Narcyzm – choroba nieuleczalna

Cristiano Ronaldo nie zagra w najbliższym meczu reprezentacji Portugalii w Lidze Narodów. Mam nadzieję, że dla jej dobra, nie zagra już w żadnym.

Przed tygodniem gwiazdorek został zmieniony przez trenera Jorge Jesusa w meczu z Walią we wspomnianych rozgrywkach. Kolejny, w niedzielę z Norwegią, przesiedział na ławce rezerwowych. Dlatego postanowił rozpocząć strajk! Portugalska federacja oficjalnie potwierdziła, że nie wziął udziału we wtorkowym treningu. Przyczyny nie podano, ale raczej nie trudno było się jej domyślić.

Do Kopenhagi, gdzie reprezentacja Portugalii ma rozegrać kolejny mecz z Danią, przyleciał prezes piłkarskiej federacji tego kraju (FPF), Pedro Proenca. Miał podjąć się roli mediacji w konflikcie selekcjonera z Ronaldo. I nawet się podjął, ale ten opuścił zgrupowanie, by następnie poinformować na swoim profilu w internecie:

„Po konferencji prasowej z trenerem reprezentacji i rozmowie z prezesem Portugalskiej Federacji Piłkarskiej podjąłem decyzję o opuszczeniu obozu treningowego reprezentacji.

W odpowiednim czasie powiem prawdę wszystkim Portugalczykom o powodach, które skłoniły mnie do odejścia z reprezentacji, której zawsze byłem oddany.

Teraz czas życzyć powodzenia Portugalii i wszystkim moim kolegom z drużyny, bez wyjątku”.

W każdej drużynie powinna obowiązywać prosta zasada, że żaden piłkarz nie może być od niej ważniejszy! Szkoda, że akurat Ronaldo tego nie rozumie i nigdy nie zrozumie. Niestety narcyzm, jako choroba nieuleczalna, sprawia, że ci, których dotknęła, sycąc się od lat jej toksycznymi oparami, już dawno stracili kontakt z rzeczywistością.

Jeśli Ronaldo kiedyś stwierdził, że jest najlepszym piłkarzem w historii, bo lepszego nie było, więc musi dalej w to wierzyć, skoro jeszcze biega za piłką. Nie jest więc w stanie pojąć, że ktoś go sadza na ławę. Czyli taki trener musi być naprawdę nienormalny, że nie dostrzega jego boskości. Miejsce w wyjściowym składzie reprezentacji Portugalii powinien mieć zagwarantowane dożywotnio. I tylko on może zdecydować kiedy (ewentualnie!?) z niego zrezygnuje.

Nie cierpię tego rozkapryszonego narcyzka, czemu dawałem dowód wielokrotnie. Choć wiem, że trener Jesus nie jest aniołem, rozważam pomysł powołania komitetu budowy jego pomnika. Z czystej wdzięczności, że postawił gwiazdorka do pionu, że był pierwszym, który się wreszcie na to odważył.

Mam satysfakcję, że w pewnym sensie taki rozwój wypadków przewidziałem przed czterema laty uważając, że Ronaldo „zwyczajnie nie potrafi się po ludzku zestarzeć jako piłkarz”. Dlatego życzyłem mu „szybkiego i bezproblemowego przejścia na emeryturę, żebyśmy mogli wreszcie odpocząć od jego dąsów”. I dodałem, że „jego problemy dopiero się zaczynają. Toksyczne ego nie pozwoli mu zaakceptować faktu, że staje się osobą drugiego planu. A ponieważ zdrowie dopisuje i jeszcze sporo lat pogra, każdy kolejny rok do końca kariery będzie coraz trudniejszy, naznaczony kolejnymi dąsami i coraz większą frustracją”.

I właśnie przerabiamy dokładnie taki scenariusz.

▬ ▬ ● ▬