Nie majstrujcie przy tym!

Fot. Trafnie.eu

Prezydent FIFA Gianni Infantino właśnie zapowiedział, że może niedługo przedstawić wszystkim zajmującym się piłką propozycję nie do odrzucenia.

Temat nie jest nowy. Wręcz przeciwnie, pojawia się od lat. Tak jak rodzimi (pseudo) reformatorzy od lat próbują na skróty naprawiać polską piłkę (ESA 37, młodzieżowiec), tak ci na szczytach futbolowej władzy starają się rozprawić z przepisem gry, który wydaje się być jej największym złem. Mowa o spalonym. Prezydent FIFA Gianni Infantino właśnie zapowiedział (za: przegladsportowy.onet.pl):

„Weźmy pod uwagę zasadę spalonego, która ewoluowała przez lata i wymaga, by napastnik stał za obrońcą, w linii z nim: być może w przyszłości będzie musiał być całkowicie za obrońcą, żeby być na spalonym”.

Przekładając to na język konkretów, żeby według nowych zasad zawodnik drużyny atakującej był „na spalonym”, musi w momencie podania całym ciałem, a nie jak dotąd tylko jakimś jego fragmentem, znajdować się bliżej linii bramkowej niż piłka i przedostatni z zawodników przeciwnej drużyny.

FIFA majstruje przy spalonym już przynajmniej od sześciu lat. Wtedy w mediach zaczęły się pojawiać sugestie, żeby sędziowie „puszczali minimalne spalone”, więc zapytałem:

„Minimalne, czyli jakie? Ilu centymetrowe? Jeśli na przykład dziesięciocentymetrowe, zaraz odezwie się ktoś z pytaniem - dlaczego nie piętnastocentymetrowe? Czyli znów trzeba będzie wszystko mierzyć, jak mierzy się teraz!”

Teraz pomysł jest już inny, ale… Po pierwsze, i tak nie uciekniemy od sprawdzania, czyli dosłownie mierzenia (w razie konieczności) w centymetrach, jak jeden zawodnik znajdował się względem drugiego. Bo, tak na logikę - co za różnica, czy na przykład pięta tego atakującego w momencie podania wystawała poza obrys ciała tego broniącego czy pokrywała się z nim (według proponowanych nowych zasad)? W obu przypadkach trzeba to sprawdzić (zmierzyć) na VAR-ze, więc odpada argument, że zlikwiduje to „kradzież czasu” przez wspomniany VAR.

Dlatego nie zmieniłem zdania i cały czas uważam, że „ze spalonym jest jak z… ciążą. Albo się jest w ciąży, albo nie. Nie można być w małej ciąży. Bez względu więc na to ilu (centy)metrowy był spalony, zawsze będzie spalonym. Coraz lepsza technika zaprzęgnięta do oceny zdarzeń potrafi wyłapać coraz mniejsze różnice”.

I jeszcze druga kwestia związana z potencjalnym nowym rozwiązaniem. Czy ktoś się zastanowił jak może wpłynąć na przebieg gry? Też na logikę - żeby nie mieć problemów z zakładaniem pułapek ofsajdowy, bo przy nowych przepisach będą zdecydowanie bardziej ryzykowne, drużyny, szczególnie te słabsze, spróbują się bardziej cofnąć. Czyli gra powinna stracić na dynamice i stać się bardziej asekuracyjna, statyczna.

Były już kiedyś postulaty, by znieść przepis o spalonym i nawet próbowano tego w jakiś grach kontrolnych, które wyglądały koszmarnie. Pomysłodawcy niestety nie rozumieli, że jest jednym z najważniejszych, czy wręcz fundamentalnych dla gry w piłkę nożną, wpływając na jej dynamikę. Dla tego typu geniuszy mam propozycję - niech się przerzucą na inną dyscyplinę, w której nie ma przepisu o „przeklętym spalonym”.

▬ ▬ ● ▬