2026-06-30
Oto swoisty fenomen
Rozpoczęła się najciekawsza faza mistrzostw świata, przynajmniej z medialnego punktu widzenia. Formułowane wnioski są proste i oczywiste, aż za bardzo.
W fazie pucharowej przegrywający odpada. Nie zawsze przegrywający mecz, nawet po dogrywce. Ale ponieważ zawsze ktoś odpaść musi, więc sędziowie po takich remisowych bataliach zarządzają serię rzutów karnych. Nikt mnie nie przekona, że ich wykonywanie jest takim samym elementem gry czy piłkarskiego abecadła, jak każdy inny element.
To zawsze walka głowy z tymi umiejętnościami. Gdy głowa nie daje rady, zaczyna się dramat. I zawodnika, który spudłował wykonując jedenastkę, i w konsekwencji drużyny, którą reprezentuje. Choć za swoisty fenomen uznać trzeba fakt, że po przegranej serii rzutów karnych najbardziej piętnuje się… trenera, a nie tych, którzy je zmarnowali.
Ostatnie dwa mecze 1/16 finału są tego wręcz wymarzonym dowodem. Najpierw Niemcy odpadli z starciu z Paragwajem, a potem Holendrzy z Marokiem, w obu przypadkach właśnie po remisowych meczach i serii karnych. Gdyby brać pod uwagę tytuły komentarzy, można dojść do wniosku, że trenerzy przegranych drużyn wręcz… pojawili się na boisku, mając bezpośredni wpływ na pożegnanie swoich drużyn z mistrzostwami.
Ronald Koeman jest postrzegany jako totalny nieudacznik i źródło wszystkich nieszczęść holenderskiego futbolu. Ale czy to nie ten sam trener, którego drużynę jeszcze chwilę wcześniej wychwalano za miły dla oka styl gry, na który patrzyło się z prawdziwą przyjemnością?
Czy gdyby na przykład Jurrien Timber w meczu z Marokiem posłał w serii karnych piłkę do siatki zamiast obok słupka (!), przynajmniej część holenderskich kibiców i mediów dalej wierzyłaby, że ich zawodnika są zdolni zostać nawet mistrzami świata? Czy wtedy Koeman kilka kolejnych dni nie byłby wcale taki zły, aż do momentu, gdy ktoś odprawiłby Holendrów z mistrzostw?
Czy naprawdę nie mieli prawa odpaść z drużyną Maroka, która, w odróżnieniu od nich, zameldowała się w najlepszej czwórce ostatnich mistrzostw świata rozgrywanych w Katarze? Przecież ta para 1/16 finału była uważana za najsilniejszą w tej fazie rozgrywek i najbardziej wyrównaną. A przecież ktoś odpaść musiał…
Chyba za jeszcze większego nieudacznika uważany jest trener reprezentacji Niemiec, Julian Nagelsmann. Oczywiście Paragwaj, który odprawił jego drużynę, to teoretycznie niższa półka niż Maroko. Dlatego niemieccy kibice nie wyobrażali sobie, że można z nimi odpaść. Okazało się, że można. Bo jak się ma za słabe nogi, by wygrać w normalnym czasie, trzeba mieć mocną głowę, by wygrać na karne.
I teraz kac jest wielki, skoro najwięksi niemieccy optymiści wierzyli nawet w kolejny tytuł mistrzów świata! Ale można zapytać, czy ten optymizm był uzasadniony? Przecież dla Niemców to trzecie kolejne mocno rozczarowujące mistrzostwa świata. Skoro na poprzednich nie potrafili nawet wyjść z grupy, więc przynajmniej widać jakiś… postęp.
▬ ▬ ● ▬








