2026-03-22
Za kogo i po co?
W subiektywnym podsumowaniu tygodnia o wydarzeniu, które najbardziej koncentrowało uwagę rodzimych mediów. Nie pierwszy raz zresztą.
W ostatnich latach nieprawdopodobną karierę w internecie zrobił jeden czasownik - wrzeć. Dla mnie idiotycznie nadużywany, ale nadużywany właśnie dlatego, żeby kolejny raz spróbować oszukać naiwniaków i skłonić ich, by kliknęli w dany link. Dlatego nawet kilka razy dziennie czytam, że gdzieś albo po czymś „zawrzało”. I właśnie podobno zawrzało po ogłoszeniu przez selekcjonera Jana Urbana listy powołanych zawodników na marcowe mecze barażowe do finałów mistrzostw świata.
Okazało się, na pewno nie po raz ostatni, że tak zwanych ekspertów, często samozwańczych, wśród rodaków nie brakuje, a wszyscy oczywiście znają się lepiej na piłce niż selekcjoner. Wytykanie mu „błędów” przy powoływaniu kadry to chyba wręcz narodowy sport, którego kolejne odsłony obserwujemy przy kolejnych selekcjonerach i kolejnych ogłaszaniach kadry na kolejne jej mecze.
I właśnie miało zawrzeć po tym jak Urban nie powołał kilku grajków. Szczególnie jednego, którego nieobecność wręcz rozjuszyła niezadowolonych znawców. Tym piłkarzem jest pomocnik GKS Katowice Bartosz Nowak. Gdyby wierzyć oburzeniu jakie przebija z wpisów internetowych chętnie cytowanych przez media, jego obecność w reprezentacji byłaby takim jej wzmocnieniem, że baraże wygrałaby w cuglach. Jeśli przez nie jednak nie przejdzie, czego wykluczyć się nie da patrząc realistycznie, dopiero się zacznie. Nie trzeba mieć bujnej wyobraźni, by zgadnąć jaki „błąd kadrowy” o tym zdecydował.
Zawsze, gdy ktoś domaga się jakiegoś grajka w reprezentacji, a przecież regularnie ktoś jakiegoś się domaga, mam ochotę zapytać – za kogo i po co? Bo domaganie się dla czystego domagania, to zwykłe bicie piany. No więc pytam, czy wspomniany Nowak naprawdę byłby w stanie, jako debiutant (!), zbawić reprezentację w czwartkowym meczu z Albanią? Jaką mógłby w nim odegrać rolę i zamiast kogo wybiec na murawę?
Na pewno jest wyróżniającym się zawodnikiem w polskiej lidze, ale to niestety tylko polska liga, z której drużyny kolejny sezon nie potrafiły się przebić choćby do Ligi Europy, a Lidze Mistrzów nie wspominając, bo stanowi nierealne marzenie od lat. Już po powołaniach Urban stwierdził, że to nie jest czas na eksperymenty i nowe próby. A skoro tak mówi człowiek, który w ubiegłym roku uchodził za wymarzonego kandydata na selekcjonera, więc chyba rodacy powinni mu choć trochę zaufać. Dlatego ja na przykład rozumiem, że on bardziej ufa na przykład Kamilowi Grosickiemu, który w tym roku w lidze nikogo nie rzuca na kolana, ale ma ogromne doświadczenie, które w kluczowych meczach barażowych (oby dwóch!) może się okazać bezcenne.
Reprezentacja to nie jest koncert życzeń, na podstawie którego powinno się rozdawać powołania, ale drużyna podlegająca takim samym zasadom jej tworzenia jak każda inna. Trzeba dobierać do niej zawodników pod kątem przydatności na konkretną pozycję, konkretnych zadań czy do konkretnego stylu gry, niekoniecznie tych będących ulubieńcami kibiców czy redaktorów.
Dlatego uważam, że powołanie do kadry innego debiutanta, Oskara Pietuszewskiego z FC Porto, jest jak najbardziej uzasadnione czy wręcz pożądane. Bo jak stwierdził cytowany niedawno przeze mnie Jerzy Brzęczek, trener młodzieżowej reprezentacji Polski (za: sport.tvp.pl):
„Jego nieobliczalność, mimo niespełna 18 lat, może być atutem. To ciekawa opcja dla selekcjonera”.
Nic dodać, nic ując. A resztę i tak zweryfikuje boisko.
▬ ▬ ● ▬








