A mit runął...

Fot. Trafnie.eu

W subiektywnym podsumowaniu tygodnia o trenerze, który od wielu dni koncentruje na sobie uwagę. Jak się kiedyś mówiło – „nie ma dobrej prasy”, ale…

Mowa o Marku Papszunie, trenerze (jeszcze) Rakowa Częstochowa. W niedzielę wygrał z nim w Gdyni z Arką 4:1. Czy to jego ostatni mecz w tej roli? Przed kilkoma dniami wykonał coś, co naprawdę mogło zbulwersować. Na oficjalnej konferencji prasowej przed spotkaniem Rakowa z Rapidem Wiedeń zakomunikował, że nie chce dalej pracować w Częstochowie! Nie powiedział tego wprost, ale tylko taki wniosek można wyciągnąć ze słów, że „Legia chce mnie jako trenera, ja chcę być trenerem Legii”. Innego się nie da! Szybko zareagował na to właściciel klubu Michał Świerczewski wpisem w internecie (za: X):

„Chcieć to połowa sukcesu. Niewystarczająca”.

Natychmiast przez media przelała się fala komentarzy, dość jednoznacznie oceniających przebieg zdarzeń. Papszun występuje w nich w roli czarnego charakteru, niewdzięcznika, który chyba stracił kontakt z rzeczywistością. Kibice na meczu z Rapidem przywitali go gwizdami, a na muralu w Częstochowie, który mu sprezentowano za sukcesy osiągnięte z Rakowem, dopisali – „mogłeś być legendą”. Wiadomo, że dla nich już nigdy nią nie będzie. I wielce prawdopodobne jest, że jego każdemu przyjazdowi do Częstochowy w innych barwach będą towarzyszyły gwizdy.

Na razie nie ma wątpliwości, że pewien etap definitywnie dobiega końca. I w historii klubu, i w pracy w nim trenera. Nie wiadomo tylko jak się zakończy. Na razie w mediów odbywa się czytanie między strzępków różnych informacji (za: meczyki.pl):

„Według naszych informacji po czwartkowym meczu w Lidze Konferencji, wygranym wysoko 4:1 z Rapidem Wiedeń, Raków Częstochowa jest gotowy na rozmowy z Legią Warszawa ws. transferu Papszuna. - Nie chcemy robić Markowi problemu z odejściem. Wykazujemy elastyczność i chęć porozumienia z Legią - taki głos płynie do nas z Częstochowy”.

Choć jednocześnie przestroga:

„Dżentelmeńska umowa, gdy pojawi się satysfakcjonująca oferta dla Marka Papszuna? - Nic takiego nie miało i nie ma miejsca - twierdzi Raków”.

I dla kontrastu, że na nowego trenera w Legii jej pracownicy już czekają, choć niekoniecznie z podnieceniem, co tak komentują (za: przegladsportowy.onet.pl):

„Mieliśmy u siebie syna diabła. Teraz przychodzi sam diabeł”.

Miałem okazję zetknąć się z Papszunem znacznie wcześniej niż inni, bo już gdy przed laty pracował w Legionovii Legionowo. Jedna z osób związana z tym klubem powiedziała mi wtedy coś, co zawsze pojawia się z tyłu głowy, gdy pojawia się on – dobry trener, ale ma trudny charakter. Opinia potwierdziła się potem w dalszej jego pracy, szczególnie w Rakowie.

Ale nawet mając to na uwadze nie mogłem pojąć zachowania na wspomnianej konferencji prasowej, bo przypominało jawne pójście na wojnę. I chyba właśnie takim miało być. Później się bowiem dowiedziałem, że Papszun miał się poczuć urażony, gdy dotarła do niego informacja, że Raków ma być już wstępnie dogadany z jego potencjalnym następcą, Łukaszem Tomczykiem z Polonii Bytom.

Wtedy ego trenera z „trudnym charakterem” musiało jakoś zareagować. Tak to sobie tłumaczę, bo innego logicznego wytłumaczenia znaleźć nie potrafię. I, jak mi ktoś zdradził, miał powiedzieć swemu agentowi, by kontaktował się z Legią, która właśnie szukała trenera po rozwiązaniu kontraktu z Edwardem Iordănescu. Ciekawe, czy tę wersję kiedyś oficjalnie potwierdzi, gdy już rozstanie się z Rakowem.

I jeszcze na koniec refleksja. Częstochowski klub był stawiany za wzór. Mimo niewielkiego potencjału w porównaniu do potężniejszych marek ze znacznie większych ośrodków (Legia, Lech Poznań, Wisła Kraków...), osiągnął spore sukcesy. Miała w tym pomóc dobra organizacja, szczególnie świetne zrozumienie na linii właściciel – trener. Ostatnie wydarzenia pokazują, że to mit, skoro panowie wymieniają opinie za pomocą mediów.

▬ ▬ ● ▬