2025-12-21
Szczęśliwy, to za mało
W subiektywnym podsumowaniu tygodnia o wydarzeniu, które tak koncentrowało ostatnio uwagę, że mogłoby stać się tematem podsumowania kilku miesięcy.
Chodzi oczywiście o oficjalne już rozstanie Marka Papszuna z Rakowem Częstochowa i jego równie oficjalną prezentację jako nowego trenera Legii Warszawa. Nie przypominam sobie, by jakakolwiek zmiana w polskiej piłce w ostatnich latach wzbudzała aż takie emocje, choć może coś mi umknęło. I nie przypominam sobie, by z jakimś trenerem obejmującym funkcję wiązano aż tak wielkie oczekiwania. Czy nie za wielkie? To się dopiero okaże.
Mnie najbardziej intryguje pytanie, czy Papszun właściwie oszacował czym różnią się kluby, które zamienił jako swoje miejsce pracy? Bo różnią się dosłownie wszystkim. A już najbardziej sposobem traktowania w nich trenerów. W Częstochowie to on wybierał kiedy chce pracować. W Warszawie raczej trudno wypełnić kontrakt ze względu na określone wymagania wobec szkoleniowców, z pewnością największe w Ekstraklasie. Jak wielkie pokazał przykład tego, który ledwo rozpoczął ten sezon z Legią, a już rozpaczliwie postanowił z niej uciec. Jak, nie przymierzając, Papszun z Rakowa...
Bo ten ciągle sam rozdaje karty, więc kolejny raz wybrał kiedy i gdzie chce pracować. W Legii tak słodko nie będzie. I nie sądzę, by był tak naiwny, żeby trzeba mu było cokolwiek specjalnie tłumaczyć. A mimo to zostawił Raków na drugim miejscu w tabeli po zakończeniu fazy ligowej Ligi Konferencji, by prowadzić drużynę, która w tej samej tabeli była 28. A jeszcze istotniejsze jest, że znajduje się prawie na samym dnie tabeli Ekstraklasy i przede wszystkim musi jej zapewnić utrzymanie w lidze, bo dopiero na takim fundamencie można cokolwiek spróbować zbudować.
Mimo tych wszystkich zastrzeżeń na oficjalnej prezentacji wyglądał jakby wygrał główny los na loterii, na którym nie może doliczyć się zer:
„Trudno mi wyrazić moje uczucia. Szczęśliwy, to za mało. Jestem wzruszony, że zostałem trenerem Legii. Z tym klubem, z tym miastem, wiąże mnie bardzo dużo. Tu się urodziłem, tu toczyło się moje życie. Teraz wracam do Warszawy jako pierwszy trenerem. Wiem, jaka czeka mnie odpowiedzialność. Ten klub, jego kibice, zasługują na dużo więcej. Pierwszy cel to odbudowanie zaufania kibiców. A dalej, krok po kroku, wejście na należyty poziom”.
Papszun stwierdził jeszcze:
„Praca tutaj będzie ogromnym wyzwaniem, ale też spełnieniem marzeń”.
Jeśli w momencie rozstania z Legią, które wcześnie czy później przecież nastąpi, będzie mógł to powtórzyć, tylko w czasie przeszłym, jego słowa stanowić będą dowód, że klub, z którym właśnie został zatrudniony, wreszcie znalazł trenera, jakiego szukał latami. Tylko, czy będzie mógł to powtórzyć?
I na koniec uwaga na temat drugiej nominacji. Właściciel Legii Dariusz Mioduski jeszcze przed oficjalną prezentacją nowego trenera zakomunikował:
„Jednocześnie od początku nowego roku powierzam całościowe zarządzanie klubem Marcinowi Herra i wierzę, że wspólnie z trenerem, w pełni wykorzystają stworzone warunki i potencjał Legii, aby osiągać wymagane rezultaty sportowe, organizacyjne i biznesowe”.
Od razu wkładam to między bajki. Podobny schemat już został przecież przećwiczony. Prezesem był Bogusław Leśnodorski, którego Mioduski nie mógł się wtedy nachwalić. Do czasu. Jak się skończyło, chyba przypominać nie trzeba.
▬ ▬ ● ▬








