2026-03-02
Kto co powiedział, czego nie?
Widzew Łódź przegrał kolejny mecz i pozostał w strefie spadkowej Ekstraklasy. Odnoszę wrażenie, jakby nie do wszystkich trafiało, że może z niej…
Oczywiście nie tak miało być, choć chyba nie do końca wiedziano jak. Wpompowane w klub od ubiegłego roku wielkie pieniądze, jak na rodzime realia, spowodowały, że niektórym tak rozgrzały się głowy, że zaczęli nawet przebąkiwać o walce o mistrzostwo, w najgorszym razie o europejskie puchary. Optymizm był ogromny, realizmu znacznie mniej, a pokory najmniej.
Kto choć trochę miał do czynienia z piłkarską branżą powinien wiedzieć, że sami piłkarze, nawet kupowani za sumy stanowiące transferowe rekordy, to jeszcze nie drużyna. A jej budowa stanowi proces naprawdę skomplikowany, więc warto ostrożnie podchodzić do wszelkich deklaracji z oczekiwaniami z nią związanymi.
Z tego płynie ważny wniosek - lepiej studzić nastroje niż je pompować ponad miarę, by niepotrzebnie nie wywierać większej presji na piłkarzy i trenera, którzy mogą mieć problem z jej udźwignięciem. Tym większej, czym coraz bardziej zacznie narastać w sytuacji totalnego niespełniania wielkich oczekiwań.
I dokładnie tak właśnie jest z Widzewem. Miał być podbój ligi, a jest strefa spadkowa. Miała być drużyna budząca w tej lidze strach, ale jej nie widać, za to widać w kadrze kolejnych zawodników. Ostatnim kupionym przed paroma dniami jest Steve Kapuadi, którzy przechodząc z Legii Warszawa za, według medialnych spekulacji, równowartość 3 milionów euro, ustanowił transferowy rekord wewnątrz Ekstraklasy.
I jest jeszcze trener, Igor Jovicević, podobno już na wylocie. A gdyby rzeczywiście został… (za: goal.pl):
„...zwolniony, to będzie mu się należało odszkodowanie. Z naszych ustaleń wynika, że to wysokość jego rocznej pensji. Nie konieczność spłaty całego kontraktu, który obowiązuje do czerwca 2027 roku, a właśnie 12 wypłat. A jak wysoka jest to pensja? Z naszych informacji wynika, że Jovicević zarabia w Łodzi około 900 tysięcy euro rocznie. Zatem jego dwanaście pensji to około 3,8 miliona złotych”.
Podobno mógłby go zastąpić Adrian Siemieniec, który w rozmowie z Canal+ nie chciał nawet tej plotki komentować. Gdyby teraz propozycję przyjął zostawiając Jagiellonię Białystok, chyba musiałby być szaleńcem.
Gdy okręt tonie lepiej się nie przyznawać do jakichkolwiek znajomości z tymi stojącymi na mostku kapitańskim. Dlatego właśnie Zbigniew Boniek zakomunikował, że nie życzy sobie, by łączono go z Dariuszem Adamczukiem (za: X; pisownia oryginalna):
„Nie mnie oceniać( szczególnie teraz) prace dyr. sportowego. Natomiast narracja, że Go komukolwiek polecałem to totalny fake news!”
Brawo! Szkoda, że nie ocenił Piotra Burlikowskiego, zatrudnionego (tego samego dnia co Adamczuk) jako dyrektor ds. pionu sportowego (za: gol24.pl):
„Znany jest w pracy w PZPN za czasów Zbigniewa Bońka, który go rekomendował”.
Słuchałem niedawno telewizyjnej wypowiedzi nowego właściciela Widzewa Roberta Dobrzyckiego, który stwierdził (za: sport.tvp.pl):
„Czuję, że podchodzę do pewnych spraw inaczej, niż dotychczasowi właściciele. Nie patrzę tak, jak wszyscy, nie próbuję budżetować z sezonu na sezon, a patrzę przyszłościowo. Nie przerażają mnie większe lub mniejsze wydatki”.
Nie wyglądał na specjalnie przejętego obecną sytuacją i miejscem w tabeli drużyny. Dodał, że ten sezon ma być dla jego klubu „przejściowym”. „Przejściowym” do czego? Do drugiej ligi zwanej pierwszą? Przecież Widzew przede wszystkim MUSI SIĘ UTRZYMAĆ W EKSTRAKLASIE! Jak przegra jeszcze ze dwa mecze, jego sytuacja zacznie się robić tragiczna. Od samego patrzenia przyszłościowego, nawet jeśli kogoś nie przerażają większe wydatki, punktów nie przybędzie, nikt się w lidze nie utrzyma. Chyba najwyższa pora, by wszyscy w tym klubie to zauważyli.
▬ ▬ ● ▬








