Nonsens w najczystszej formie

Trwa ogólnonarodowe szukanie przyczyn porażki reprezentacji Polski w eliminacjach do mistrzostw świata. Rozumiem związaną z tym frustrację, ale…

Mecz w finale baraży, przegrany ze Szwecją 2:3, jest analizowany na wszystkie możliwe i niemożliwe sposoby. Kto zawinił przy trzeciej bramce? Tu jest wielkie pole do popisu. Czy ten pierwszy, czyli Jakub Kiwior, który dał się ograć, chyba jednak za łatwo, przy końcowej linii? Czy ten drugi, Oskar Pietuszewski, który nie zaasekurował kolegi w polu karnym i nie ruszył za Szwedem w kierunku bramki? A może ten ostatni, czyli Przemysław Wiśniewski, który dał się przepchnąć wyskakującemu mu zza pleców Viktorowi Gyökeresowi i pozwolił mu dobić piłkę do siatki? A przecież wcześniej byli jeszcze inni źle wybijający z pola karnego piłkę wracającą na nie aż do fatalnego w skutkach zakończenia akcji przez Szwedów. Jak widać materiałów do analizy jest co niemiara. Nie tylko przy decydującej akcji.

Paradoksalnie przy pozostałych bramkach zawinili ci, którzy po dwóch barażowych meczach są najbardziej chwaleni. Sebastian Szymański, jak czytam największy wygrany marcowego zgrupowania kadry, nie przesunął się odpowiednio przed polem karnym przy pierwszej straconej bramce, więc Szwedzi mając przewagę osobową w polu karnym mogli efektownie rozegrać piłkę, skutecznie kończąc akcje. Czyli od „największego wygranego” zaczęła się najboleśniejsza porażka polskiej piłki w ostatnich latach?

I jeszcze Nikola Zalewski, jak czytam najlepszy w drużynie w meczu w Sztokholmie. Zdobył efektownego gola, ale wcześniej nieco zlekceważył rywala w walce o piłkę pod własnym polem karnym, co zakończyło się faulem i przyznaniem rzutu wolnego, a dośrodkowanie z niego zdobyciem drugiej bramki dla Szwedów. I po tym dośrodkowaniu można wskazywać winnych strefowego krycia… Wystarczy.

Tak można analizować bez końca. Trener Jan Urban na szczęście nie odleciał po swojej pierwszej przegranej w roli selekcjonera kadry. Nie dał się podpuścić pytaniem o błędy sędziego mogące decydować o wyniku, co dobrze o nim świadczy. Stwierdził, że zawodnicy nie mogą popełniać tak wielu błędów w grze obronnej! Brawo za trzeźwe spojrzenie na boiskowe realia.

Już od siebie dodam, że skoro popełniają aż tyle w tak ważnym meczu, mogą mieć pretensje wyłącznie do siebie, że nie zagrają w finałach mistrzostw świata. Czyli niestety nie zasłużyli, żeby w nich zagrać, co powinno stanowić wstęp do nieco głębszych rozważań.
Ponieważ muszę jeszcze rozprawić się ze stwierdzeniem, które zawsze doprowadza mnie do szału. Otóż przekonywanie, że we wtorkowym meczu „polska drużyna była lepsza”, to nonsens w najczystszej formie. I totalny brak zrozumienia sensu nie tylko piłki nożnej, ale całego sportu.
Zawsze jest lepszy ten, który wygrywa! Styl nie ma znaczenia. Moi rodacy mają niestety krótką pamięć wynikającą z frustracji, tak to sobie tłumaczę, po bolesnej porażce. Skoro nie mogą się pogodzić, że przegrała drużyna mająca przewagę w posiadaniu piłki na boisku rywali prezentujących „średniowieczny styl”, niech przypomną sobie co mówili o naszych Albańczycy kilka dni wcześniej po półfinale baraży w Warszawie. Choćby Qazim Laci (za: interia.pl):
„Osobiście uważam, że wygrała drużyna, która na to nie zasłużyła. Pomimo dwóch goli dla Polski, które zapewniły zwycięstwo, nie wiem, czy mieli inne szanse”.
Jego słowa chyba nie zrobiły na moich rodakach wielkiego wrażenia. Tak jak teraz nie robią wielkiego wrażenia ich słowa na Szwedach.
▬ ▬ ● ▬