Raczej bez euforii

W rodzimych mediach trwa festiwal Oskara Pietuszewskiego po tym, jak oficjalnie został zawodnikiem FC Porto. Ale przesadą byłoby stwierdzenie, że…

Jego były klub zakomunikował na swojej stronie internetowej:

„Jagiellonia Białystok z dumą informuje o sfinalizowaniu rozmów dotyczących transferu definitywnego Oskara Pietuszewskiego do FC Porto. Nasz wychowanek, po przejściu testów medycznych, podpisał kontrakt ze słynnymi Smokami. Tym samym Klub finalizuje najwyższą transakcję wychodzącą w swojej historii, otwierając kolejny rozdział w strategii promowania talentów.

Droga, którą przeszedł Oskar – od Akademii Piłkarskiej Jagiellonii Białystok, aż po debiuty w Ekstraklasie oraz europejskich pucharach – jest modelowym przykładem funkcjonowania Jagiellonii Białystok. To dowód na to, że w Białymstoku potrafimy nie tylko dostrzec talent, ale także cierpliwie go oszlifować i przygotować do rywalizacji na europejskim poziomie”.

Komunikat przypomina mi klimatem teksty, który dobrze znam z rodzimych mediów. Już dawno przecież zauważyłem, że transfery moich rodaków za granicę są przez nie relacjonowanie niczym zdobywanie przez nich najcenniejszych trofeów w nowych barwach. Oto kolejny dowód wspomnianej tezy, tym razem w wydaniu byłego już klubu.
W wspomnianym komunikacie znalazło się jeszcze zdanie:

„Dziś, gdy Oskar opuszcza nasze szeregi, robimy to z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku”.

To smutne, bo można z niego wyciągnąć wniosek, że polskie kluby, także wszystkie inne ze słabszych piłkarsko krajów, mają obowiązek WYŁĄCZNIE dostarczać zawodników do tych lepszych piłkarsko krajów, jakim niewątpliwie jest Portugalia w porównaniu z Polską. I na tym ich rola się kończy. Być może niestety tak...

Polskie media przyjęły transfer Pietuszewskiego bez specjalnej euforii, której się spodziewałem, raczej z rozczarowaniem. Głównym powodem jest wysokość transferu – tylko 10 milionów euro (z bonusami), a do tego jedynie 10 procent od kolejnego transferu, co podobno FC Porto jest bazową normą. Dlatego transakcja jest oceniana jako „wielki zawód”, a jej warunki „bardzo słabe”. Nie padł bowiem rekord Ekstraklasy (11 milionów euro), którego się spodziewano.

Ja wysokością transferu zaskoczony nie jestem. Czyż w poprzednim tekście nie ostrzegałem, że agent zawodnika, Mariusz Piekarski, wygaduje różne rzeczy, które trzeba przyjmować z rezerwą? Tak było w przypadku sprzedaży Michała Karbownika, tak było w przypadku sprzedaży Sebastiana Szymańskiego. Poddaję tylko pod rozwagę, że nie jest już agentem obu piłkarzy (!), na których, według jego słów, wielu klubów miało nie być stać.

A na co będzie stać siedemnastoletniego Pietuszewskiego w Portugalii? Ma być „dodatkową opcję” dla trenera Francesco Farioliego i jego drużyny, która lideruje w lidze. Czeka go więc twarda walka, by pojawiać się na boisku w barwach Porto.

Na pewno jego transferem nie jest zachwycony trener reprezentacji młodzieżowej Jerzy Brzęczek, który jeszcze w ubiegłym roku przekonywał (za: fakt.pl):

„Nie potrafię określić, ile czasu Oskar powinien jeszcze grać w Jagiellonii. Na pewno krzywda mu się nie dzieje, że gra w Ekstraklasie, a nie na Zachodzie. Jestem natomiast przekonany, że trwający sezon powinien dokończyć w barwach klubu z Białegostoku. Tej zimy nie powinien zmieniać klubu. Ewentualnie po sezonie należy się nad tym zastanowić i rozważyć wszystkie za i przeciw”.

I jeszcze na koniec kwestia klauzuli potencjalnego odstępnego, gdyby ktoś chciał Polaka z Porto wykupić. Podniecanie się jej wysokością, 60 milionów euro, rozumiem, choć widzę w tym drugie dno. Na pewno nie ułatwi mu ruchów, gdyby chciał odejść z Porto, jeśli z jakiś powodów taki wariant uznałby za najlepszy dla siebie. Ale naprawdę o niczym innym nie marzę, tylko żeby jakiś klub naprawdę z tej klauzuli w kontrakcie Polaka skorzystał. I oby jak najszybciej.

▬ ▬ ● ▬