2026-07-05
Refleksje człowieka szczęśliwego
Francja pokonała w Filadelfii Paragwaj 1:0 w meczu 1)8 finału mistrzostw świata. Mnie jednak interesowały nie tylko boiskowe wydarzenia.
W Filadelfii pogoda była taka sama jak dzień wcześniej Nowym Jorku, czyli potworny upał. Choć do meczu pozostawało jeszcze kilka godzin, trudno było przypuszczać, że temperatura będzie wtedy niższa. Obejrzałem rano prognozę pogody na kanale CNN z informacją, że wschodnie wybrzeże nawiedziła fala strasznych upałów.
Gdy jechałem na stadion jedną z głównych ulic Filadelfii - Broad Street, zobaczyłem na słupach okalających jezdnię mnóstwo transparentów reklamujących mecz. Ale nie ten, na który przyjechałem, tylko mecz gwiazd baseballowej ligi MLB zaplanowany tu za kilka dni. To jedynie potwierdza moją tezę postawioną w poprzednim tekście, że soccer ma w Stanach Zjednoczonych jeszcze długą drogę, by dorównać dyscyplinom preferowanym przez Amerykanów.
Do meczu w Filadelfii w dyscyplinie preferowanej przeze mnie, czyli pierwszego na mistrzostwach po przylocie do Stanów Zjednoczonych, przygotowywałem się właściwie od samego początku imprezy oglądanej jeszcze wtedy w telewizji. Patrzyłem na miejsca prasowe na trybunach. Można je było dostrzec i poznać po białych pulpitach, gdy pojawiały się w ujęciach kamer zza bramki. Dla mnie podstawowe pytanie na każdej wielkie imprezie, na którą dostałem akredytację, zawsze brzmiało - czy będą problemy dla dziennikarzy z dostaniem biletów na mecze? W Niemczech podczas ostatnich mistrzostw Europy przed dwoma laty były i to nawet spore. Na przykład z dwóch półfinałów dostałem bilet tylko na jeden.
Patrząc na miejsca prasowe na meczach mistrzostw świata odniosłem wrażenie, że jest ich wyjątkowo mało. Czyli zły sygnał, bo jeśli mało, mogą być problemy z dostaniem się na mecz. A dla mnie to byłaby chyba największa kara obejrzeć go w biurze prasowym, gdy piłkarze biegają po boisku dosłownie za ścianą.
Gdy się pojawiłem w Filadelfii, stwierdziłem z satysfakcją, że na stadionie znajdują się klimatyzowane miejsca dla mediów. Co prawda za szybą, ale za to bez nieznośnej temperatury. Pomyślałem, że te oglądane na ekranie podczas transmisji musiały być tylko dla komentatorów telewizyjnych. Pomyślałem słusznie, ale spotkała mnie niemiła niespodzianka. Zacząłem szukać miejsca przydzielonego przez FIFA. Ponieważ nie mogłem go znaleźć, poprosiłem o pomoc kogoś z obsługi. Mężczyzna spojrzał na jego współrzędne i stwierdził:
“To na górze, piętro wyżej. Musisz tam wjechać windą”.
I niestety nie była to winda do nieba, tylko na normalną trybunę, na miejsce pod gołym niebem, bez żadnego pulpitu. Miałem tylko nadzieję, że podczas meczu nie zacznie padać. Czyli nie znalazłem się wśród wybrańców siedzących piętro niżej.
Ale niech ktoś nie myśli, że marudzę. Broń Boże! Po prostu dzielę się refleksjami szczęśliwego człowieka, który może oglądać mecze na mistrzostwach z głównej trybuny, na którą bilety kosztują majątek. Nie sprawdzałem, ale podejrzewam, że co najmniej kilka tysięcy dolarów.
Miałem dodatkowo szczęście, bo siedziałem w cieniu. PIłkarze na dole ganiali za piłką w słońcu i straszliwym upale. Może raczej próbowali, na ile dawały radę ich organizmy. Gdy sędzia zarządził pierwszą przerwę na nawadnianie pomyślałem, że w takich warunkach powinna trwać… 90 minut, a każda z połów tylko po trzy.
Mecz był wyjątkowo brzydki. Dużo brutalności i prowokacji głównie ze strony Paragwajczyków, ze dwie, trzy klasy gorszych od Francuzów. Praktycznie nie wychodzili z własnej połowy czy nawet pola karnego. Ale rywale nie potrafili wcisnąć im piłki do bramki. Udało się dopiero z rzutu karnego wykonywanego przez Kyliana Mbappe i Francja wygrała 1:0, by w ćwierćfinale zagrać z Marokiem.
Mecz odbywał się 4 lipca, gdy Stany Zjednoczone obchodziły 250-lecie powstania. Dlatego poprzedziło go wyjątkowo uroczyste odśpiewanie hymnu tego państwa, połączone z efektami pirotechnicznymi i przelotem nad stadionem pięciu wojskowych samolotów. Uświadomiłem sobie, że znalazłem się w szczególnym monecie do tego w szczególnym miejscu. W Filadelfii znajduje się przecież Independence Hall, historyczny budynek, w którym podpisano Deklarację Niepodległości 4 lipca 1776 roku. Kończę i jadę do centrum miasta. Może coś jeszcze z uroczystych obchodów uda mi się zaliczyć.
PS: Z planów niestety nic nie wyszło, bo rozszalała się burza…








