2016-06-18
Korespondencja ze strefy specjalnej
Podczas każdej wielkiej imprezy jest takie miejsce na stadionie, gdzie jednego piłkarza możesz obdarzyć wielką sympatią a drugiego znienawidzić!
To strefa udzielania wywiadów, oficjalnie nazywana po angielsku - „mixed zone”. Jest obiektem westchnień i frustracji każdego dziennikarza akredytowanego na mistrzostwach. Żeby się do niej dostać, podobnie jak na konferencje prasowe, trzeba mieć specjalną wejściówkę. Trudniej ją zdobyć niż bilet na mecz.
Strefa udzielania wywiadów przypomina nieco labirynt. Została tak specjalnie pomyślana, żeby zawodnicy mieli dłuższą drogę z szatni do autokaru. Dzięki temu mają większy kontakt z dziennikarzami, od których oddziela ich barierka. To praktycznie jedyna szansa, by dowiedzieć się czegoś od uczestników meczów zaraz po ich zakończeniu. Bez opinii piłkarzy pisanie o mistrzostwach byłoby nudne, nawet gdyby próbować robić to wyjątkowo obrazowo.
O strefie udzielania wywiadów można by napisać książkę. Warto też przyprowadzać tam studentów psychologii na obowiązkowe zajęcia. Materiał do przemyśleń o ludzkich zachowaniach i reakcjach (nie tylko) w sytuacjach stresowych - bezcenny. Wystarczy chwila, by do jednego zawodnika nabrać ogromnej sympatii a drugiego wręcz znienawidzić.
Przejście przez strefę wywiadów to odzwierciedlenie ich charakteru, czy wręcz ich kultury. Tu najszybciej poznasz gwiazdora. Generalnie, im dalej ze wschodu Europy pochodzą zawodnicy, tym prawdopodobieństwo takiego zachowania zdecydowanie rośnie. Chyba najgorzej pod tym względem jest z Rosjanami.
„Po ostatnim meczu tylko kilku chciało rozmawiać” - powiedział mi znajomy dziennikarz, który obserwował ich porażkę ze Słowacją w Lille.
Na swoich piłkarzy bardzo narzekali też dziennikarze z Rumunii. Tu pozytywnym wyjątkiem okazał się Razvan Rat. Nie tylko chętnie porozmawiał po meczu, ale dawał nawet możliwość wyboru zadającym pytania:
„Po angielsku? Po rosyjsku? Nie ma problemu w żadnym języku”.
Przeciwieństwem gwiazdorków ze wschodniej Europy są piłkarze ze Skandynawii. Normalność jest wpisana w ich DNA. No, może poza Zlatanem Ibrahimoviciem. Ten za wzór dobrych manier nigdy nie uchodził. Tak samo pozytywnie wyróżniają się Szwajcarzy.
Niektórzy zawodnicy stają daleko od barierki oddzielającej ich od dziennikarzy. To ze względów... bezpieczeństwa. Widzą przed sobą wyciągniętych tyle rąk z mikrofonami i dyktafonami, że lepiej zachować odpowiednią odległość.
A jak na tym tle wypadają Polacy? Generalnie bardzo pozytywnie. Może najwyżej Jakub Błaszczykowski, po przejściach z kapitańską opaską, zrobił się ostatnio zdecydowanie mniej wylewny. Choć wcześniej zawsze długo i cierpliwie potrafił odpowiadać na pytania. Nawet po tych przegranych meczach, gdy inni zmykali szybko do autokaru.
We Francji szybkością zadziwia Kamil Glik. Po dwóch pierwszych spotkaniach pojawiał się pierwszy. Po tym inauguracyjnym w Nicei z Irlandią Północną reszta zaczęła wychodzić dopiero niemal dwie godziny po końcowym gwizdku! Było to aż dziwne, ale gdy już się pojawili, chętnie opowiadali o pierwszym historycznym zwycięstwie Polaków w finałach mistrzostw Europy.
Wiadomo, że zawsze ostatni strefę wywiadów opuszcza Robert Lewandowski. Bo zawsze Wiadomo, że zawsze ostatni strefę wywiadów opuszcza Robert Lewandowski. Bo zawsze jest najwięcej chętnych, by z nim porozmawiać. Muszę z przyjemnością przyznać, że w jego zachowaniu nie ma nawet odrobiny gwiazdorstwa. Cierpliwie odpowiada na pytania do samego końca. Bo z reguły rzecznik prasowy zgarnia go jako ostatniego do autokaru ze słowami:
„Panowie, naprawdę musimy już jechać”.
Niestety, tego co o Lewandowskim, nie da się powiedzieć o jego klubowym koledze Mario Götze. Po meczu Polska – Niemcy zapytałem go, czy mogę zadać jedno pytanie po angielsku. Nawet się nie zatrzymał, ale mruknął coś pod nosem, więc zrozumiałem, że mogę:
„Widziałem, że rozmawialiście z Lewandowskim po końcowym gwizdku na boisku. Co mu powiedziałeś, a co on tobie?”
A wtedy pan Götze przyspieszył kroku i stwierdził:
„Ale ja nie rozmawiam po angielsku”.
Drogi Mario, odtąd już zawsze będziesz dla mnie małym gwiazdorkiem. Swojemu koledze z Bayernu nie dorastasz do pięt.
▬ ▬ ● ▬








