrzymają tego mentalnie. I nie wytrzymali, przegrali karne 3:4.

Jak to możliwe, że w środę było tak tragicznie, choć przed tygodniem było tak fantastycznie? Logiczna odpowiedź brzmi - wynik pierwszego meczu okazał się pułapką. Zbyt wysoki w stosunku do potencjału, na podobnym poziomie, obu drużyn. Aarhus nie jest tak słaby, jak się niektórym wydawało przed rewanżem. Skoro przed nim właściwie wszyscy go skreślili, zawodnicy z Danii wyszli na boisko bez najmniejszej presji i brutalnie punktowali Lecha, aż wypunktowali. Okazało się więc, że niemożliwe, czyli zaprzepaszczenie trzybramkowej wyjazdowej zaliczki, jednak istnieje!

W przypadku Górnika Zabrze, drugiego polskiego przedstawiciela w eliminacjach do Ligi Mistrzów, oczekiwania przed rewanżem były zupełnie odwrotne. Rywale, tureckie Fenerbahçe Stambuł, wydawali się teoretycznie poza zasięgiem. Wystarczy wymienić tylko kilku piłkarzy z ich kadry, takich jak Marco Asensio, Nathan Aké, Mattéo Guendouzi czy Milan Škriniar, którzy wcześniej grali w czołowych klubach w najlepszych ligach europejskich. Takich grajków w Ekstraklasie nie ma. Na dodatek Fenerbahçe wygrało pierwszy mecz w Stambule 1:0.

W rewanżu Górnik walczył dzielnie i zremisował 1:1, a ogromnej różnicy potencjału na boisku widać nie było. Marne pocieszenie, skoro odpadł z eliminacji do Ligi Mistrzów. Te rozgrywki wydają się wręcz przeklęte dla polskich drużyn. Znowu się nie udało awansować do ich fazy ligowej, jak wcześniej do fazy grupowej. To właściwie norma. Ostatnio udało się Legii Warszawa przed dziesięcioma laty.

▬ ▬ ● ▬