2026-10-05
Taki poziom, niestety
Reprezentacja Polski przegrała 0:1 w Zenicy z Bośnią i Hercegowiną w meczu Ligi Narodów. To nie jedyne złe wiadomości związane z polską piłką.
Porażka historyczna, bo pierwsza z tym rywalem. Porażka, do której nie musiało dojść, bowiem gospodarze zdobyli jedyną bramkę z rzutu karnego podyktowanego za faul Jana Bednarka na Jovo Lukiciu pięć minut przed końcem meczu. Do tego momentu był dość wyrównany i bezbramkowy remis oddawał z grubsza jego przebieg. Mecz na pewno nie porywający i pełen emocji, raczej taki z rodzaju – może się komuś uda wcisnąć piłkę do siatki. A jak się uda, jedna sytuacja okaże się zwycięska. Udało się Bośniakom, którzy z karnego oddali jedyny celny strzał na polską bramkę.
Pod koniec pierwszej połowy piłkę próbował dobijać, kończąc akcję Polaków, Sebastian Szymański, ale z linii bramkowej wybił ją bośniacki obrońca Nikola Katić. To była chyba najlepsza okazja do zdobycia gola wypracowana przez nasz zespół. Ale okazjami meczów się nie wygrywa. W piłce znaczenie ma tylko i wyłącznie skuteczność.
Nie podniecałem się wysokim zwycięstwem w Warszawie nad Rumunią w poprzednim meczu przed kilkoma dniami pisząc, że czekam na kolejny z Bośnią i Hercegowiną, "który powinien stanowić dobry sprawdzian jej aktualnych możliwości". Nie wspominam o tym, by się chwalić, bo nie ma czym. Tak powinien uważać każdy trzeźwo myślący, posiadający choć średnie pojęcie o piłce.
Reprezentacja zajmuje po czterech meczach Ligi Narodów trzecie miejsce w grupie mając sześć punktów straty do prowadzącej Szwecji i cztery do Bośni i Hercegowiny na dwie kolejki przed końcem rozgrywek. Choć powinienem przede wszystkim napisać, że ma cztery punkty przewagi nad ostatnią Rumunią. Sprawdza się bowiem mój scenariusz nakreślony przed rozpoczęciem rozgrywek:
„Przede wszystkim chciałbym, żeby drużyna bez żadnych turbulencji spokojnie utrzymała się w Dywizji B”.
I wiele wskazuje na to, że może się utrzymać. Choć wiem, że większość moich rodaków oczekuje od niej od wielu lat znacznie więcej, choć do końca nie wiem na jakiej podstawie.
Nie wiem też, czy znów zaczęło się zwalnianie w mediach Jana Urbana, na moment wstrzymane po zwycięstwie nad Rumunią. Niestety tych, którzy się ochoczo do tego zabrali i wskazali następcę, spotkała przykra niespodzianka. Otóż zanim w poniedziałek rozpoczął się mecz w Zenicy zakończył się inny, w którym młodzieżowa reprezentacja Polski przegrała w Pescarze z Włochami 2:6. To był ostatni mecz w eliminacjach do mistrzostw Europy w tej kategorii wiekowej. Poprzednie dziewięć Polska wygrała i podobno tylko kataklizm mógł jej odebrać bezpośredni awans z pierwszego miejsca. W mediach pełno było zachwytów na temat jej gry, którą chciało się oglądać. A prowadzącego drużynę trenera Jerzego Brzęczka już namaszczono na następcę Urbana.
Niestety Włosi brutalnie pokazali nadziejom polskiej piłki gdzie jest ich miejsce. Niestety różnicę poziomu ich umiejętności w porównaniu z rywalami odzwierciedlał wysoki wynik. Bo niestety taki jest poziom polskiej piłki nie tylko w kategorii seniorów, ale i młodzieżowej.
▬ ▬ ● ▬








