I gdzie tu logika?

Czwarta kolejka Ligi Konferencji przyniosła czterem polskim drużynom trzy zwycięstwa. Ale najbardziej komentowana jest porażka w czwartym meczu.

Przynajmniej takie odnoszę wrażenie przeglądając teksty w rodzimych mediach. Legia przegrała w Warszawie z czeską Spartą Praga 0:1. Właściwie trudno uznać jej porażkę za niespodziankę. Jeśli w piłce nożnej można kierować się logiką, co często wydaje się niebezpieczne, to akurat w tym wypadku wynik należałoby uznać za logiczny.

Sparta to drużyna z teoretycznie silniejsze ligi niż Ekstraklasa, a grała z rywalem, który jest w poważnym kryzysie, zaangażowanym od wielu dni w niekończącą się telenowelę związaną z poszukiwaniem nowego trenera po pogonieniu poprzedniego. Trudno więc jej wyjazdowe zwycięstwo uznać za sensację.

Ale z drugiej strony trudno też stwierdzić, analizując przebieg meczu, że na nie wyraźnie zasłużyła. Uważam, że remis byłby sprawiedliwszy, choć trzeba być naiwnym, by od tej branży oczekiwać sprawiedliwości. Jeśli Legi nie wykorzystuje stwarzanych sytuacji, a sama traci piłkę przy próbie jej wyprowadzania z własnej połowy, co kończy się zdobyciem decydującej bramki, może mieć pretensje tylko do siebie, nie do rywali, którzy z całą pewnością nie rzucili mnie na kolana swoją postawą w czwartkowy wieczór w Warszawie.

Mecz porywający nie był, za to mnóstwo działo się wokół niego. Jeden z miejscowych kibiców próbował ukraść flagę zawieszoną na ogrodzeniu okalającym sektor zajmowany przez licznych sympatyków gości. Przeczytałem tytuł tekstu, że to wstyd, który „poszedł w świat”. Zależy dla kogo? Jeden z serwisów internetowych zajmujących się piłkarską chuliganerką (przez przypadek z Czech!), ów incydent oczywiście odnotował. Legia więc znów urosła w chuligańskiej Lidze Mistrzów, więc starcie ze Spartą na pewno przez jej kibiców nie zostanie odnotowane jako porażka.

Porażką finansową będzie za to kara, jaką klub będzie musiał zapłacić za wywieszenie wyjątkowo obraźliwego transparentu dotyczącego byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. UEFA tępi wszelkie przejawy aktywności politycznej na trybunach, więc można być tego pewnym. Nie mam za to pewności jakie korzyści wizerunkowe mogła mieć dla niej obecność na trybunach obecnego prezydenta Karola Nawrockiego.

I znów wyszło, że medialnie przegrani są dużo ciekawsi od wygranych. A przecież w czwartej kolejce Ligi Konferencji trzy pozostałe polskie drużyny odniosły zwycięstwa: Raków Częstochowa z austriackim Rapidem Wiedeń 4:1, Lech Poznań ze szwajcarskim FC Lausanne-Sport 1:0 i Jagiellonia Białystok z fińskim Kuopion Palloseura 1:0.

Chciałbym zwrócić uwagę na pierwszy wynik. Rapid, choć w tym sezonie w Lidze Konferencji spisuje się fatalnie, potencjalnie wcale nie gorszy zespół od tych z Ekstraklasy, może nabawić się kompleksów po wizytach w Polsce. W pierwszej kolejce w takich samych rozmiarach ograł go Lech, teraz Raków. Ten ostatni (jeszcze) z trenerem Markiem Papszunem, który już nie chce w Częstochowie pracować, a miejscowi kibice go wygwizdują! A rozprawił się z rywalem wyjątkowo pewnie, zajmując dzięki temu szóste miejsce w tabeli rozgrywek. I gdzie tu logika?

Redaktorzy specjalizujący w analizowaniu klubowego rankingu UEFA, w którym Polska zajmuje 12. miejsce, nie mogą jednak darować Legii, że przez nią rodzima piłka „straciła gigantyczną szansę” (za: przegladsportowy.onet.pl):

„Czwartkowe wyniki dały nam 1,500 pkt do krajowego rankingu UEFA, co jest dobrym wynikiem. Ale najbardziej boli porażka Legii, mimo że można było ją przewidzieć. A to dlatego, że marzymy o wyprzedzeniu 10. Czechów”.

Zawsze warto marzyć, ale „rankingowcom” coś podpowiem. Cieszcie się, że punkty zdobywane przez polskie drużyny w trzeciej lidze europejskiej, bo za taką konsekwentnie uważam Ligę Konferencji, są liczone tak samo jak te zdobywane w dwóch silniejszych - Lidze Mistrzów i Lidze Europy. Wtedy humor powinien się wam poprawić.

▬ ▬ ● ▬