2025-11-18
Kto powinien komu podziękować?
Reprezentacja Polski zakończyła w poniedziałek eliminacje do mistrzostw świata wyjazdowym zwycięstwem 3:2 na Malcie, zajmując drugie miejsce w grupie.
Miała wygrać i wygrała, choć już po samych tytułach pomeczowych komentarzy widać, że w ojczyźnie jej wynik odebrano, ujmując to eufemistycznie, z rezerwą. Czy słusznie? Mam na ten temat nieco inne zdanie. Tak samo jak na temat z pozoru marginalny, od którego zacznę.
Chodzi o polskich kibiców, których mnóstwo przyleciało na Maltę. W ciągu kilku przedmeczowych dni można ich było spotkać dosłownie na każdym kroku, a ojczysty język dominował na ulicach wśród tym obcych w tym kraju. Nie tylko na Malcie (tym razem to nazwa wyspy, nie państwa), ale i drugiej mniejszej – Gozo. To dobrze, że moi rodacy lubią zwiedzać świat i chciało im się popłynąć także na tę rzadziej odwiedzaną, urokliwą wysepkę, czemu sprzyjała ciepła i słoneczna pogoda.
Nie wiem ilu dokładnie było ich na meczu. Według oficjalnej informacji na trybunach zasiadło 10 326 widzów. Nie mam wątpliwości, że na trybunach, sądząc z wizualnej oceny, zajęli więcej niż połowę miejsc! W tak licznym gronie mogli sobie pozwolić nie tylko na tradycyjną przyśpiewkę - „Gramy u siebie”, ale nawet rozpisanie dopingu na głosy, inicjowanego hasłem - „Druga strona odpowiada”.
Kamil Grosicki chwalił kibiców po meczu twierdząc, że wszędzie licznie jeżdżą za reprezentacją, wspaniale ją wspierając. Pozwolę sobie nie zgodzić się z nim w ocenie tego, co działo się na Malcie. Otóż dopingowali, ale nie wtedy, gdy było to najbardziej potrzebne, czyli w końcówce meczu, przy utrzymującym się rezultacie remisowym 2:2. Bo kiedy, jak nie w takich momentach, potrzebne jest największe wsparcie? Być może kibice zawierzyli za bardzo narracji w rodzimych mediach, że zwycięstwo w tym meczu to obowiązek i boiskowe wydarzenia tak ich przytłoczyły?
Bo od pierwszych minut widać było, że to będzie trudny obowiązek. Mecz był dość wyrównany i gdy Polacy zaczęli nawet dominować w rozgrywaniu piłki, niewiele z tego wynikało. Sztuką jest jednak w takim momencie zdobyć bramkę, kiedy niewiele na to wskazuje. I ta sztuka się udała. Piotr Zieliński dośrodkował piłkę w pole karne, a Robert Lewandowski wykończył podanie zdobywając strzałem głową prowadzenie.
Maltańczyków to jednak nie podłamało. Kilka dni wcześniej ograli w Helsinkach Finlandię 1:0 i widać w ich grze było, że są tym rezultatem wyraźnie „napompowani”. Nie potrzebowali nawet pięciu minut, by zdobyć wyrównanie, więc piłkarze schodzili na przerwę przy remisie 1:1.
Wydawało się, że w drugiej połowie goście jednak pokażą swoją dominację. Po kwadransie znów prowadzili, kiedy Paweł Wszołek dobił piłkę po strzale Lewandowskiego. Minęły dwie minuty i zdobyli trzecią bramkę! Wprowadzony w przerwie Karol Świderski wykończył akcję Michała Skórasia. Czyli prowadzenie 3:1… Niestety nie, bo chorwacki sędzia Igor Pajač po długiej analizie VAR (do drugiej połowy doliczył aż 10 minut) we wcześniejszej akcji dopatrzył się faulu Jakuba Kiwiora na rywalu w polskim polu karnym. Reasumując – bramka anulowana i przyznany rzut karny dla gospodarzy, którego wykorzystali.
W kilka minut z nieba do piekła. Znów remis, a do końca już nie pozostawało za wiele czasu, by ponownie powalczyć o zwycięstwo. I wtedy mi najbardziej zabrakło mocnego wsparcia kibiców. Ale polscy piłkarze poradzili sobie i bez niego. Na pięć minut przed końcem podstawowego czasu gry Piotr Zieliński zdecydował się na strzał spoza pola karnego. Piłka po drodze odbiła się od jednego z rywali i wpadła do bramki dając upragnione zwycięstwo 3:2.
Grosicki, który rozgrywał setny mecz w reprezentacji, przyznał, że nie tak wyobrażał sobie jego przebieg, więc „musi podziękować Zielińskiemu za strzeloną bramkę”, dzięki której ten wyjątkowy moment w swojej karierze okazał się zwycięski.
Przemysław Wiśniewski narzekał bardzo na miękką murawę, z powodu której rozjeżdżały mu się nogi przy starcie do piłki. Ale trudno tylko w tym szukać wyjaśnienia postawy jego i drużyny. Jakub Kamiński wyznał jednak szczerze:
„To był nasz słaby mecz. Trzeba wyciągnąć wnioski, by w przyszłości się taki znów nie powtórzył”.
I dodał jeszcze:
„Brakowało nam agresywności, którą pokazali Maltańczycy”.
Na pewno przebiegiem meczu nie był zaskoczony selekcjoner Jan Urban. Grosicki zdradził, że dzień wcześniej zrobił spotkanie z najbardziej doświadczonymi zawodnikami w kadrze i przestrzegał przez takim możliwym scenariuszem gry, bojąc się pewnego rozprężenia po meczu z silniejszą Holandią w następnym z teoretycznie słabszą Maltą.
I miał rację, bo to nie był dobry występ Polaków. Choć z drugiej strony media moim zdaniem wyraźnie niedoszacowały rywali. Maltańczycy pokazali, że nie są tylko chłopcami do bicia i podbudowani wspomnianym wynikiem z Helsinek, sprawili piłkarzom Urbana mnóstwo problemów. Jednak z drugiej strony należy docenić też fakt, że Polacy potrafili wygrać mecz, którego wygrać wcale nie musieli. Zdobyć zwycięską bramkę w samej końcówce po takim jego przebiegu, z pewnością zasługuje więc na pochwałę.
▬ ▬ ● ▬








