2025-10-05
Niezrozumiałe
W subiektywnym podsumowaniu tygodnia o wydarzeniach, które można sprowadzić do wspólnego mianownika. Nawet do jednego łączącego je słowa.
W ostatnich dniach najwięcej miejsca w komentarzach poświęca się dwóm trenerom. Ten pierwszy, Edward Iordănescu, został wręcz „zgrillowany” w mediach za to, że na mecz Ligi Konferencji Legii w Warszawie z tureckim Samsunsporem posłał do boju (poza bramkarzem) wyłącznie zawodników z ławki rezerwowych z ostatniego meczu Ekstraklasy z Pogonią Szczecin.
Jego decyzja została nazwana „sabotażem” i „porażką na własne życzenie”. Trudno znaleźć w internecie choć jeden komentarz wstawiający się za Rumunem. Podjął taką decyzję oczywiście w kontekście niedzielnego meczu ligowego z Górnikiem Zabrze w Ekstraklasie wyraźnie pokazując, co jest dla niego priorytetem.
Analizując wszystko bez emocji trzeba zauważyć, że Iordănescu to trenerski najemnik. Użyte określenie nie ma w tym kontekście pejoratywnego znaczenia. Został zaangażowany, by przede wszystkim odzyskać dla Legii tytuł mistrzowski. Nikt trzeźwo myślący nie oczekuje od niego i drużyny, by wygrali Ligę Konferencji, bo to niemożliwe. A skoro nie oczekuje, dokonał wyboru bazującego na odpowiednim uszeregowaniu rozgrywek i, delikatnie rzecz ujmując, olał te mniej ważne. Postrzega swoje obowiązki i stawiany przed nim cel inaczej niż miejscowi redaktorzy czy kibice. Tyle więc na ten temat.
Jeśli dla kogoś decyzja Rumuna była niezrozumiała, tak samo komentowano wybór innego trenera podjęty dzień później. Jan Urban ogłosił powołania zawodników na październikowe mecze reprezentacji Polski z Nową Zelandią w Chorzowie (towarzyski) i Litwą w Kownie (eliminacyjny do mistrzostw świata). Mniej istotne kogo powołał, ważniejsze kogo zabrakło. W kadrze nie znalazł się bowiem siedemnastoletni Oskar Pietuszewski z Jagiellonii Białystok, co wywołało taką samą burzę jak opisana już decyzja Iordănescu. Z tą tylko różnicą, że dobór słów był zdecydowanie łagodniejszy, a dominowało jedno – „niezrozumiała”!
Jeszcze zanim Urban ogłosił powołania, w mediach dano już Pietuszewskiemu „zadebiutować”, wyliczając precyzyjnie ile będzie miał lat i dni, gdy wyjdzie na boisko w meczu przeciwko Nowej Zelandii. Miał zostać najmłodszym zawodnikiem w reprezentacji seniorów od ponad sześćdziesięciu lat. Temat - samograj nawet nie na tekst, ale całą ich serię. Pewnie przepytano by na tę okazję kogo się tylko da – całą rodzinę piłkarza, wszystkich trenerów, którzy z nim pracowali, kolegów ze szkoły, itp., itd. A tu Urban zrobił psikusa i go nie powołał...
Sądząc z reakcji mediów, wydaje się, że miesiąc miodowy po nominacji nowego selekcjonera chyba się właśnie skończył. Nie wiem tylko czy schłodzenie relacji ma charakter wyłącznie jednorazowy, czy raczej długotrwały.
Choć koniecznie warto wspomnieć, że ktoś się jednak za nim wstawił. Były reprezentant Polski Jacek Krzynówek stwierdził (za: fakt.pl):
„Nie popadajmy w hurraoptymizm i w to, że 17-latek zbawi naszą kadrę. Owszem to wielki talent, ale trzeba pamiętać, że to młody organizm i wahania formy będą czymś normalnym. Dajmy mu czas, żeby ustabilizował formę, choć oczywiście jego postawa w Ekstraklasie jest imponująca”.
Bardziej skłaniałbym się do opinii Krzynówka niż rodzimych redaktorów. Było już kilka rekordowo wczesnych debiutów w kadrze (Kacper Kozłowski), z których niewiele później wynikało. A skoro Urban od lat był postrzegany w polskiej lidze jako ten trener, który nie boi się stawiać na młodych zawodników i rozwijać ich potencjał, to chyba najlepiej wie co robi także z Pietuszewskim.
I na koniec temat, który od dłuższego czasu jest dla mnie niezrozumiały, co uświadomiłem sobie ponownie przy okazji rozegrania w czwartek zaległego meczu drugiej ligi zwanej pierwszą. W derbach Krakowa Wieczysta zremisowała z Wisłą 1:1. Emocji sporo, skoro goście zdobyli wyrównującą bramkę w siódmej minucie doliczonego czasu gry. Tylko co to za goście, skoro grali na swoim stadionie, a trybuny (frekwencja: 31 813 widzów!), poza sektorem gości (choć teoretycznie gospodarzy), wypełnili ich kibice.
A niezrozumiały jest dla mnie motyw działania właściciela Wieczystej, Wojciecha Kwietnia. Kilka razy pojawiały się w mediach informacje, że nie kryje swych sympatii do Wisły. Zawsze pojawiały się w tle, bo pan Kwiecień jak ognia unika mediów. Dlatego się zastanawiam, po co mu klub z garstką kibiców, który nie ma stadionu i mecze ligowe w roli gospodarza musi rozgrywać wyłącznie na tych wynajmowanych, raz w Sosnowcu, teraz w Krakowie? I jak długo będzie mógł funkcjonować na tych zasadach, jeśli awansuje do Ekstraklasy? A awansować może już w przyszłym roku. Oczywiście wszystko można skwitować pytaniem – kto bogatemu zabroni? Ale chyba w tym przypadku nie byłoby to pytanie najsensowniejsze.
▬ ▬ ● ▬








