Największy wygrany

Zakończyła się pierwsza runda meczów grupowych finałów mistrzostw świata. Z tej okazji postanowiłem na nią spojrzeć wyjątkowo subiektywnym okiem.

Oto momenty, pewnie nie do końca dla wszystkich oczywiste, które najbardziej utkwiły mi w pamięci. Mecz Szwecja – Tunezja. Reprezentacja, która zamknęła Polsce drogę do finałów obejmuje prowadzenie. Bramkę zdobył Yasin Ayari. Bramka zdobyta w mistrzostwach, szczególnie dająca prowadzenie 1:0, do tego na samym początku meczu (w tym przypadku już w siódmej minucie), wywołuje najczęściej erupcję radości. Jej strzelec daje jednak mową ciała wyraźnie znak, że cieszyć się nie będzie. Typowe zachowanie zawodnika, który strzela bramkę klubowi, w którym kiedyś występował i z szacunku dla niego nie chce manifestować radości już w nowych barwach. Ale takie samo zachowanie w reprezentacji? Coś tu nie pasuje…

Przeciwnie, pasuje jak najbardziej. Ayari, choć urodził się w Sztokholmie, ma tunezyjskie korzenie. Postanowił więc w ten sposób okazać szacunek krajowi swoich przodków. Brawo, zachowanie naprawdę godne pochwały. Ale ten sam Ayari zdobywa w tym meczu jeszcze jedną bramkę w szóstej minucie doliczonego czasu gry ustalając jego wynik na 5:1 dla Szwecji. I wtedy, gdy posłał piłkę do siatki, w radosnym biegu okazuje swoją radość. Cały mecz mu wystarczył, by zapomnieć o kraju pochodzenia? Trochę mi to przypomina całowanie przez piłkarzy herbu klubu na kolejnych koszulkach w jakich występowali. Podobne mentalne podejście w jednym i drugim przypadku. W obu na pokaz.

Mecz Portugalii z Demokratyczną Republiką Konga. Druga połowa, remis 1:1, raczej niespodziewany. Faworyci z Europy mają szansę na zdobycie zwycięskiej bramki. Z prawej strony w pole karne wbiega Francisco Conceicao. Może nawet spróbować strzelać z ostrego kąta, ale woli podać piłkę. Ta trafia do Cristiano Ronaldo, który oddaje strzał na bramkę, ale robi to źle, bo mocno niecelne.

Tuż za nim zatrzymuje się po zakończonej akcji Bruno Fernandes. Pokazuje rękami miejsce, gdzie powinna być podana piłka. Wydaje się, że był lepiej ustawiony od Ronaldo, więc prawdopodobieństwo zdobycia gola było znacznie większe. Było, ale nie zostało zrealizowane. Z wściekłości rysującej się na twarzy Fernandesa można wyczytać pytanie: „Dlaczego”?

I warto zadać kolejne - czy piłkarze reprezentacji Portugalii mają obowiązek zagrywać piłkę w pierwszej kolejności do Ronaldo? Usłyszałem, że ten jest bezcenny dla drużyny, tak świetnie potrafi motywować jej zawodników? A ile ta drużyna musi potem płacić za to na boisku?

I jeszcze raz mecz Portugalii z Demokratyczną Republiką Konga. Gdy bramkarz tej drugiej drużyny, Lionel Mpasi, ociąga się z wybiciem piłki, sędzia Abdulrahman Al Jassim zaczyna liczyć sekundy prostując kolejne palce dłoni. Aż używa gwizdka i odbiera Kongijczykom możliwość wznowienia gry z rzutu od bramki, przyznając rzut rożny Portugalii. Chyba pierwszy taki przypadek na mistrzostwach, jeśli niczego nie przeoczyłem.

Oto przykład, że kolejny z wprowadzonych niedawno przepisów działa. Ten ma ukrócić kradzenie czasu, tak jak inny już zaczął eliminować symulowanie kontuzji. Dlatego największym zwycięzcą pierwszej rundy mistrzostw jest dla mnie IFAB (International Football Association Board), organ zajmujący się przepisami gry w piłkę nożną. Pod tym względem imprezę już można uznać za udaną. Oby pod każdym innym też się taką okazała. 

▬ ▬ ● ▬