Niestety niektórzy uwierzyli...

Fot. Trafnie.eu

W subiektywnym podsumowaniu tygodnia o meczu, na temat którego głos zabierali praktycznie wszyscy. Kto jeszcze nie zdążył wyszydzić Lecha? Cisza.

Z satysfakcją znalazłem jakiś rodzaj odtrutki, czyli następującą informację pod tytułem: „Przebili Lecha Poznań”. I takie uzasadnienie (za: przegladsportowy.onet.pl):

„W czwartkowy wieczór w meczu eliminacji Ligi Konferencji Żalgiris Wilno mierzył się z Dynamo Tbilisi. W pierwszym starciu zespół z Gruzji wygrał 3:0 i wydawało się, że pozostało mu tylko postawienie kropki nad »i«.

Po pierwszej połowie na tablicy wyników widniał remis 1:1, ale druga przyniosła ogromne emocje. Finalnie podczas spotkania padło aż dziewięć bramek. W końcówce losy dwumeczu zdołał odwrócić Żalgiris, który łącznie strzelił aż siedem goli i znalazł się w kolejnej fazie eliminacji (7:2)”.

W Poznaniu może trochę odetchnęli, może… Choć raczej tylko na chwilę, bo świadomość zaprzepaszczenia trzybramkowej wyjazdowej zaliczki z pierwszego meczu z duńskim Aarhus jeszcze długo będzie zatruwała życie. Na razie zatruwają je komentarze, w których przedstawiciele poznańskiego klubu są kopani bez znieczulenia. Niektórym z pewnością puściły hamulce. Do określeń „kompromitacja”, „wstyd”, „hańba” czy „żenada” już się zdążyłem przyzwyczaić. Jednak „mokra szmata” stanowi w moim odczuciu już lekkie przegięcie, może nawet nie lekkie.

Stąd pierwsza rada - jak ktoś bierze się za pouczanie innych, niech najlepiej zacznie od siebie i spojrzy w lustro. Zaczynam więc i przypominam, co całkiem niedawno piałem o Lechu przy okazji zapowiedzi nowego sezonu ligowego, odnosząc się do nazywania go „zdecydowanym faworytem rozgrywek”:

„Prognoza nie powinna dziwić, skoro to mistrz Polski w dwóch poprzednich sezonach. Czy będzie trzeci tytuł z rzędu? A jeśli będzie, czy mamy do czynienia z narodzinami drużyny, która zaczyna odstawać od reszty stawki? Teoretycznie powinno być to korzystne dla polskiej piłki, bowiem taka mocniejsza drużyna miałaby większe szanse na rywalizację w europejskich pucharach z silniejszymi niż dotąd rywalami, bez względu na rodzaj rozgrywek, w której przyszłoby jej grać w ich fazie ligowej”.

Nie była to bezkrytyczna laurka, raczej rodzaj logicznych rozważań, nie muszę się więc rumienić teraz ze wstydu.

Może jednak ci, którzy szydzą z Lecha bez żadnych ograniczeń, niech sprawdzą, co sami pisali lub pisały media, dla których pracują, przed jego meczem rewanżowym z Aarhus. Czy nie namaścili go już do gry w trzeciej rundzie eliminacyjnej Ligi Mistrzów z azerskim Sabah FK, na długo przed jego rozpoczęciem?

I przypomnę jeszcze radę, którą dawałem w ubiegłym sezonie, by nie zachłystywać się ponad miarę awansem Polski w klubowym rankingu UEFA. Bo to tylko „substytut prawdziwych sukcesów” bazujący na punktach zdobytych wyłącznie w Lidze Konferencji, czyli trzeciej lidze europejskiej. Oczywiście ten awans dał nam określone korzyści, choćby dodatkową drużynę w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Niestety niektórzy uwierzyli, że wraz z nim w ciągu zaledwie jednego sezonu polskie drużyny stały się już tak mocne, że teraz lać będą w pucharach wszystkich. Aż przyjechał do Poznania z Danii europejski przeciętniak i po jego wizycie długo będzie się jeszcze trzeba leczyć z kaca.

▬ ▬ ● ▬