2026-03-29
Poszukiwanie cudotwórcy?
Po tradycyjnej fali komentarzy jaka przelała się przez rodzime media po meczu barażowym z Albanią uwagę zwracają pojawiające się w nich dwa tematy.
Pierwszy nie pozostawia wątpliwości – nadal jesteśmy piłkarską potęgą! Nadal, po przez kolejne lata nic się nie zmienia w ocenach. Gdyby na nich polegać, tylko tym największym nie wolno przegrywać. A już na pewno nie z takimi drużynami jak Albania.
Dlatego znalazłem fragment (przegladsportowy.onet.pl):
„45 minut. Tyle dzieliło reprezentację Polski od totalnej katastrofy. Nie dość, że przegrywała z Albanią, to na dodatek nic nie wskazywało na to, że jej gra może ulec znacznej poprawie”.
I jeszcze drugi:
„Za 45 minut możemy się doszczętnie skompromitować”.
Czyli porażka z tą drużyną byłaby totalną katastrofą czy kompromitacją. Pewnie tak, gdyby poniosła ją reprezentacja Anglii, Francji czy Hiszpanii. Ale Polski? Przecież Albańczycy zleli naszych w ostatnich eliminacjach do mistrzostw Europy. Zakwalifikowali się do nich z pierwszego miejsca z grupy, podczas gdy nasze orły musiały jeszcze walczyć w barażach. Przestrzegałem przez czwartkowym meczem, że to nie jakieś przysłowiowe „florki”. Na jakiej więc podstawie twierdzenie, że są na tyle słabi, że nie wolno z nimi przegrać?
Nie wolno takiej potędze jak Polska, skoro w przerwie, gdy prowadzili w Warszawie 1:0, pojawiły się sugestie dotyczące potencjalnego zwalniania selekcjonera Jana Urbana:
„Kto wie, czy gdyby nie indywidualne przebłyski Roberta Lewandowskiego i Piotra Zielińskiego (autorzy obu trafień w drugiej połowie), nie zasiadalibyśmy właśnie do kolejnego sezonu serialu pt. »Poszukiwanie nowego selekcjonera«”.
Może lepiej „poszukiwanie cudotwórcy”? Znacznie lepiej pasuje do tego, co dzieje się wokół reprezentacji od lat. Bo przecież od lat mamy „znakomitych” zawodników, tylko w niektórych klubach i ligach nie potrafią się poznać na umiejętnościach wielu z nich. I ciągle brakuje trenera, który potrafiłby z nimi osiągnąć te sukcesy, na które czekają bezskutecznie media i kibice. Powinniśmy przecież lać silniejszych od siebie i to w pięknym stylu. Choć jakoś nikt nie zadaje sobie trudu, by zebrać wszystko do kupy i wyciągnąć logiczny wniosek, który dla mnie, mieszkańca kraju posiadającego reprezentację co najwyżej średniej klasy europejskiej, wydaje się oczywisty już od dziesiątków lat.
Teraz o zawodniku, którego debiutu rodacy domagali się od dawna. Oskar Pietuszewski wszedł na boisko w meczu z Albanią po przerwie. Co pokazał? To, do czego zdążył już przyzwyczaić w FC Porto – odwagę, wręcz boiskową bezczelność, gdy decydował się na dryblingi bez najmniejszej tremy czy obaw. Na pewno jego debiut wypadł pozytywnie. Właściwie jest przez wszystkich wychwalany na wyścigi.
Odwrotnie niż ten, którego zmienił w przerwie. Pojawienie się w wyjściowym składzie Filipa Rózgi stanowiło spore zaskoczenie. A jeszcze większym były dla mnie oceny jego występu. Według Zbigniewa Bońka był najsłabszym, obok Matty’ego Casha, w polskim zespole, dlatego dostali od niego najniższą ocenę – 4 (najwyższą otrzymali – Kamil Grabara i Piotr Zieliński - 7). Rózgę skrytykował też były reprezentacyjny pomocnik Waldemar Prusik twierdząc, że „nie dźwignął ciężaru”.
Nie zgadzam się z tak krytycznymi uwagami. I na szczęście nie tylko ja (za: sport.pl):
„Żaden inny zawodnik w pierwszych minutach nie słyszał braw tak często, jak on. Rózga jako pierwszy doskakiwał do obrońców rywali i walczył o przejęcie piłki. Żadne to zaskoczenie – tzw. skoki pressingowe, czyli akcje, w których zawodnik dopada do rywali i próbuje przejąć piłkę, są jego znakiem rozpoznawczym”.
Uczciwie ocenił obu Urban:
„Wydaje mi się, że zarówno Oskar, jak i Filip, bo zagrali po 45 minut, mieli swoje dobre momenty i takie, w których mogli podejmować lepsze decyzje”.
I niech te lepsze podejmują także w kolejnych meczach. Oby jak najczęściej mieli ku temu okazje.
▬ ▬ ● ▬







