Przysięgam, że zawsze dawałem...

Fot. Trafnie.eu

Lionel Messi nie zagra już w reprezentacji Argentyny, co raczej należało brać pod uwagę. Miałem to szczęście, że oglądałem jego ostatni występ w jej barwach.

Żyjemy w czasach, gdy tego typu informacje publikuje się na swoim prywatnym profilu w internecie. I Messi zakomunikował na Instagramie:

„Po tym wszystkim czasie, który minął od finału i po długim namyśle, chcę ogłosić wszystkim, że odchodzę z reprezentacji… To była decyzja, która bolała mnie i nadal boli, ale rozumiem, że to właściwy moment”.

Chodzi oczywiście o finał ostatnich mistrzostw światach, gdy Argentyna po dogrywce przegrała 0:1 z Hiszpanią. Trudno być zaskoczonym podjętą przez Messiego decyzją, skoro wspominał o możliwości zakończenia reprezentacyjnej kariery już po poprzednich mistrzostwach świata.

Na końcu swojego oświadczenia dodał, że napisał „te słowa 21 lipca, dwa dni po finale. Dziś, po tym, co stało się z moim tatą [zmarł w sierpniu], jestem jeszcze bardziej przekonany niż wcześniej”.

Messi napisał jeszcze:

„Przysięgam, że zawsze dawałem z siebie wszystko, nie tylko w ostatnich latach, kiedy wygrywaliśmy wszystko, ale również wcześniej. Zawsze walczyłem i dawałem z siebie wszystko dla tej koszulki, aby przynosić Wam radość i dumę z bycia Argentyńczykiem poprzez piłkę nożną”.

Mnie przekonywać nie musi. Uważam, że jest genialnym piłkarzem, czemu wielokrotnie dawałem wyraz. A zbliżenie jego twarzy na wielkim telebimie po lipcowym finale nie pozostawiało wątpliwości, że nie tylko dawał z siebie wszystko, ale liczy się dla niego tylko tytuł, w tym wypadku mistrza świata. Drugie miejsce jest przekleństwem, a on został przecież wicemistrzem świata dwa razy.

Pamiętam doskonale ten pierwszy raz, podczas finałów rozgrywanych w Brazylii w 2014 roku. Argentyna przegrała wtedy w finle, też po dogrywce jak ostatnio, z Niemcami 0:1. Po meczu poproszono Messiego na główną trybunę, by odebrał nagrodę dla najlepszego piłkarza turnieju. Siedziałem na niej niedaleko miejsca, w którym mu ją wręczano. Mogłem więc z dość bliskiej odległości przekonać się jak jest wściekły. Wspomniana nagroda była dla niego rodzajem straszliwego upokorzenia, największą karą. Odbierał ją w momencie, gdy rywale szaleli w tle ze szczęścia po zdobyciu tytułu, o którym on wciąż marzył. Zdobył go dopiero przed czterema laty w Katarze i wtedy dał upust swojej bezgranicznej radości.

To było coś, czego mu brakowała w fenomenalnej karierze najlepszego piłkarza świata. Pyszałkowate porównania, które czynił Cristiano Ronaldo w tym względzie, zawsze uważałem za utratę kontaktu z rzeczywistością.

A ponieważ Messi jest Argentyńczykiem w opublikowanym oświadczeniu nie mogło na końcu zabraknąć sporej dawki patosu:

„Dziękuję za całą miłość i wsparcie przez te 20 lat. Będzie mi bardzo brakowało słuchania Was wszystkich z głębi serca. Teraz będę jednym z Was, kibicując Wam z boku (w dobrych i złych chwilach, a nawet bardziej).

Dziękuję mojej rodzinie za to, że zawsze była przy mnie, za to, że towarzyszyła mi w tej pięknej, ale trudnej podróży. Dziękuję każdemu trenerowi, koledze z drużyny i menedżerowi, z którym miałem zaszczyt dzielić to doświadczenie. Zabieram ze sobą niezapomniane wspomnienia i chwile.

Odchodzę ze spokojem ducha i dumą, że dałem Wam, wraz z moimi kolegami z drużyny, chwile, o których nigdy nie śniłem. To było niesamowite, że mogłem tego wszystkiego doświadczyć z Wami. Kocham Was wszystkich!

Dziękuję Ci, Boże, za to, że uczyniłeś mnie Argentyńczykiem.

Naprzód Argentyno!”

A ja pokochałem te momenty genialnych zagrań Messiego, które przez lata dane mi było zobaczyć wielokrotnie na żywo. I jeszcze jego ostatni mecz w reprezentacji Argentyny w lipcowym finale mistrzostw świata…

▬ ▬ ● ▬