2025-12-25
Co potrafi „wuefista” i...
W mocno subiektywnym podsumowaniu kończącego się roku postanowiłem wyróżnić tych, którzy moim zdaniem zasłużyli na prezent pod choinką.
Zacznę od trenera, który, takie odnoszę wrażenie, ciągle jest najwyżej w drugim rzędzie, choć zasługuje na to, by przynajmniej na jakiś czas pojawiać się też w pierwszym. To prowadzący Zagłębie Lubin Leszek Ojrzyński. Dla mnie trochę cichy bohater pierwszej części trwającego sezonu. Jego drużyna zakończyła go na piątym miejscu, co wcale przed startem rozgrywek nie wydawało się oczywiste.
Zagłębie uchodzi od lat za klub, któremu teoretycznie nic nie powinno brakować do osiągania sukcesów. Ale brakuje właśnie… sukcesów. Kilku trenerów radziło sobie tam lekko-pół-średnio. Kolejny, czyli Ojrzyński, obejmował w marcu drużynę po Marcinie Włodarskim tuż nad strefą spadkową. Po pierwszym meczu zremisowanym u siebie 1:1 z Koroną Kielce w tej strefie się znalazła, ale problemów było więcej (za: gazetawroclawska.pl):
„Kibice „Miedziowych” na znak protestu przez pierwszy kwadrans meczu nie prowadzili zorganizowanego dopingu, a „Przodek” (sektor zajmowany przez najbardziej zagorzałych fanów lubińskiego zespołu) świecił pustkami. Transparent z tekstem: „Ostatnia szansa na zachowanie honoru. Jesteście piłkarzami czy bandą aktorów?” wisiał jednak od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego”.
O co chodziło? Oto tło wydarzeń:
„Prezes Paweł Jeż pojechał do Gdyni, aby ustalić warunki współpracy z Michniewiczem, ale po powrocie do Lubina okazało się, że kandydatura 55-letniego trenera jest nie w smak niektórym decydentom.
Ostatecznie lubiński klub ogłosił, że misję ratowania Ekstraklasy dla Zagłębie powierzono Leszkowi Ojrzyńskiemu. Jego nominacja spotkała się ze sprzeciwami sympatyków „Miedziowych”. Szkoleniowca nazywano „wuefistą”, choć bardziej niewybrednych określeń też nie brakowało”.
Ojrzyńskiego, parafrazują stwierdzenie o „aktorach charakterystycznych”, nazwałbym „trenerem charakterystycznym”. Nie sądzę, by kiedyś poprowadził reprezentację Polski, ale ma też wiele zalet, które sprawiają, że potrafi świetnie sobie radzić w klubach nie z tej najwyższej półki, w różnych trudnych sytuacjach, raczej niekomfortowych. Dlatego zdobył kiedyś z Arką Gdynia Puchar Polski, pokonując w finale Lecha Poznań, czyli drużynę klubu o znacznie większym potencjale, która teoretycznie nie miała prawa tego finału przegrać. A przy okazji utrzymał się też wtedy w Ekstraklasie.
Zagłębie w ubiegłym sezonie też utrzymał, a teraz zajmuje z nim miejsce tuż za strefą gwarantującą start w kolejnym sezonie w europejskich pucharach! Nie wiem, czy na wiosnę je obroni, ale wiem, że żyjemy w czasach, gdy słowo mało znaczy. Dlatego lubińscy „eksperci”, którzy nazwali go „wuefistą” pewnie dalej zasiadają na trybunach miejscowego stadionu i nie sądzę, by mieli jakiekolwiek wyrzuty sumienia.
Podobna uwaga związana jest z innym trenerem. Jerzy Brzęczek został w sierpniu trenerem reprezentacji młodzieżowej Polski po nieudanych dla niej finałach mistrzostw Europy, zastępując Adama Majewskiego. Przyznam, że decyzja nie do końca mi się podobała z jednego powodu. Uważam, że były selekcjoner pierwszej reprezentacji nie powinien już „cofać” się do młodzieżówki, ale prezes PZPN Cezary Kulesza uważał inaczej.
I Brzęczek z powierzonej mu roli na jesienie wywiązywał się celująco. Drużyna grała nie tylko widowiskowo, ale i skutecznie. Zajmuje pierwsze miejsce w grupie eliminacyjnej do mistrzostw Europy z kompletem zwycięstw w sześciu meczach i stosunkiem bramek 18:1. Pokonała między innymi 2:1 faworyzowanych Włochów. Jej trener udowadnia, że w swoim fachu radzi sobie nie najgorzej. Broniłem go już wtedy, gdy prowadził reprezentację seniorów:
„Brzęczek z pewnością nie jest trenerskim ideałem, ale znęcanie się nad nim z tego powodu stanowi już spore przegięcie. Bo nie jest też takim zupełnym nieudacznikiem, jakiego niektórzy próbują z niego zrobić. To nie jego wina, że jest… Brzęczkiem. Bo czy można mieć pretensje za brak doświadczenia w pracy trenerskiej, z pewnością przydatnego czy wręcz niezbędnego, przy prowadzeniu reprezentacji? Dobre pytanie, tylko trzeba je zadać temu, który go zatrudniał. Chyba powinien wiedzieć kogo zatrudnia”.
Moi rodacy mieli jednak inne zdanie. Tylko dodam, że działo się to już po wywalczeniu awansu do finałów mistrzostw Europy:
„Dowiedziałem się, że kibice nie chcą już Jerzego Brzęczka w roli selekcjonera. Tak wynikało z ankiety przeprowadzonej na stronie wp.pl. Aż ponad dziewięćdziesiąt procent uczestników ankiety zagłosowało za natychmiastową jego dymisją. Chcieli, by podczas przyszłorocznych mistrzostw Europy, jeśli się odbędą, kadrę poprowadził kto inny”.
I w jego przypadku, tak jak i w przypadku Ojrzyńskiego, nikt za nic nie będzie przepraszał. Żyjemy w czasach, gdy słowo niestety mało waży, więc odpowiedzialność za nie jest żadna. Nieomylnych mądrali coraz więcej i coraz częściej chętnie zabierają głos.
I na koniec o piłkarzach. Powtarzane przeze mnie od lat hasło, że sztuką jest znaleźć się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu, znalazło potwierdzenie w przypadku dwóch reprezentantów Polski. Jan Bednarek i Jakub Kiwior przenieśli się z Anglii do Portugalii i na razie radzą sobie świetnie w barwach FC Porto, wychwalani są tam pod niebiosa. To dowodzi, że na pewno lepiej być w pełni docenianym w (na pewno) słabszej lidze portugalskiej, niż krytykowani w Premier League, nawet jeśli to jedna z najlepszych, o ile nie najlepsza liga na świecie. Tym bardziej, że ich wspólne występy obok siebie w linii obrony Porto są wręcz bezcenne w kontekście występów w polskiej kadrze.
▬ ▬ ● ▬








