2026-07-31
To nasz poziom
Dwie kolejne polskie drużyny wystąpiły w czwartek w drugiej rundzie eliminacji do fazy ligowej Ligi Konferencji. I wreszcie wprawiły kibiców w dobry nastrój.
Wreszcie, bo przecież dzień wcześniej w eliminacjach do Ligi Mistrzów, też z udziałem dwóch drużyn, było dokładnie odwrotnie, czy nawet dramatycznie. Tym razem wieczór okazał się znacznie przyjemniejszy. Dwa zwycięstwa i dwa awanse do trzeciej rundy eliminacyjnej.
Jeden wywalczył GKS Katowice po zwycięstwie 3:1 nad MŠK Žilina, co, po porażce 1:2 tydzień wcześniej na Słowacji, dało w konsekwencji awans. Wywalczony w pełni zasłużenie. Rywale mieli świetną okazję do zdobycia bramki, jednak jej nie wykorzystali. Ale to ich problem, bo przecież w piłce jedynym istotnym czynnikiem jest skuteczność. GKS zaprezentował się pod tym względem doskonale zdobywając trzy gole. Godne pochwały było także to, że gdy stracił prowadzenie po wyrównującej bramce Žiliny, dalej atakował i zdobył dwie kolejne.
Nie był to więc występ w stylu „znowu się nie udało, a było tak blisko”. I może nawet nie tyle „się udało”, co raczej stanowiło konsekwencję w dążeniu do zwycięstwa z drużyną o podobnym potencjale. Tym cenniejszego, że odniesionego po 23-letniej przerwie w występach w europejskich pucharach. I pierwszego na nowym klubowym stadionie.
Na GKS patrzyło się z przyjemnością. I z taką samą można się było sycić atmosferą meczu z pełnymi trybunami i świetnym dopingiem. Obrazki jakże krzepiące po tych dołujących z Poznania dzień wcześniej.
Cichym bohaterem meczu był dla mnie katowicki trener Rafał Górak. Lubię słuchać jak opowiada o piłce, bo to żaden filozofek zanudzający trudnymi do strawienia teoriami o fazach przejściowych czy statystycznych współczynnikach. Normalny człowiek, mówiący normalnym językiem, bez zbędnego napuszenia.
Po przerwie dokonał zmian, które okazały się kluczowe dla wyniku meczu. Dwie bramki dające awans zdobyli zawodnicy wpuszczeni chwilę wcześniej na boisko – Mateusz Wdowiak i Ilja Szkurin. Oby podobne decyzje, nie tylko kadrowe, pomogły mu w pokonaniu w trzeciej rundzie eliminacji izraelski zespół Hapoel Tel Awiw.
Wystąpi w niej także Raków Częstochowa, który pewnie pokonał 4:0 na Malcie drużynę Valletta FC, tydzień wcześniej wygrywając również w siebie 3:1 (w następnej rundzie spotka się ze szwedzkim Hammarby IF). Wcale nie uważam, że był to jego obowiązek, bo takie określenie pojawia się często w mediach. Oczywiście miał za rywala drużynę ze słabszej ligi niż Ekstraklasa. Ale żyjemy w czasach, gdy w każdej można zbudować taką, która będzie przewyższać lokalnych rywali i dzięki temu jej rzeczywisty potencjał może się okazać wyższy w europejskich pucharach, niż się wielu wydaje. Trzeba mieć tylko pieniądze, a w każdym kraju znajdzie się ktoś, kto chętnie wyda je na piłkę, i ściągnąć zaciężną armię. Przeciwko Rakowowi w podstawowym składzie wyszli na boisko: Brazylijczyk, Serb, Kameruńczyk, Bośniak, Argentyńczyk, Czarnogórzec, Chorwat, Portugalczyk, Angolańczyk…
Dlatego lepiej się zastanowić, czy porażki polskich drużyn z przeciwnikami z Armenii lub Gibraltaru, jak w ubiegłym sezonie w Lidze Konferencji, nazywać kompromitacją. Ta liga, czyli trzecia liga europejska, to nasz poziom. Jak się znów nie udało awansować w Ligi Mistrzów, trzeba się do tego przyzwyczaić.
▬ ▬ ● ▬







