2026-10-03
Sabotaż sabotażysty
Reprezentacja Polski pokonała w Warszawie Rumunię aż 6:0 w meczu Ligi Narodów. Wynik znakomity. I dlatego wielu rodaków przeżywa trudne chwile.
Przed meczem jeden z redaktorów zapytał, jakie są moje oczekiwania. Odpowiedziałem, że największe nadzieje pokładam w trenerze… rywali. A pokładałem je od momentu, gdy dowiedziałem się, że nim został. Gheorghe Hagi, bo oczywiście o nim mowa, był znakomitym piłkarzem. Ale nie zawsze tacy muszą być znakomitymi trenerami. Biorąc pod uwagę jego porywczy charakter byłem pewny, że charakterologicznie na trenera zupełnie się nie nadaje.
Tak jak kiedyś nie nadawał się słynny Diego Maradona. Piłkarzem był genialnym, ale gdy po zakończeniu kariery ktoś go znów zatrudniał w nowej roli, zawsze miałem prostą radę – weźcie lepiej mnie, bo po mnie trzeba będzie krócej sprzątać! „Maradona Karpat”, jak ochrzczono Hagiego, idealnie wpisuje się w ten schemat, dlatego przebieg meczu w Warszawie dowodzi, że moje oczekiwania względem niego były słuszne. Na szczęście to, że Rumuni dali mu swoją reprezentację, to nie mój problem. Tak jak nie mój, że po bolesnej porażce zadawano mu na konferencji prasowej pytania o dymisję.
Pewnie wielu miałoby ochotę takie samo zadać selekcjonerowi polskiej reprezentacji. Przecież ostatnie działania Jana Urbana nazywane były nawet sabotażem. W mediach rozpoczęło się już jego zwalnianie z coraz śmielszym wskazywaniem następcy. Można więc przekornie stwierdzić, że poruszając się na tak przygotowanym dla siebie fundamencie i scenariuszu selekcjoner dokonał swoistego sabotażu wygrywając w rekordowych rozmiarach. Potrafię sobie wyobrazić co musieli czuć w piątkowy wieczór wszyscy robiący z niego totalnego nieudacznika, lansujący teorię, że znów „namieszał w składzie”. Teraz przeżywają baaaaardzo ciężki okres…
Polacy rozjechali Rumunów jak walec, wygrywając 6:0. Chyba najważniejszym momentem w meczu była sytuacja w 22. minucie, gdy Radu Drăgușin, sfaulował w polu karnym wychodzącego na czystą pozycję Roberta Lewandowskiego. Dostał za to czerwoną kartkę, a Polska dostała rzut karny. Lewandowski go wykorzystał, a rywale przez ponad godzinę musieli grać w osłabieniu.
Ale uproszczeniem byłoby wskazywanie na ich tak wysoką porażkę tylko ze względu na wyrzucenie z boiska jednego z graczy. Oddali na polską bramkę dwa groźne strzały obronione przez Marcina Bułkę. Poza tym stanowili jedynie tło dla naszych, którzy po przerwie zaaplikowali im pięć kolejnych bramek. Hat-tricka zaliczył Lewandowski, który w ten sposób uciszył swoich krytyków, może równie licznych co krytycy Urbana. Swojego gola dorzucił równie krytykowany Jan Bednarek. A kolejny udany występ w roli rozdzielającego piłki w drugiej linii, też ze zdobytą bramką, zaliczył Piotr Zieliński.
Nie jechałem w peletonie, który masakrował reprezentację w ostatnich dniach. Nie będę też w kolejnym, który wychwala ją pod niebiosa po rekordowym zwycięstwie. To ciągle ta sama drużyna, ci sami piłkarze. Ani nie była tak tragiczna, jak przedstawiano ją w mediach, ani nie jest tak wspaniała jakby sugerował piątkowy wynik. Dlatego czekam na poniedziałkowy wyjazdowy mecz z Bośnią i Hercegowiną, który powinien stanowić dobry sprawdzian jej aktualnych możliwości.
▬ ▬ ● ▬







