Nonsens w najczystszej formie

Fot. Trafnie.eu

Rúben Amorim nie jest już trenerem Manchesteru United. Informację trudno nazwać zaskakującą. Na potwierdzenie tej tezy mam bardzo mocny argument.

W niedzielę Manchester United zremisował na wyjeździe 1:1 z Leeds United. Nic nadzwyczajnego, bowiem w meczach Premier League rozegranych już w Nowym Roku padały w większości remisy. Jednak na klubowej stronie pojawił się dzień później komunikat, że Portugalczyk przestał być trenerem drużyny. Od dawna, gdy śledziłem jej wyniki, niemal automatycznie pojawiało się pytanie – ile jeszcze wytrzyma? Już w styczniu ubiegłego roku zastanawiałem się: „Czy przetrwa?”

Gdy dwa miesiące wcześniej przychodził ze Sportingu Lizbona…:

„Miał zapewnić drużynie znacznie lepsze wyniki niż jego poprzednik, Holender Erik ten Hag. Paradoksalnie zaskarbił sobie sympatię kibiców z czerwonej części Manchesteru jeszcze zanim pojawił się w nowym klubie. Na pożegnanie ze Sportingiem rozbił w Lizbonie w Lidze Mistrzów ich lokalnych rywali, Manchester City, aż 4:1.

Niektórym redaktorom już tak rozgrzały się wtedy głowy, że zaczęli go porównywać do Sir Aleksa Fergusona. To były jednak miłe początki późniejszych problemów, bo po przeprowadzce do Anglii zaczęły się schody, nawet bardzo strome.

W niedzielę Manchester United przegrał kolejny raz w Premier League pod wodzą Portugalczyka, tym razem z Brighton & Hove Albion, 1:3. Zajmuje dopiero trzynaste miejsce w tabeli, znacznie poniżej oczekiwań. Amorim zabrał głos na pomeczowej konferencji, mówiąc:

»Na dziesięć meczów w Premier League wygraliśmy dwa. Wiem o tym. Wyobraźcie sobie, co to oznacza dla kibiców Manchesteru United. Wyobraźcie sobie, co to oznacza dla mnie. Dostajemy nowego trenera, który przegrywa więcej niż poprzedni. Mam tego pełną świadomość«.

I podsumował wypowiedź stwierdzeniem:

»Być może jesteśmy najgorszą drużyną w historii Manchesteru United«”.

To była sprytna deklaracja, rzucona mediom, by się od niego odczepili. I jeszcze dodał, że trzeba przetrwać ten moment, bo „innego wyjścia nie ma”. Stylu gry nie zmieni! A ten bazował na „zmieniającej kształt formacji 3-4-3”. Jego upór bazował na wierze we własne umiejętności. Przychodził przecież jako jedna z największych wschodzących trenerskich gwiazd w europejskiej czy nawet światowej piłce. Dlatego nowy pracodawca wykupił go ze Sportingu za ponad 12,5 miliona euro!

Amorim w grudniu mówił dziennikarzom, że klub musi wydać jeszcze dużo pieniędzy, by mieć odpowiednią kadrę do gry w preferowanym przez niego ustawieniu. Tylko, że trwające już ponad rok wdrażanie systemu przyniosło efekty odwrotne do zamierzonych. Choć w ubiegłym sezonie drużyna dotarła do finału Ligi Europy, zajęła dopiero 15. miejsce w Premier League, nie zapewniając sobie miejsca w europejskich pucharach po raz pierwszy od 2014 roku. W obecnym zdążyła już zaliczyć upokarzające odpadnięcie z Pucharu Ligi Angielskiej z czwartoligowym Grimsby Town.

Angielskie media pisały o napięciach w klubie, między innymi odnotowując, że dyrektor sportowy Jason Wilcox nie należy do ulubieńców Amorima, któremu nie podobała się klubowa struktura, w którą został wmontowany. Chyba dlatego na konferencji po niedzielnym meczu w Leeds stwierdził (za: standard.co.uk):

„Przyszedłem tu, żeby zostać menedżerem, a nie trenerem Manchesteru United. To jasne. Wiem, że nie nazywam się [Thomas] Tuchel, nie nazywam się [Antonio] Conte, nie nazywam się [Jose] Mourinho, ale jestem menedżerem Manchesteru United i tak będzie przez osiemnaście miesięcy albo do momentu, gdy zarząd zdecyduje się na zmianę”.

I ta zmiana nadeszła już dzień później.

Historia Amorima utwierdza mnie w przekonaniu, że wydawanie fortuny na wykup trenera, któremu później trzeba płacić odszkodowanie (tak bywa najczęściej!), gdy nie dotrwał do końca podpisanego kontraktu, stanowi nonsens w najczystszej formie.

▬ ▬ ● ▬