Styl przywództwa?

Fot. Trafnie.eu

Drużyna GKS Tychy ma nowego trenera. Jednak zdecydowanie większym zainteresowaniem mediów cieszyła się informacja o odejściu jego poprzednika.

Nowym trenerem został Austriak Rene Poms, który wcześniej pracował już w Ekstraklasie w Lechu Poznań jako asystent Chorwata Nenada Bjelicy. Ma poprowadzić drużynę do końca sezonu i spróbować ją uratować przed spadkiem. Zadanie trudne, bo na dziesięć kolejek przed końcem sezonu Tychy zajmują ostatnie miejsce w drugiej lidze zwanej pierwszą, ze stratą sześciu punktów do bezpiecznej pozycji w tabeli.

W ostatnich ośmiu meczach drużynę prowadził Łukasz Piszczek. Dwa zremisował, sześć przegrał. Nie takiego bilansu spodziewano się w Tychach, gdy go zatrudniano w listopadzie. Zastanawiam się, czy nie oczekiwano za dużo powierzając zespół komuś bez żadnego doświadczenia w samodzielnej pracy trenerskiej na podobnym poziomie. Wcześniej przez pół roku był asystentem Nuriego Sahina w Borussii Dortmund, a przed angażem do GKS Tychy grającym trenerem czwartoligowego, trzecioligowego tylko z nazwy, LKS-u Goczałkowice Zdrój.

Znalazłem taki fragment podsumowujący jego pracę (za: przegladsportowy.onet.pl):

„Zderzył się brutalnie z rzeczywistością. Kreowany na zbawiciela polskiej piłki, w pierwszej samodzielnej pracy ponosi, jak na razie, druzgocącą klęskę. To lekcja dla wszystkich, żeby nie pompować przesadnie balona, bo cuda w piłce zdarzają się rzadko, a wielki piłkarz nie zawsze równa się wielki trener”.

Pewnie, że nie zawsze, ale ważniejsze jest co innego. Przed rokiem, gdy angielskie media pastwiły się nad Ruudem van Nistelrooyem pracującym z Leicester City, zauważyłem:

„Nie wierzę w sensowność zatrudniania dawnych piłkarskich gwiazd bez żadnego szkoleniowego doświadczenia na trenerskich posadach w poważnych klubach. Nie wierzę dlatego, bo nie wierzę w cuda. Dawnymi sukcesami z piłkarskiego boiska meczów się nie wygra. Do tego potrzebne jest odpowiednie doświadczenia. Dlatego zamiast pytać Van Nistelrooya dlaczego Leicester City pod jego wodzą spisuje się tak słabo, wolę zapytać szefów tego klubu – dlaczego zatrudniliście akurat jego?”

Dlatego, przenoszą wspomniany przykład na polski grunt, wolę zapytać szefów GKS Tychy - dlaczego zatrudniliście akurat Piszczka? A mediów zapytać – dlaczego jego zatrudnienie nazywaliście przed kilkoma miesiącami „transferowym hitem”?

Członek zarządu klubu Maximilian Kothny w listopadzie przekonywał:

„Jego filozofia piłkarska i styl przywództwa idealnie wpisują się w naszą długoterminową wizję dla GKS-u”.

Łukasz Gikiewicz, ekspert TVP Sport, przedstawił go w zupełnie innym świetle (za: sport.tvp.pl):

„Z tego, co wiem, Łukasz Piszczek wywiesił białą flagę. Trener poprowadził dzisiejsze zajęcia, ale zakomunikował, że nie chce już pracować, choć ludzie z klubu woleliby, żeby dalej przewodził drużynie”.

Jak widać „styl przywództwa” piłkarza niekoniecznie musi być przydatny w trenerskim fachu. Szczególnie gdy przegrywa się kilka meczów z rzędu.

▬ ▬ ● ▬