2026-05-04
Sąsiadka nie taka atrakcyjna?
Po przegranym finale Pucharu Polski Raków Częstochowa zwolnił trenera. Choć podobno ta porażka nie miała decydującego wpływu na podjętą decyzję.
Podobno, tak przynajmniej wynika z oficjalnego oświadczenia klubu, który...:
„…informuje, że zakończył współpracę z trenerem Łukaszem Tomczykiem.
Decyzja została podjęta po szerszej analizie sytuacji sportowej pierwszej drużyny i nie wynika wyłącznie z rezultatu finału STS Pucharu Polski. Klub uznał, że w kolejnym etapie potrzebny jest nowy impuls oraz inne spojrzenie na dalszy rozwój zespołu.
Dziękujemy Trenerowi za pracę, zaangażowanie oraz wkład w prowadzenie pierwszej drużyny. Łukasz Tomczyk jest osobą związaną z Rakowem i wierzymy, że jego droga z naszym Klubem może jeszcze w przyszłości znaleźć kolejny rozdział”.
Tylko dlaczego ten trwał tak krótko? Przecież zdecydowanie nie tak miało być! Tomczyk to człowiek urodzony w Częstochowie, który trenerską pracę zaczynał w klubowej akademii Rakowa. Gdy w grudniu do niego wracał zostawiając Polonię Bytom, właściciel klubu Michał Świerczewski ubawił wszystkich taką anegdotką:
„Kiedy żyjesz ze swoją partnerką, kochasz ją i nagle słyszysz od niej, że w zasadzie to chce odejść do innego i że w zasadzie to jej szkolna miłość, ta pierwsza, to jesteś zszokowany. Ale gdy wiesz, że twoja sąsiadka się w tobie od dawna podkochuje i jest atrakcyjna, no to bierzesz od razu i się nie zastanawiasz”.
Podkochująca się sąsiadka wydawała się rozwiązaniem optymalnym dla Rakowa, który w sposób zdecydowany postanowił nagle opuścić w połowie sezonu Marek Papszun. Świerczewski przyznał, że nie chciał doświadczonego trenera, tylko wolał zdecydować się na „świeżość”, coś nowego. I w tym kontekście Tomczyka nazwał „naturalnym kandydatem”.
Miały za nim przemawiać wyniki (za: gol24.pl):
„Polonię Bytom zdążył poprowadzić w 86 meczach, punktował ze średnią 1,92 i wprowadził ją do Betclic 1. Ligi. W tym sezonie wygrał 13 meczów, 4 zremisował, a także 6 przegrał”.
Drużynę pozostawił w grudniu na drugim miejscu w tabeli gwarantującym bezpośredni awans do Ekstraklasy. Gdy był zatrudniany w Rakowie, media nie mogły się nachwalić właściciela klubu za sposób w jaki tego dokonywał, dlatego „internet zapłonął”. Świerczewski był stawiany za niedościgły wzór dla szefa Legii Dariusza Mioduskiego, który w środku sezonu zabrał z Częstochowy do Warszawy trenera Papszuna. Były współwłaściciel Legii, Maciej Wandzel, tak to skomentował w mediach społecznościowych, przy okazji odnosząc się między wierszami do swego byłego wspólnika:
„Normalny facet. Mówi to co myśli. Nie ma spin doktorów. Jakie to może być wszystko proste. Eh…".
Niestety życie dość brutalnie zweryfikowało działania „normalnego faceta”. Świerczewski w ciągu kilku miesięcy poniósł drugą bolesną porażkę. Pierwszą było porzucenie Rakowa przez Papszuna, którego darzył bezgranicznym zaufaniem, oddając mu w klubie niemal pełnie władzy, a po zdobyciu mistrzostwa zafundował pamiętny odlot z płyty boiska helikopterem, niczym papieżowi. Dymisja starannie wyselekcjonowanego na jego następcę Tomczyka, zaledwie po kilku miesiącach pracy, to kolejna porażka. Przecież przyznał się nią do tego, że wadliwie oszacował atrakcyjność… sąsiadki. Nie zauważyłem, by z tej okazji znów „internet zapłonął”.
▬ ▬ ● ▬








