2026-03-13
Trzeba się… cieszyć
Dwie polskie drużyny przegrały w czwartek mecze w Lidze Konferencji. Gdyby z każdego wyjąć po jednej sytuacji, oba byłyby dość proste do oceny.
Z czterech rodzimych drużyn w europejskich pucharach pozostają jeszcze dwie, Lech Poznań i Raków Częstochowa. Niestety obie poniosły porażki w pierwszych meczach 1/8 finału. Lech przegrał u siebie z Szachtarem Donieck 1:3, Raków we Florencji z Fiorentiną 1:2.
Spotkanie w Poznaniu byłoby dość proste do oceny, gdyby nie jedna akcja. Szachtar, a właściwie cała armia Brazylijczyków w jego barwach, zdominował mistrza Polski nie pozostawiając złudzeń, kto posiada większy potencjał w tej rywalizacji. Prowadził 2:0, a gospodarze nie bardzo mieli jakiekolwiek argumenty, by odrobić straty. Wydawało się, że wszystko jest już „pozamiatane”. I wtedy, na dwadzieścia minut przed końcem, trochę niespodziewanie Mikael Ishak strzelił bramkę. Lech zaczął grać lepiej, jednak tylko przez kilka minut, po których Szachtar go dobił, gdy wyjątkowej urody strzałem przewrotką popisał się Isaque Silva.
Bramkarz ukraińskiego zespołu Dmytro Riznyk bez znieczulenia potraktował rywali po meczu (za: przegladsportowy.onet.pl):
„To dobra, wykwalifikowana drużyna z dobrymi zawodnikami, więc mówili, że na papierze jest faworytem. Papier jednak nie gra w piłkę”.
Zupełnie inaczej wyglądał występ Rakowa we Florencji. Dzielnie się bronił w spotkaniu z potencjalnie silniejszym rywalem, by na pół godziny przed końcem zdobyć prowadzenie! Kontratak precyzyjnym strzałem skutecznie wykończył Jonatan Braut Brunes. Jednak gospodarze już po niecałych dwóch minutach wyrównali.
Za utratę bramki obwiniany jest w mediach Oskar Repka. Na szczęście nie przez wszystkich, bo to mocno naciągana teoria i raczej temat zastępczy służący skanalizowaniu związanej z nim frustracji. Otóż pomocnik Rakowa tuż po strzelonej bramce zbieg poza boczną linię, by plastrem okleić but, który mu pękł. Gdy wrócił na boisko zdążył dobiec przed swoje pole karne akurat w momencie oddawania strzału zakończonego niestety zdobyciem wyrównującego gola. Słuszna wydaje się uwaga, że (za: przegladsportowy.onet.pl) „ci, którzy krytykują go za zmianę obuwia w takim momencie, pierwsi ruszyliby na niego z pochodniami, gdyby przez problemy z butami popełnił błąd”.
Tak jak w meczu Lecha wydawało się, że we Florencji wszystko jest już „pozamiatane”, a remis będzie dobrym rezultatem dla Rakowa. Aż do ostatniej minuty, gdy Michael Ameyaw na bocznej linii pola karnego starał się zablokować dośrodkowanie jednego z rywali. Tak nieszczęśliwie, że piłka trafiła go w uniesioną ponad głowę rękę. Sytuacja była niestety „zero-jedynkowa” – zgodnie z przepisami linia należy do pola karnego, a swoją interwencją wyraźnie zablokował dośrodkowanie. Podyktowany rzut karny został zamieniony przez Alberta Guðmundssona na zwycięską bramkę dla Fiorentiny.
Po tych porażkach trafiłem na tytuł o „ogromnych konsekwencjach” dla Polski w krajowym rankingu UEFA. I drugi, że „oddala się od TOP 10”. Odpowiadam autorom – cieszcie się, że zajmuje dwunaste miejsce! Wiara, że Polska wskoczy na dziesiąte i będzie miała przedstawiciela w Lidze Mistrzów bez eliminacji, była wiarą w cuda.
Rozbawiła mnie uwaga, że „zazwyczaj to polskie drużyny nie są w stanie wyeliminować wyżej notowanego rywala. Najwyższa pora to zmienić”. No to warto przytoczyć jeszcze raz wypowiedź ukraińskiego bramkarza, że „papier jednak nie gra w piłkę”. Przypomnę, że ostrzegałem przed zachłystywaniem się miejscem we wspomnianym rankingu jako substytutem prawdziwych sukcesów.
I przewidywałem, że z silniejszymi rywalami może być znacznie trudniej zdobywać punkty niż z tymi z prowincjonalnych piłkarsko krajów w trzeciej lidze europejskiej, jaką są niewątpliwie rozgrywki Ligi Konferencji. Właśnie nadszedł ten moment, nawet nie trzeba było czekać na mecze w Lidze Mistrzów czy Lidze Europy. Choć oczywiście życzę Lachowi i Rakowowi zwycięstw w rewanżu za tydzień i awansu do ćwierćfinału.
▬ ▬ ● ▬







