Złotouści 2020, cz. 1

Fot. Trafnie.eu

W zakończonym niedawno roku działo się wiele na piłkarskich boiskach. Jednak warto z niego zapamiętać nie tylko wspaniałe akcje, ale też niektóre wypowiedzi.

Serie A jest bardzo trudna, już młodzi zawodnicy nabyli tam wiele dobrych nawyków. Wszystkie zespoły grają w podobny sposób. Polacy mając dwadzieścia lat, uczą się tego, co Włosi umieją w wieku dwunastu.

Czesław Michniewicz, trener repreznetacji Polski do lat 21

***

Jasne, że zmiana systemu nie podniesie poziomu, ale przywrócenie normalnej ligi jest podstawą do tego, aby zacząć działać. Nie oszukujmy się, system ESA 37 poniósł fiasko, zaszkodził. Trzeba przywrócić normalność i zmienić myślenie o zarządzaniu piłką w klubach.

Nie może być tak, że kluby miedzy jednym a drugim meczem decydującym o awansie do Ligi Europy czy Ligi Mistrzów sprzedają swoich najlepszych zawodników. Ta wyprzedaż za wszelką cenę, jak najszybciej, jak tylko piłkarz dwa razy prosto kopnie piłkę, to już jest jakieś szaleństwo.

W niektórych ruchach transferowych piłkarzy z ESA, widzę zero ambicji i planu, liczy się tylko kasa, bez żadnej wizji.

U nas człowiek, który mówi prawdę, traci. Wygodniej powiedzieć to, co inni chcą usłyszeć. Każdy płacze nad poziomem ligi, a on jest adekwatny do umiejętności zawodników, którzy w niej grają.

Kiedyś graliśmy, by osiągać sukcesy, także w Europie. Dziś wszyscy mówią, że piłkarz gra głównie po to, by się pokazać, wypromować i wyjechać.

W lidze wszyscy myślą o pieniądzach tu i teraz, a nie o tym, co w szerszej perspektywie. Narzekanie na poziom mnie śmieszy. Skoro co sezon z większości klubów odchodzi po dwóch najlepszych graczy, to jak liga może być lepsza? Tylko się oszukujemy, a w czerwcu i lipcu mamy „polexit” – nasze kluby wychodzą z Europy.

Zbigniew Boniek ma 64 lata i nigdy nie sterował nikim ani niczym z tylnego siedzenia. Za nikogo się nie chowałem i nie zamierzam. Mogę być komentatorem, ekspertem, prezesem klubu, jego właścicielem, konsultantem czy pośrednikiem...

Polityka piłkarska mnie nie interesuje. W ogóle! Choć ze dwie, trzy federacje innych polskich związków sportowych pytały mnie o plany na jesień.

Zbigniew Boniek, prezes PZPN

***

Mam przekonanie, że w moim przypadku wiek jest zawyżony.

Człowiek może przeczytać wiele książek, obejrzeć mnóstwo filmów, a w praktyce wszystko okazuje się zupełnie inne.

Dla naszej drużyny przygotowanie fizyczne plus taktyka i automatyzmy to klucz do sukcesu.

Pytanie, czy trener broni się warsztatem taktycznym, bo jeśli nie, trudno o dobry kontakt z piłkarzami. Gdy zawodnicy widzą, że taktyka stoi na wysokim poziomie, personalne wybory schodzą na dalszy plan. Miałem wielu trenerów. Zdarzali się tacy, którzy byli taktycznymi mistrzami, a jako osoby były trochę trudniejsze do współpracy i rozmowy.

Nie jestem typem człowieka, który wstaje 1 stycznia i mówi: nie piję, nie palę, idę na siłownię. Jeśli coś nie funkcjonuje tak, jak powinno, na bieżąco staram się to zmieniać. Nowy rok to nowe cele i nowa praca do wykonania. Mam nadzieję, że często będzie okazja do szerokiego uśmiechu.

Robert Lewandowski, reprezentant Polski

***
Gdy graliśmy i przychodziła grupa starszych chłopaków i chciała nas z niego wyrzucić, trzeba było się postawić. Wiedziałeś, że jesteś słabszy, ale nie było innej możliwości. To jest zasada numer jeden: jak nie wymiękniesz, tylko się postawisz, później masz łatwiej.

Jest takie powiedzenie: "Wilki nie przejmują się tym, co myślą o nich barany".

Pyskowałem, stawiałem się trenerom. Nie było ze mną łatwo. Jeśli jeszcze kogoś nie przeprosiłem za zachowanie z tamtych czasów, chciałbym to zrobić teraz.

Paweł Wszołek, piłkarz Legii Warszawa,

***

Po kolejnej przegranej trudniej było mi mówić o pozytywach. Nie wszystko robiliśmy źle, ale wyjść po szóstym przegranym meczu i powiedzieć, że coś zrobiliśmy super? To był dla mnie kłopot. A jakoś musiałem przekonać chłopaków, by dalej ciężko pracowali, bo to w końcu przyniesie skutki.

Każdy chciałby wiedzieć, co mamy zrobić. Usłyszeć prostą odpowiedź. A takiej w sporcie nie ma. Gdybyśmy produkowali śrubki, pewnie szybko byśmy wyjaśnili, co nam nie wychodzi. W piłce to tak nie działa. To praca na żywym organizmie. Każdy z zawodników inaczej reaguje na kryzys, różnie radzi sobie z presją itd.

Otrzymałem tak duże wsparcie, że nie chciałbym rozczarować prezesa. Jeśli dojdziemy do krytycznego momentu, po prostu mu to powiem. Podamy sobie ręce i się rozejdziemy. Jestem wdzięczny, bo dla mnie to niecodzienna sytuacja. Powiedziałem nawet zawodnikom, że czuję się, jakbym pracował w zagranicznym klubie. Bo popatrzmy: prezes nie chce mnie wyrzucić po kilku porażkach, kibice dalej dopingują i wspierają… Dziwne. Ale fajne, tak powinno być.

Kazimierz Moskal, trener ŁKS Łódź

***

Łatwiej przeszkadzać niż kreować, można zagrać ustawieniem, trochę cwaniactwem. Łatwiej coś zburzyć niż zbudować – nadciąga huragan i w minutę nie ma budynku. A spróbuj to odbudować w tym samym czasie.

Czy większa odpowiedzialność powinna spoczywać na obcokrajowcach, a może na młodych? Nie zawsze, gdy jest problem, trzeba wystawiać doświadczonego zawodnika.

Piłkarzom często się zdarza, że oni myślą, że dobrze pracują. Nie chcą otworzyć się na nowe, żeby część nieskutecznych metod porzucić. Najczęściej ludzie chcą wykonywać te czynności, w których są dobrzy.

Krzysztof Przytuła, dyrektor sportowy ŁKS Łódź

***

Bardzo się cieszę, że dołączam do największego klubu w Polsce. To duży krok w mojej karierze i wielka szansa. Jestem kreatywnym zawodnikiem i mam przekonanie, że dzięki osobom, z którymi będę tu pracował, rozwinę się zarówno jako piłkarz, jak i człowiek.

Piotr Pyrdoł, nowy zawodnik Legii Warszawa, po transferze z ŁKS Łódź; po rozegraniu dwóch meczów w rundzie wiosennej odszedł do Wisły Płock

***
Jeżeli ktoś mówi, że my nie mamy stylu, bo ciągle dośrodkowujemy, to jednak jest jakiś styl. Tylko nie wszystkim musi się podobać.

Liverpool też gra dalekimi podaniami, dośrodkowuje i uderzają. Piłka ma wpaść do bramki i trzeba zrobić wszystko, by tak było. Gdy inni bronią, nie tracą bramek, słyszę o ich fantastycznie pracującej obronie. W podobnej sytuacji Cracovię krytykuje się za defensywny styl. W tabeli mamy dodatni stosunek bramek – mało straconych i dużo strzelonych. Nie narzekam na to i nie mam zamiaru zmieniać.

Wcześniej mówiło się, że kibice będą chodzić, jak pobudujemy stadiony. Później, że przyjdą, jak nie będzie zadym. Teraz nie ma zadym, są piękne stadiony, a ludzie nie chodzą. Bo jak otworzy się gazety, to na pierwszej stronie jest Bundesliga czy Serie A. A co mnie interesuje, co dzieje się w Niemczech czy we Włoszech?

W każdym oknie transferowym tracimy najlepszych zawodników, nie ma możliwości, żeby od razu zapełnić luki. Najłatwiej więc śmiać się z polskich trenerów, robić z nas debili, bo nie potrafimy awansować do grupy europejskich pucharów, a zdaje się, że kilka klubów próbowało zrobić to z obcokrajowcami w roli szkoleniowców i jakoś też nie przebrnęli przez kwalifikacje. Trener bez piłkarza nic nie zrobi. To podstawa. A dobrych piłkarzy mamy coraz mniej.

Jesteśmy krajem, który może jedynie dostarczać zawodników klubom zachodnim. Musimy szkolić, bo jeżeli piłkarz podejmie decyzję o wyjeździe z Polski, szanse na jego zatrzymanie są niewielkie.

Jesteśmy skazani na przeciętność. Nam się wydaje, że Polska jest pępkiem świata, że do nas wszyscy chętnie przyjdą, tylko kluby nie potrafią wybrać właściwych kandydatów, że tylko tu trafiają średni piłkarze z zagranicy, a trenerzy są nieudacznikami. No, to tak nie działa.

Dopóki w ligach zagranicznych obowiązywały limity dla obcokrajowców, polskie kluby potrafiły rywalizować w Europie. A teraz ci najsilniejsi wykupią pół kontynentu i walcz sobie z nimi! Jakie masz szanse?

Na razie to my ciągle mówimy, że wszystko będziemy mieli, tymczasem bazy treningowej z prawdziwego zdarzenia nie ma w Polsce nikt.

Niespecjalnie przejmują mnie głosy ludzi, którzy o futbolu nie mają pojęcia - porównując, nie mają Internetu, a chcą wysłać maila.

Michał Probierz, trener i wiceprezes Cracovii

***

Chciałem kolejne lata spędzić w Zabrzu, ale doskonale rozumiem, że piłka nożna to biznes. Klub musi dbać o kwestie finansowe i z rozwagą podchodzić do tego, w jaki sposób inwestuje pieniądze.

Igor Angulo, napastnik Górnika Zabrze

***

W Polsce kibice kochają kluby, są czujni, wiedzą, co się w nich dzieje, przychodzą na stadiony. Wiedziałem, że trafiam do ligi, w której nie mogą mnie oszukać, że są kluby uczciwe, porządne. Wykonałem bezpieczny krok.

Tomas Podstawski, piłkarz Pogoni Szczecin

***

W Polsce podoba mi się, jak kibice żyją klubem, naprawdę go kochają. Czasem atmosfera na meczach jest napięta, przyjeżdżają kibice gości, ale to też fajne. W Austrii jest spokojniej, pojawia się więcej starszych osób. Fanatycznych kibiców ma Rapid i tyle. W Polsce czujesz się bardziej piłkarzem niż w Austrii. Tam, jeśli grasz w średniaku, to mało kto tobą się interesuje.

David Stec, piłkarz Pogoni Szczecin

***

W wolnym czasie raczej nie interesuję się tym, co dzieje się w świecie futbolu.

Bardzo dużo czytam, ale gdy sięgam po książkę, zakładam słuchawki i uruchamiam listę, na której mam ponad 100 utworów. Muzyka pozwala mi skupić się na czytaniu.

Uważam, że dobra książka to taka, która niesie za sobą wartościowe przesłanie.

Jose Kante, napastnik Legii Warszawa

***

Gdańsk stał się moim drugim domem, a gra w Biało-Zielonej koszulce była dla mnie dumą. Oczywiście, bywały momenty lepsze i gorsze, ale będę zawsze pamiętał o tych pierwszych. Szczególnie że w moim ostatnim pełnym sezonie osiągnęliśmy z Lechią coś niesamowitego, historyczny wynik. Trzy medale, feta na Narodowym, wspólne cieszenie się z sukcesu na Długim Targu, wsparcie kibiców, te wszystkie cieszynki w szatni, każda asysta i bramka… tego nigdy nie zapomnę i cieszę się, że mogłem do tego dołożyć swoją cegiełkę.

Zawsze marzyłem, żeby grać w Serie A, dlatego czas na kolejny krok. Wiem, że to rozumiecie. Dziękuje za każde słowa wsparcia, ale też konstruktywną krytykę. Na boisku dawałem z siebie wszystko i zawsze będę pamiętał o Lechii, a Wy Kibice nie zapomnijcie o mnie. Duża część mnie będzie Biało-Zielona. Dziękuję za wszystko.

Lukáš Haraslín, słowacki piłkarz po wypożyczeniu z Lechii Gdańsk do włoskiego US Sassuolo

***
Sławek [Peszko] ma temperament, ale umiem go utrzymać. To dobry chłopak, wolę takich niż jakichś świętoszków.

Na boisku to góral – zadziorny, waleczny, dostawał wiele żółtych kartek. Aż którejś nocy pojechał gdzieś taksówką i od razu zobaczył czerwoną.

Powtarzam, że jak zdrowie dopiszę, to zagram w Górniku [Zabrze].

Lukas Podolski, były reprezentant Niemiec

***

Ostatnio kolejny z sąsiadów mówił mi, że na żywo wyglądam całkiem inaczej niż w telewizji. Twierdził, że podczas transmisji w bluzie bramkarskiej jestem bardzo masywny, a na żywo o wiele szczuplejszy. Ja też zauważyłem, że telewizja pogrubia.

Martin Chudy, słowacki bramkarz Górnika Zabrze

***
[Artur Boruc] Był raczej zamkniętym facetem. Ale z drugiej strony, na treningach zdarzały mu się wybuchy. Bywał szalony, jak większość bramkarzy.

Cillian Sheridan, irlandzki napastnik Wisły Płock, a wcześniej między innymi Celtiku Glasgow

***

Zabieramy ich z domów, gdy mają po kilkanaście lat, mieszkają w internacie, potem wynajmują mieszkania. Po drodze spotyka ich wiele pokus, niejednego Warszawka za mocno wciągnęła.

Kiedy Lucjan Brychczy i jego małżonka mieli 50. rocznicę ślubu, „Kici” podczas składania życzeń powiedział do pani Małgosi: „Ale nam to fajnie przeleciało”. Na co ona odpowiada: „Przecież połowę tego czasu ciebie w domu nie było”. Pewnie moja żona mogłaby powiedzieć coś podobnego.

Krzysztof Dowhań, trener bramkarzy Legii Warszawa :

***

Wszyscy patrzą na ranking. Widzimy, że jesteśmy w nim bardzo nisko, a nasze miejsce jest oczywiście dużo wyżej. Jestem optymistą. W polskiej piłce zaczyna się dziać coraz lepiej, kluby się coraz bardziej profesjonalizują. Spodziewam się, że będziemy funkcjonować coraz lepiej – że będziemy mieli kilka drużyn, które będą nas regularnie reprezentowały w pucharach.

Kiedy transparenty wymierzone są w klub, wszyscy piszą, że taki jest głos trybun. Kiedy dotyczą spraw zewnętrznych, ja jestem wzywany do tłumaczenia się. Mam odpowiadać za działania każdego kibica Legii? Gdyby wszystkie partie polityczne miały tłumaczyć się z działań swoich zwolenników, a gazety za każdego czytelnika, to popadlibyśmy w absurd. Nie znaczy to, że jesteśmy bezczynni i obojętni. Naszym zadaniem jako klubu jest dawać dobry przykład, edukować, wskazywać pozytywne wartości i robimy to każdego dnia na wiele sposobów.

Dobre wyniki to duża zasługa trenera Vukovicia, ale też całego klubu, tego, co się stało w ostatnich miesiącach. Pierwszy raz od długiego czasu mamy pełną spójność w tym, co robi dział sportowy, i filozofią klubu, w którą stronę zmierzamy. Od pierwszej drużyny po akademię wszyscy patrzymy w tą samą stronę. Wyniki i atmosfera w szatni to również tego efekt. Dlatego nie jestem zaskoczony poprawą, ale z doświadczenia wiem, że jak jest dobrze, to za chwilę coś pójdzie nie tak. Nie podoba mi się, że już jesteśmy koronowani na mistrza Polski. Jeszcze bardzo dużo gry przed nami. Musimy być skoncentrowani, nie popełniać błędów, robić to, co robimy, a będzie dobrze.

Dariusz Mioduski, prezes i właściciel Legii Warszawa

***

My lubimy szybko zwalniać trenerów. Zdąży ktoś przyjść do Polski, to kibice piszą: „szrot, nie nadaje się, po co przyszedł”. Złośliwość. Jak nasi piłkarze idą grać za granicę, to kibice mówią: „super, będziesz gwiazdą, kochamy cię”. A u nas nie zdąży jeszcze dojechać, a już nie nie nadaje. Zapraszam tych, którzy negatywnie wszystko widzą, niech wyłożą własne pieniążki, zarządzają jakimś klubem. A ja z boku usiądę i też będę krytykował.

Cezary Kulesza, prezes Jagiellonii Białystok

***
Cały czas mówi się tylko o tych złych rzeczach, które zrobiłem. Nikt nie skupia się na dobrych. Nie wiem dlaczego tak jest. Może dlatego, że na początku za mocno dokręciłem śrubę? Może nawet zacząłem za ostro? Ale też musiałem się wielu rzeczy nauczyć.

Może w trakcie treningów rzeczywiście było więcej uwag, niż pochwał, ale w ten sposób chciałem wyeliminować błędy. Sprawić by każdy z osobna i całość jako zespół funkcjonowała jeszcze lepiej. Krytykuję zawodników po to, by coś z nich wycisnąć. By zmobilizować do pracy. Prawda jest taka, że jeśli komuś zwracam uwagę, to znaczy, że mi na nim zależy. Jak przestanę to robić, nie widzę potencjału.

Zmuszałem piłkarzy do maksymalnego wysiłku, fakt. Ale wydaje mi się, że wielu na tym skorzystało.

Gino Lettieri, były trener Korony Kielce

***

Kibice Polonii zrzucali się na moją miesięczną pensję chcąc, żebym grał dla klubu, wierząc we mnie. To było coś niezwykłego. Będę im za to zawsze wdzięczny i mam nadzieję, że przyjdzie czas, żeby odwdzięczyć się sportowym sukcesem z ukochanym klubem.

Bywały bardzo trudne momenty. Klub nie wypłacał mi kwoty na którą umówiliśmy się w kontrakcie. Wtedy właśnie kibice, wiedząc jaka jest sytuacja, pojawiali się ze wsparciem. Mówiąc wprost, gdyby nie oni, nie miałbym pewnie za co jeść. Dlatego jak słyszę, że oni są teraz źli, bo czegoś tam nie zrobili, albo coś powiedzieli, bądź napisali, to chce mi się śmiać.

Perspektywa pozostania w Polonii, która mogła się w każdej chwili się wycofać, została bez trenera, piłkarze zaczęli odchodzić – to było dla mnie za dużo. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że przy młodym, zdziesiątkowanym składzie, jeździlibyśmy tydzień w tydzień na mecze nie po to, żeby wygrywać. Kolejne kolejki byłyby walką o zachowanie twarzy. Zahaczało to o masochizm.

Krystian Pieczara, napastnik Stali Rzeszów, były piłkarz Polonii Warszawa

***

Nie jest sztuką kogoś sprzedać, ale zrobić to za dobre pieniądze do właściwego miejsca, w którym zawodnik będzie grał i się rozwijał, już tak. Wyjazd żeby chłopak siedział na ławce mija się celem.

Kluby powinny zorganizować młodym zawodnikom czas. Słyszę sporo opinii, że młodzieżowcy spędzają trzy, cztery godziny na treningach, a później lansują się w galeriach na mieście. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich. Należy wypełnić dzień takim ancymonom. W ramach swoich wysokich kontraktów niech współpracują z jakąś placówką – domem pomocy społecznej, hospicjum, domem dziecka czy szpitalem. Niech pójdą na dziesięć godzin w tygodniu na wolontariat. Zobaczą wtedy, jak wygląda zupełnie inny i normalny świat. Będą mieli więcej empatii i być może zorientują się, że życie nie zawsze jest kolorowe. Wtedy może bardziej docenią to, co mają. Coś takiego mogłoby wpłynąć na rozwój każdego z nich.

Jacek Magiera, trener repreznetacji Polski do lat 20

***

Nie krytykuję ludzi dla satysfakcji, staram się oceniać obiektywnie wydarzenia boiskowe. A że one często są brutalne, to już nie moja wina. Po prostu mówią to, co myślę. Nie wiem, czy ktoś się obraził, nie wiem, czy ktoś miał za co?

Podczas jednej z konferencji prasowych selekcjoner stwierdził, że Wichniarek często mija się z prawdą. Gdyby podał konkretnie, z jaką prawdą się mijam, to moglibyśmy o tym podyskutować. A tak to nawet nie wiem, do czego mam się odnieść. Złożyłem gratulacje selekcjonerowi i całej reprezentacji z powodu zasłużonego awansu, ale nie za styl w jakim grała ta drużyna.

Nie lubiłem, jak mnie ktoś krytykował, ale nauczyłem się to akceptować i z tym żyć. Z doświadczeniem piłkarskim i życiowym przyszło też inne podejście do krytyki i dziennikarzy. Przestałem mieć z tym problem. Za to bardzo mocno przeszkadzało mi wchodzenie z buciorami w życie prywatne. Nigdy tego nie zaakceptowałem i jako ekspert czy komentator nigdy tego nie zrobię. Mam dystans do opinii, wpisów ludzi na Twitterze. Życie nauczyło mnie takiego podejścia. Są ważniejsze sprawy niż przejmowanie się bezsensowną krytyką ludzi, których w większości nie znam.

Kiedy grałem w piłkę, miałem wielu dobrych znajomych, którzy okazało się, że byli tylko po to, by korzystać z tego, że jestem na pierwszych stronach gazet. Minęło dziesięć lat, dziś mam zupełnie inny krąg przyjaciół. Po wycofaniu się z piłki poznałem nowych ludzi, którzy inaczej żyją, mają inne spojrzenie. Stwierdziłem, że świat pozapiłkarski jest bardziej wiarygodny. Nie trzeba ludziom niczego udowadniać. Większość relacji jest po prostu szczera. Dla mnie najważniejsze, by być sobą. Świat nie może kręcić się wokół popularności i pieniędzy.

Zawsze miałem zdrowe podejście do pieniędzy. One nigdy nie były moją główną motywacją. Tak naprawdę dziwi mnie, jak pieniądze mogą zepsuć człowieka. Jak rządzą emocjami wielu ludzi.

Artur Wichniarek, były reprezentant Polski, ekspert telewizyjny

***

Nie ma reguły, kto ma być skautem. Nie jest tak, że były piłkarz będzie w tym lepszy. Ja w piłkę grałem tylko prywatnie. Ludzie, z którymi pracuję powiedzieli, że nie potrzebują takiego samego podejścia, pragną różnych spojrzeń. Mamy w dziale np. analityków, którzy wykorzystują statystki, Opta, rysy charakterologiczne zawodników. Na początku to podejście było dla mnie dużą nowością.

Analityk jest w stanie sprawdzić mi np. jak dany piłkarz na przestrzeni trzech lat radził sobie z dośrodkowaniami. Czy ich celność poszła w górę, czy w dół? Skauting cały czas się rozwija, a my w Polsce generalnie ciągle stoimy w miejscu.

Możesz rozebrać zawodnika na czynniki pierwsze, a finalnie nie wypali, bo nie dostosuje się do ligi albo jego żonie nie spodoba się w danym mieście. Ktoś powie, że to wymówka, ale to nieprawda. Trening i mecz to tylko część życia piłkarza, potem musi organizować sobie życie. Niepoukładana sytuacja w domu, czyli na przykład sfrustrowana żona może to mocno utrudnić.

Nie ma czegoś takiego jak profil polskiego piłkarza. Narodowość nie ma znaczenia. Dla mnie piłkarz to nie imię i nazwisko, ale numer. Oczywiście, nie można obedrzeć go z cech wynikających z narodowości, ale dla mnie nie ma to większego znaczenia. Najważniejsze są umiejętności. Oczywiste za to jest, że Polaków nie ma na rynku europejskim tak wielu jak Włochów, Francuzów czy Hiszpanów.

Kamil Kogut, skaut Girondins Bordeaux

***

Gdy pokazywałem chłopakom filmiki z meczów, aż łapali się za głowę i pytali po co tu przyszedłem, skoro grałem na takich stadionach, z takimi kibicami. Tu tego brakuje. Wiadomo, że te topowe drużyny z Belgi: Club Brugge, Standard Liege, Anderlecht mają ładne stadiony i swoich kibiców. Mogę jednak powiedzieć, że poznałem już wszystkie drużyny i jeśli chodzi o atmosferę na stadionach, Polacy zdecydowanie przewyższają Belgów.

Rafał Pietrzak, piłkarz Royal Excel Mouscron

***
Wyszedłem ze sporego dołka. Kiedy w nim byłem, bardzo wiele osób zwątpiło, że będę w stanie wrócić na porządny poziom. Pokazałem, że potrafię.

Jarosław Niezgoda, napastnik Portland Timbers

***

Każdy zawodnik, który podpisuje kontrakt z Sankt Pauli wie, jakie poglądy ma klub i kibice. Nie ma u nas rozgraniczenia między polityką a sportem. W Polsce mówi się, że nie wolno mieszać polityki ze sportem. Tu jest odwrotnie. Sankt Pauli ma określone wartości, którymi się kieruje i każdy to szanuje.

Wręcz fantastycznie mi się tu żyje. Miasto [Hamburg] jest super. Tolerancja, swoboda i równość odgrywa tu dużą rolę. Każdy jest otwarty i miły. To bardzo interesujące i ciekawe miasto. W nim każdy może być sobą. Kibice nie są uszczypliwi. Nie uprzykrzają życia piłkarzom. Nie jestem też gwiazdą pokroju Leo Messiego, ale doceniają naszą prywatność. Jeśli ktoś poprosi o autograf, czy zdjęcie, to nie mam z tym problemu. W Niemczech panuje duża kultura kibicowania.

Waldemar Sobota, zawodnik Sankt Pauli

***

Możecie porównywać mnie z [Jamie, napastnik Leicester City] Vardy'm może w dziewiećdziesięciu procentach. Znam tego zawodnika, ale nie jestem wielkim miłośnikiem angielskiego futbolu.

Patryk Klimala, zawodnik Celtic Glasgow, po transferze z Jagiellonii Białystok

***

Przyjechałem jako całkowity „no name” wiedząc, że od pierwszego dnia muszę zapierdzielać. W polskiej lidze wielu zawodników jest wystawianych za nazwisko. Za granicą tego nie ma. Tam następuje szybka weryfikacja. Jesteś dobry – grasz, słaby – odpadasz. Nie wierzę w tłumaczenia, że ktoś sobie nie poradził, bo nie znał języka. Jeśli masz umiejętności na boisku, to się obronisz.

Pokazuję, że nigdy nie jest za późno, że nie można się poddawać. Zawsze miałem pod górę. Cały czas pod nią szedłem, czasem jeszcze pchając innych. W polskich klubach za każdym razem musiałem coś komuś udowadniać. Ale dzięki temu wyjeżdżając do Niemiec miałem twardy tyłek.

W Polsce traktowano mnie jak błazna. Wszędzie go pełno, dużo gada, mało poważny gość. Nie pije, więc kabluje. A w Niemczech patrzą na mnie i mają wielki szacunek, że jestem pierwszym Polakiem, jakiego znają, który nie sięga po alkohol.

Jeden wariat w drużynie to optymalne rozwiązanie. Bo kiedy ośmiu nie wierzy w sukces, a Gikiewicz w kolejnym wywiadzie powtarza, że na pewno się utrzymamy, to jest to dobre dla całej grupy. Wariat, który wierzy w rzeczy niemożliwe, może zapalić resztę.

Po awansie stałem się królem Berlina, będę podwójnym, gdy utrzymamy zespół.

Menedżera powinien mieć piłkarz, który nie gra, który potrzebuje znajomości, by wydostać się z bagna. Zawodnikowi, który jest na topie, wystarczy prawnik, który sprawdzi umowę. Prowizję, którą miałby wziąć menedżer, wolę oddać rodzinie.

Ja nawet uważam, że 30–40 procent wypłaty klub powinien przelewać na konto naszych kobiet. To ogromnie ważne, kogo masz obok siebie.

W Niemczech bardzo dbają o każdy aspekt. Kiedy dogadaliśmy warunki finansowe, mówili, abym poszedł zobaczyć miasto. „My wiemy, że ty umiesz złapać piłkę. Ale pokażesz to tylko wtedy, kiedy będziesz się tu dobrze czuł” – stwierdzali. Dopiero po tym wszystkim podpisywałem kontrakt. W Polsce, za moich czasów piłkarza traktowało się jak przedmiot, na który można było zarobić pieniądze. Miał grać i tyle, nic więcej nikogo nie interesowało. W Niemczech patrzą na piłkarza całościowo, jako na człowieka. To raj dla zawodników, każdy chciałby być na moim miejscu.

Młodzi, którzy nie rozegrali jeszcze meczu w pierwszym zespole, mają już mercedesa AMG i roleksa. Pytam ich, ile mają mieszkań? Okazuje się, że żadnych. Wolę inwestować, bo to będzie pracowało jeszcze na nasze dzieci, niż chodzić z drogim zegarkiem. Gdybym przyjechał na święta do rodziców z roleksem wartym 50 tysięcy złotych, czułbym się głupio, bo wiem, ile oni dostają emerytury. Wolę inwestować. Moim marzeniem zawsze było mieć 20 mieszkań.

Rafał Gikiewicz, bramkarz Unionu Berlin

***
Muszę to powiedzieć. Byłem bardzo krytykowany, że w Genoi nie sprzedałem go za 70 mln, tylko za 35. A teraz został sprzedany za 27. Wygląda na to, że moja ocena była poprawna.

Giorgio Perinetti, dyrektor sportowy Genoa CFC, po transferze Krzysztofa Piątka z Milanu do Herthy Berlin

***

W Milanie zmieniają napastnika co rok i to jest chyba przyzwyczajenie co niektórych w tym klubie.

Krzysztof Piątek, napastnik Herthy Berlin

***
Wygląda na to, mówię to z perspektywy czasu, że Piątek nie jest świetnym graczem. Miał świetny okres, kiedy wszystko, czego dotykał, zamieniało się w złoto.

Jest ograniczony w rozumieniu gry, a kiedy przestaje zdobywać bramki, staje się bezużyteczny.

Daniele Adani, były włoski piłkarz, o Krzysztofie Piątku

***

Tak, oceniam siebie jako lepszego trenera, rozwinąłem się, także jako człowiek.

Zinedine Zidan, trener Realu Madryt

***

Przed meczem nie myślę o rekordach. Po meczu też nie, tylko ktoś mi o nich wspomina. I szczerze mówiąc, nic nie czuję, gdy o nich słyszę. Nie wiem, co jest ze mną nie tak.

Jürgen Klopp, trener Liverpoolu

***

Miałem ogromne szczęście trenować Barcę. Byłem tam też graczem. Wiem, co znaczy praca w klubie takiego kalibru ze wszystkich stron. Jestem zachwycony, że tam byłem.

Ernesto Valverde, były trener Barcelony, po zwolnieniu z tego klubu

***

Dziękuję za wszystko trenerze. Na pewno nadal będziesz świetny, gdziekolwiek dalej będziesz pracował, ponieważ jesteś wielkim profesjonalistą i wspaniałym człowiekiem. Życzę Ci powodzenia i mocno ściskam.

Lionel Messi, zawodnik Barcelony, o byłym trenerze tego klubu Ernesto Valverde

***

To nie jest żart ani chęć popsucia zabawy. Tu chodzi o życie lub śmierć.

Ulrich Sierau, burmistrz Dortmundu, po podjęciu decyzji, że mecz Borussii Dortmund z 1. FC Köln odbędzie się, po raz pierwszy w historii Bundesligi, bez udziału publiczności ze względu na pandemię koronawirusa

***
Przerwanie rozgrywek to w tej chwili najlepsza możliwa decyzja.

Michał Nalepa, piłkarz Arki Gdynia, po zawieszeniu rozgrywek ligowych ze względu na pandemię koronawirusa

***

To była jedyna słuszna decyzja, bo piłka nożna bez kibiców jest niczym i granie przy pustych trybunach nie miałoby moim zdaniem większego sensu. Kogo zresztą teraz tak naprawdę obchodzą mecze, nawet takie jak Lecha z Legią, kiedy istnieje tak duże zagrożenie dla zdrowia i na świecie ginie tyle ludzi?

Tymoteusz Puchacz, piłkarz Lecha Poznań

***

Myślę, że po tym wydarzeniu świat będzie trochę inny. Że doświadczenia z walki z koronawirusem przewartościują naszą rzeczywistość. Inaczej spojrzymy nawet na polską piłkę. Wierzę, że wrócimy na boiska ekstraklasy i sądzę, że wtedy może przestaniemy się tak nad sobą znęcać, poczujemy radość. Docenimy, że możemy robić to, co kochamy, a kibice, że mogą przyjść na stadion, przeżywać te emocje. Trudno o wnioski już dziś, teraz. Ale myślę, że refleksji będzie wiele. Może zaczniemy doceniać bardziej to, co mamy.

Piotr Stokowiec, trener Lechii Gdańsk

***

Cytaty (z okresu: styczeń-marzec 2020 roku) pochodzą z: przegladsportowy.pl, polsatsport.pl, Twitter, wp.pl, Instagram, "Daily Record", "Piłka Nożna”, se.pl, Facebook, interia.pl, legia.net, sport.tvp.pl. Piastowane funkcje oraz przynależność klubowa wymienionych osób w momencie udzielania wypowiedzi.

▬ ▬ ● ▬