2026-09-02
Poczekajmy
Legia Warszawa przegrała w Lublinie z Motorem 0:3 w meczu 1/32 finału Pucharu Polski. Ten wynik skłania do kilku ciekawych i przekornych wniosków.
Pierwszy jest taki, sam się właśnie na tym złapałem pisząc ten tekst, że przegrani bywają znacznie ciekawsi od zwycięzców. Bo od razu trafiłem na obszerny artykuł o „kompromitacji Legii”, sam też od niej zacząłem. A dlaczego nikt nie wspomina najpierw o Motorze?
Całkiem niedawno słyszałem w jednej z telewizji dyskusję o błędach jakie popełniono latem w Lublinie. Chodził o „błędy kadrowe” polegające na zbyt dużej wymianie zawodników, dlatego Motor zaliczał słaby początek sezonu. Co prawda trener Mariusz Misiura próbował przekonywać, że drużyna wcale nie gara tak źle, ale raczej nikt go nie słuchał.
Może było warto, bo we wtorkowy wieczór patrzyło się na nią z przyjemnością. Tak samo jak z przyjemnością patrzyło się na mecz rozgrywany w szybkim tempie na bardzo dużej intensywności. Może więc z Motorem wcale nie jest tak źle? I może będzie jeszcze lepiej, bo właśnie pochwalił się pozyskaniem portugalskiego pomocnika Rony’ego Lopesa, który ma w CV występy (całkiem sporo) w takich klubach jak LOSC Lille, AS Monaco, Sevilla, OGC Nice-Côte d'Azur, Olympiakós Pireus czy Braga, ale...
I tu nasuwa się kolejny wniosek, może w tym kontekście najważniejszy. Żyjemy w czasach, gdy opinie, szczególnie w tej branży, są formułowane natychmiast. Wystarczy, że ktoś pięć razy kopnie piłkę lub pięć razy w nią nie trafi. Dlatego dajmy Lopesowi czas, by się wykazał w Ekstraklasie, jak wykazywał się w silniejszych od niej ligach. A nie wszystkim to się udawało, choć uchodzili teoretycznie za niezłych grajków.
Być może za szybko wykreowano też Legią, jako lidera ligowej tabeli, na jednego z głównych kandydatów do tytułu mistrzowskiego w tym sezonie. Dlatego jej pierwszą porażkę w sezonie nazywa się kompromitacją. Ale czy drużyna, która w poprzednim prawie do samego końca broniła się przed spadkiem, nie ma prawa w kolejnym przegrać meczu, nawet 0:3? Czy choćby w ostatnich dwóch w lidze, z Piastem Gliwice i Śląskiem Wrocław zakończonych remisami, nie dawała podstaw do tego, by ostrożniej oceniać jej możliwości? Czy niektórzy nie uwierzyli zbyt szybko w geniusz trenerski Marka Papszuna, że niemal z marszu w kilka miesięcy zamieni ligowego przeciętniaka w walec, który będzie rozjeżdżał krajowych rywali?
Wystarczyło, że bramkarz Otto Hindrich, który ratował Legię w poprzednich meczach (szczególnie ze Śląskiem!) zaliczył w Lublinie fatalny występ, a jego drużyna zaliczyła bolesną porażkę. Popełnił błąd nie tylko przy jednej z bramek, ale jeszcze gorszy przy kolejnej (złe wyjście do dośrodkowania, gdy nie złapał piłki), która nie została uznana, choć powinna, bo nikt Rumuna w tej sytuacji nie faulował.
Pod względem błędów dorównywał mu amerykański obrońca Robert Deziel Jr (zawinił przy dwóch bramkach), który we wcześniejszych meczach wręcz mi imponował pewnością siebie w rozgrywaniu piłki. Może jednak warto poczekać dłużej z oceną zawodników, a nie robić tego już po kilku meczach? I generalnie warto poczekać z formułowaniem zbyt daleko idących wniosków dotyczących zawodników i drużyn, w których występują. Dlatego w przypadku Motoru i Legii poczekajmy z tym przynajmniej do soboty, gdy znów spotkają się w Lublinie, ale już w meczu Ekstraklasy.
▬ ▬ ● ▬







