I jeszcze uwaga, może najważniejsza

Fot. Mateusz Kostrzewa/legia.com

Zakończyła się runda barażowa o awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Z ośmiu rewanżowych meczów jeden jest komentowany wyjątkowo namiętnie.

Mam na myśli wyjazdowe zwycięstwo 2:1 FK Bodø/Glimt z Interem Mediolan, z Piotrem Zielińskim w wyjściowym składzie. Nieporozumieniem byłoby nazywanie wyniku sensacją, skoro drużyna z Norwegii wygrała też przed tygodniem u siebie 3:1, a wcześniej w tym sezonie w Lidze Mistrzów pokonała również Atletico Madryt (2:1) oraz Manchester City (3:1). Stała się absolutną rewelacją rozgrywek i ulubionym tematem europejskich mediów zajmujących się piłką nożną.

Wszyscy zastanawiają się nad fenomenem skromnego klubu z niewielkiego miasta położonego za kołem podbiegunowym. Zagadnienie wydaje się szczególnie fascynujące z polskiej perspektywy. Bodø/Glimt był bowiem wręcz regularnym bywalcem rodzimych stadionów w ostatnich latach. W sezonie 2021/22 dwa razy ograła go Legia w pierwszej rundzie kwalifikacyjnej do Ligi Mistrzów, najpierw na wyjeździe 3:2, potem w Warszawie 2:0. Nikt nie wydawał się wtedy takimi wynikami zaskoczony, a ówczesny trener Legii Czesław Michniewicz stwierdził, że „tak się powinno grać w Europie”.

W sezonie 2022/23 Lech wyeliminował Norwegów w 1/16 finału Ligi Konferencji, po bezbramkowym wyjazdowym remisie wygrywając w rewanżu w Poznaniu 1:0, co zostało uznane za „wielki sukces”. A w sezonie 2024/25 w trzeciej rundzie kwalifikacyjnej do Ligi Mistrzów Bodø/Glimt dwa razy ograło Jagiellonię, najpierw 1:0 w Białymstoku, potem 4:1 u siebie. Komentarze były już inne (za: sport.pl):

„Norwegowie są idealnym wzorem do naśladowania dla drużyny z Białegostoku. Też nie startowali z najwyższego poziomu, też nigdy nie mieli żadnego bogatego szejka, który by w kilka miesięcy zbudował ten zespół od zera. A jednak z Kjetilem Knutsenem rok po roku grając odważną i ofensywną piłkę szli do przodu i teraz są o zaledwie jedną rundę od bram piłkarskiego raju”.

Choćby po tych komentarzach widać jak norweska drużyna rosła z każdym kolejnym sezonem. Bramy raju przed dwoma laty jeszcze się przed nią zatrzasnęły w ostatniej rundzie kwalifikacyjnej, gdy wyeliminowała ją Crvena zvezda Belgrad. Ale w obecnym sezonie rozgościła się już w najlepsze na piłkarskich salonach, awansując do 1/8 finału prestiżowych rozgrywek.

Zastanawiając się nad fundamentami tych sukcesów warto zacząć od wymienionego w powyższym cytacie trenera. Kjetil Knutsen prowadził drużynę już wtedy, gdy przyleciała do Warszawy na mecz z Legią. Ciągłość jego pracy w klubie stanowi niewątpliwie jeden z najważniejszych czynników budowy drużyny. Odwrotnie niż w Warszawie. Po odejściu Michniewicza w październiku 2021 roku Legię prowadzi już siódmy trener.

Uwaga druga. Spośród 23 piłkarzy, którzy znaleźli się w oficjalnej kadrze na wtorkowy mecz z Interem, było aż 20 Norwegów (w podstawowym składzie - 10)! To też zdecydowany kontrast w porównaniu z polskimi klubami bazującymi od lat głównie na cudzoziemcach. Na przykład w kadrze Lecha na mecz pierwszej rundy barażowej o awans do 1/8 finału Ligi Konferencji z Kuopionem Palloseura (przed tygodniem) było tylko 8 Polaków wśród 22 zawodników.

I jeszcze jedna uwaga, może najważniejsza. Liga norweska startuje dopiero w połowie marca. Polska już pod koniec stycznia, bo przecież musimy grać jak najwięcej, by gonić najlepszych. Tylko, że to jest często najwyżej zaliczanie meczów na koszmarnych boiskach, na których normalnie grać się nie da. A skoro się nie da, może lepiej mieć mniejszą ligę i nie grać w tych miesiącach, w których poorane murawy się do tego nie nadają w naszym klimacie? Wystarczy prześledzić wyniki norweskich klubów w europejskich pucharach w ostatnich latach, by dojść do wniosku, że późne rozpoczęcie sezonu na pewno w niczym im nie przeszkadza.

▬ ▬ ● ▬