Zadanie zostało wykonane

Fot. Trafnie.eu

Reprezentacji Polski tylko cud może odebrać awans do baraży eliminacji do mistrzostw świata. I tylko cud sprawić, że ten awans uzyska bezpośrednio. 

Do takich wniosków skłania wynik niedzielnego meczu w Kownie i związany z nim układ tabeli. Polska grała z Litwą i jej kibice oczekiwali wyłącznie jednego – zwycięstwa. Szczególnie ci, którzy pojawili się na stadionie, a awizowano przybycie około pięciu tysięcy! Przez cały dzień na Starym Mieście i deptaku Laisvės w centrum Kowna łatwiej było usłyszeć język polski niż litewski, gdy wlała się tam biało-czerwona armia. Zajęła wszystkie sektory na łuku za jedną z bramek i totalnie zdominowała dopingiem przez cały mecz lokalnych kibiców. 

Trener Jan Urban dzień wcześniej zauważył, że takie wsparcie może pomóc, ale też stworzyć dodatkową presją na jego zawodnikach. I być może stworzyło, bo nie prezentowali się tak, jak można oczekiwać od faworytów. Jakub Kamiński przyznał później, że pierwsza połowa była słaba, bo „oni grali bardzo agresywnie”. Robert Lewandowski dodał, że za dużo było strat piłki. 

W takich warunkach sztuką jest zdobyć bramkę, gdy praktycznie nic tego nie zapowiada. A jeszcze większą mieć trochę szczęścia. Bo jak inaczej wyjaśnić zdobycie gola bezpośrednio z rzutu rożnego? Tej rzadkiej sztuki, szczególnie w meczach eliminacyjnych, dokonał po kwadransie Sebastian Szymański. Uderzona przez niego piłka wleciała w pole bramkowe, na którym aż się zakotłowało gdy kilku zawodników obu drużyn próbowała ją uderzyć głową. Nikomu się to nie udało, dzięki czemu Szymański zapisał pięknego gola na koncie.

Kibice od razu zareagowali przyśpiewką - „jeszcze jeden”. Bo choć Czesław Michniewicz mawia, że 2:0 to niebezpieczny wynik, 1:0 wydaje się zdecydowanie bardziej niebezpiecznym. Choć Litwini nie stwarzali sobie dogodnych sytuacji do wyrównania, lepiej jednak nie kusić losu i prowadzić dwoma bramkami. 

Plan udało się wykonać w drugiej połowie, gdy w głównej roli znów wystąpił Szymański, przedzierając się lewą stroną pola karnego i wręcz perfekcyjnie dośrodkowując piłkę. Lewandowski za dobrze gra głową, by takie okazji nie wykorzystać. Wykorzystał, pieczętując zwycięstwo reprezentacji Polski. A po meczu przyznał, że „zadanie zostało wykonane”.

Ten wynik, przy jednoczesnym zwycięstwie 4:0 Holandii z Finlandią, oznacza, że Polska ma nad tą ostatnią trzy punkty przewagi, jeden mecz rozegrany mniej i, co istotne, znacznie lepszy bilans bramkowy (różnica aż jedenastu bramek), który przy równej liczbie punktów będzie decydował o miejscu w tabeli. Dlatego tylko cud przed listopadowymi spotkaniami (Polska gra z Holandią i Maltą, Finlandia z Maltą), może jej odebrać drugie, gwarantujące udział w barażach. I tylko cud może sprawić, że zajmie pierwsze miejsce, gwarantujące bezpośredni awans, czyli wyprzedzi Holandię (ma trzy punkty więcej i bilans bramkowy +19!).    

Czyli układ w grupie jest dokładnie taki, jak przewidywano przed rozpoczęciem eliminacji. Wyniki pracy Urbana jak na razie też zgodnie z oczekiwaniami. Oby jak najdłużej.

▬ ▬ ● ▬