Złotouści 2020, cz. 3

Fot. Trafnie.eu

W zakończonym niedawno roku działo się wiele na piłkarskich boiskach. Jednak warto z niego zapamiętać nie tylko wspaniałe akcje, ale też niektóre wypowiedzi.

W marcu wiało grozą. Były obawy, czy przetrwamy ten kryzys. Od początku uważałem, że konieczne jest dogranie sezonu w jakiejś formule. Żeby uratować biznes. Stąd determinacja, by załapać się na pierwszą falę odmrażania gospodarki. Za dokończenie sezonu zarobiliśmy ponad 80 milionów złotych. Większość pieniędzy przekazaliśmy klubom. Jako grupa kapitałowa - czyli Ekstraklasa S.A. i spółka „córka” Ekstraklasa Live Park, zanotujemy w tym roku około 300 milionów złotych przychodu.

Marcin Animucki, prezes Ekstraklasa SA

***

W klubie co cztery dni mamy powtarzane badania. Sprawdzani są zawodnicy, sztab szkoleniowy, działacze. Raz w tygodniu mamy też pobieraną krew. W ośrodku treningowym jesteśmy rozmieszczeni w czterech szatniach. W mojej na przykład jest sześciu zawodników. Wszystko po to, żeby nieco ograniczyć odległości między nami. Na zajęciach ćwiczymy normalnie w grupie. Nie ma żadnych obostrzeń dotyczących treningów. Jeżeli chodzi o mecze, to w zależności od stadionu w szatniach siedzimy czasami na co drugim miejscu. Nie na wszystkich obiektach w lidze jest to jednak możliwe.

Wierzyliśmy w utrzymanie. Niestety, czegoś zabrakło. Być może to wynika z jakichś spraw mentalnych. W ostatnich meczach popełnialiśmy bardzo dużo indywidualnych błędów. W łatwy sposób traciliśmy bramki. Osobiście nie do końca rozumiem czemu tak się dzieje. Przegrywamy w zasadzie wszystkie mecze, a z drugiej strony gra nie wygląda aż tak źle.

Arkadiusz Reca, zawodnik SPAL Ferrara

***

To siódmy miesiąc bez żony. Jej nieobecność być może mógłbym jeszcze jakoś znieść, ale jest jeszcze syn. Ma siedemnaście miesięcy, a ja nie widziałem go przez połowę tego czasu. W marcu przez pierwsze 10 dni nie mogliśmy wychodzić z domów. Później przez trzy miesiące niepotrzebne były samochody, bo nie można było oddalać się od miejsca zamieszkania. Wprowadzono godzinę policyjną.

Nie wiem, czy w świecie futbolu był kiedyś taki przypadek. Strzelałem gole, zdobywaliśmy trofea, ale w pewnym momencie przestałem dostawać pieniądze. Po odejściu z klubu czekałem na nie jeszcze trochę, ale później złożyłem pozew. FIFA przyznała mi rację i wypłacono mi pieniądze. Nie domagałem się niczego poza tym, co było w kontrakcie. Ta sytuacja pokazuje jednak, jak bardzo mnie cenią skoro znów mnie tu sprowadzili. Chciałem wrócić, bo czuję się tutaj świetnie.

Chętnie wróciłbym do Polski. Czasami ludzie myślą, że skoro grałem w Arabii Saudyjskiej, to trzeba płacić mi kosmiczne pieniądze. Dlatego nie mają odwagi, by zadzwonić. Nie mam też menedżera, który mógłby "upchnąć" mnie w jakimś klubie. Jeśli ktoś boi się zadzwonić, to niech wyśle SMS-a, a ja oddzwonię. Nie interesuje mnie jednak perspektywa walki o przetrwanie. Chciałbym zagrać w zespole, który walczy o awans do Ekstraklasy, albo chce grać w europejskich pucharach.

Wiem, że w Polsce dałbym sobie radę w każdym klubie. Czasami oglądam spotkania Ekstraklasy i zastanawiam się, jakim cudem niektórzy są na boisku.

Gdybym miał teraz 20 lat, to chciałbym zostać drugim Robertem Lewandowskim. Kiedy grałem w Śląsku, młodzi mieli trudniej niż teraz. Nie było przepisu o obowiązkowym młodzieżowcu w składzie. Teraz niektórzy nawet nie muszą zasługiwać na to, by grać a i tak dostają szansę, bo taki jest regulamin.

Podczas ostatniego mundialu ekspertem w TVP był Adrian Mierzejewski i był to powiew świeżości. A niektórych już trudno słuchać. Od lat mówią to samo. Zdarza się, że wyłączam dźwięk i zostawiam sam obraz. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że ze mną byłoby inaczej. Na pewno nie mówiłbym tylko tego, co trenerzy i piłkarze chcieliby usłyszeć. Wystarczy pofarbować mi kilka siwych włosów i jestem gotowy do pracy eksperta telewizyjnego.

Łukasz Gikiewicz, piłkarz jordańskiego Al-Faisaly

***

Media mają dużą siłę. Jeżeli akurat masz trochę szczęścia i nie umiesz języka, nie rozumiesz, co mówią i co piszą, to jest ci łatwiej.

Lubię poznawać nowe miejsca, nowe kultury. Ważne są kontakty, tylko trzeba je pielęgnować. Wystarczy, jak zadzwonisz raz na ruski rok i powiesz: „Cześć, co u ciebie?”. Bardzo podobała mi się podróż po Europie w pandemii. Widziałem osoby, z którymi kilka razy chcieliśmy się spotkać, ale zawsze coś wypadało. Teraz miałem okazję spędzić z nimi kilka chwil.

Daniel Sikorski, zawodnik kilkunastu klubów w Austrii, Niemczech, Polsce, Szwajcarii, Rosji, Rumunii, Cypru i Hiszpanii

***

To miasto jest cudowne, każdego dnia świeci słońce. Poza tym mieszkam przy plaży, a na co dzień otaczają mnie sami pozytywni i przy tym skromni ludzie. Myślę, że trudno byłoby mi zmienić otoczenie w tej chwili. Nikt nie wie, jakie będą moje dalsze losy, ale pokochałem Izmir i bardzo się cieszę, że jestem właśnie tutaj.

Myślę, że częścią sukcesu jest otoczenie przez pozytywnych ludzi. Najważniejsze jest dla mnie jednak to, żeby każdego dnia być jeszcze lepszym piłkarzem. Codziennie motywuję się do tego, żeby coś zrobić lepiej niż robiłem to dzień wcześniej. To jak obsesja! Każdego dnia w stu procentach skupiam się na najbliższych celach, które sobie wyznaczam.

Ludzie z zewnątrz nie widzieli tego, co działo się w szatni. Uważam Piotra Stokowca za wielkiego rasistę! W żadnym klubie w całym moim życiu nie miałem takich problemów z trenerem, jak wtedy z nim. Już od samego początku zauważyłem jego postawę, po prostu chciał mnie wyrzucić z drużyny. Wymyślił nawet karę finansową, żeby mnie poniżyć. Dzięki Bogu, nie jestem osobą, która pozwala siebie poniżać. W zespole byli jednak zawodnicy, którzy dali się mu upokorzyć.

Marco Paixao, zawodnik tureckiego Altay Izmir, wcześniej Lechii Gdańsk

***
To jest jakiś absurd. Marco [Paixao] jest jednym z zawodników, którzy nie potrafili odejść z klubu z klasą i który bezpodstawnie rzuca jakieś oszczerstwa. Nie dostosował się do zasad, które od początku uzgodniłem z drużyną. Jego sytuacja była specyficzna, miał kilka tygodni do zakończenia kontraktu i zażądał gigantycznych pieniędzy, których klub nie był w stanie mu zapewnić. Ostatecznie jednak odszedł za nieprzestrzeganie reguł, które zostały wprowadzone w zespole. Myślę, że w tym przypadku pewne granicy zostały mocno przekroczone, dlatego mocno zastanawiam się nad powzięciem kroków prawnych, bo na pewno tej sprawy tak nie zostawię.

Przychodząc do Lechii, wiedziałem, że potrzeba zmian, wprowadzenia zasad i przede wszystkim konsekwentnego ich przestrzegania, niezależnie od nazwiska na koszulce. Wtedy drużynie ewidentnie brakowało dyscypliny. To była jedyna droga.

Była w drużynie duża sielanka i spore rozpuszczenie. Myślę, że kibice mieli dosyć takiej bardzo aroganckiej drużyny. Nie patrzyłem na to, czy się to komuś podoba, czy nie. Musiałem być bezwzględny i konsekwentny, bo inaczej trudno byłoby uratować ekstraklasę dla Lechii. Widziałem bardzo realne zagrożenie i być może wtedy zespół byłby tam, gdzie jest teraz Arka, bo widzę wiele analogii. Drużyna nie mogła już dłużej w ten sposób funkcjonować.

Zawodnicy sami pokazują klasę, a raczej jej brak, bo ciężko inaczej nazwać publiczne obrzucanie błotem byłego klubu czy trenera. Być może kiedyś spojrzą na to inaczej. Zawsze jak jest konflikt z klubem, to trener obrywa. Nie wiem, jakbym miał się zachować, co mógłbym zmienić. Skupiam się na tych zawodnikach, którzy chcą pracować i poświęcać się dla drużyny. Jest wiele rzeczy niezależnych ode mnie. Zadaniem trenera jest selekcja i rozwój zawodników oraz dokonywanie wyborów, często bardzo trudnych i niepopularnych. Na tym polega moja rola i trudno jest wszystkim dogodzić. Zawsze będą osoby niezadowolone.

Mam różne relacje z zawodnikami, ale niektórzy z nich starają się narzucić taką narrację, że to trener ma się im podobać. A czy nie powinno być odwrotnie? Zawód trenera jest jednym z najpiękniejszych na świecie, ale też jednym z najtrudniejszych. Cały czas podlegamy ocenie i weryfikacji. Musimy łączyć oczekiwania zarządu, kibiców i zawodników, na tym polega trudność. Trener w odróżnieniu od zarządu, ma bardzo częsty kontakt z mediami. Dzisiaj detale wpływają na ostateczną postawę zawodników na murawie, dlatego też media pytają mnie o całokształt funkcjonowania klubu. To nie jest łatwa rola, bo trenerzy cały czas są narażeni na różnego rodzaju ataki. Dzisiaj stało się modne mówienie publicznie tego, co się myśli. Można każdego obrazić i pozostaje to bez konsekwencji.

Piotr Stokowiec, trener Lechii Gdańsk

***
James Cook - „Aby uczynić z ludzi niewolników, należy dać im pieniądze, których nie zarobili”.

Zbigniew Boniek, prezes PZPN

***

Kiedyś poprosiłem rodziców, by w wakacje wysłali mnie na obóz przetrwania. Zgodzili się na mój odważny pomysł. Pojechałem w góry, daleko od domu. W trakcie obozu zostawiano na przykład uczestnika w lesie, a ten sam miał odnaleźć drogę i wrócić do obozu. Co rusz musieliśmy pokonać jakieś wyzwania. Bardzo mi się tam podobało. Dobra szkoła charakteru dla małolata i taka sama zabawa.

Idę prostą drogą i nie szukam skrótów. Konsekwencja, określony plan na karierę i „sto procent siebie”. Profesjonalizm nie wyklucza bycia w drużynie normalnym, towarzyskim facetem. Staram się taki być.

Kumple najczęściej zwracają się do mnie zwyczajnie, po imieniu, ale kilku woła dość oryginalnie. No dobra, powiem, wołają na mnie „Dog”. Bo zaciekle walczę i dużo biegam. Jak się uczepię, to nie odpuszczam nikomu. Trener Massimo Carrera ceni zawziętość. Kibice też dostrzegli, że zdrowie zostawiam na boisku, choć wiadomo, bywają słabsze mecze, ale woli walki nikt mi nie odmówi. A ten „Pies” mi nie przeszkadza, bo w końcu to żarty. Nasz ekipa potrafi budować atmosferę, dlatego chętnie wychodzimy całą drużynę na dobrą kolację.

Damian Szymański, pomocnik AEK Ateny

***

Na pewno spadek z ekstraklasy musi budzić rozczarowanie. Niezależnie od poziomu sportowego nadzieja na wygraną istnieje. Zawsze jest to przykra wiadomość. Jednak teraz zamiast opuszczać ręce, zakasujemy rękawy i bierzemy się za kompletowanie możliwie najmocniejszej kadry oraz dalsze stawianie klubu na nogi.

Nie jesteśmy zwolennikami samobiczowania się sytuacją sportową czy finansową w klubie. Musimy sobie wiele rzeczy teraz przemyśleć. Nie traktujemy ostatnich wyników jak koniec świata, tylko bardziej jako nowy początek.

Michał Kołakowski, nowy właściciel kontrolnego pakietu akcji Arki Gdynia

***

Chciałbym, aby już za rok [Arka Gdynia] wróciła do ekstraklasy, ale za bardzo w to nie wierzę. Już teraz mieliśmy jeden z najsłabszych budżetów w lidze. A po degradacji zmieni się finansowanie, pieniędzy będzie jeszcze mniej, trzeba wymienić zawodników... Tutaj potrzebny byłby właściciel, który z własnej kieszeni wyłożyłby ze 3 miliony złotych. Ale ten Arki tak nie zrobi. Będzie czekał na miasto i innych sponsorów. Dopiero, gdyby to zrobił, uszanowałby taką decyzję.

Janusz Kupcewicz, były piłkarz Arki Gdynia i reprezentacji Polski

***
My zrobiliśmy coś romantycznego. Jesteśmy klubem, w którym awans do ekstraklasy nie miał prawa się wydarzyć. Nie byłoby go jednak, gdyby komukolwiek zabrakło wiary. My jak mało kto wiemy, że trzeba pracować, nie zważając na otoczkę i wszystkie kwestie poboczne. Cieszyliśmy się z każdego drobnego sukcesu, a one zbudowały ten jeden największy. Kiedy awans stał się czymś realnym, cała drużyna uniosła bagaż odpowiedzialności. Byłoby przykro, gdyby bajka, którą rozpoczęliśmy w czerwcu ubiegłego roku, zakończyła się inaczej.

Piotr Tworek, trener Warty Poznań, po wywalczeniu awansu do Ekstraklasy

***

Stało się coś, co nigdy nie powinno się stać.

Frustracja kibiców jest zrozumiała do momentu, kiedy opiera się na krytyce. Mam tu na myśli kibiców, a nie chamów czy bandytów, którzy wpadają na boisko i chcą pobić piłkarza.

Niestety piłka emocjonuje wszystkich. Też dilerów narkotyków czy innych bandytów. Oni też są kibicami. Ich trzeba eliminować ze stadionów, ale od tego nie jest ani PZPN, ani kluby, ani działacze. Od tego jest policja, która moim zdaniem robi to dobrze. W ostatnich latach bierze czynny udział w eliminowaniu tego typu patologii.

Zbigniew Boniek, prezes PZPN, po incydencie w ostatnim meczu sezonu Widzewa Łódź ze Zniczem Pruszków, gdy po jego zakończeniu kibice z Łodzi wtargnęli na boisko i uderzyli dwóch piłkarzy Widzewa

***

Powiem krótko: przepraszamy. K****, nie wiem. Nie mam słów. Co mogę powiedzieć? Nie było nas dzisiaj na boisku. Nie wiem, czy nas przerósł ten mecz, czy przeciwnik był tak dobry, czy my tak słabi. Wiem, że to, co powiem, nic dla nikogo nie znaczy, ale przepraszam w imieniu swoim i drużyny. Wiem, że te słowa są mało ważne. Jesteśmy frajerami i musimy z tym żyć, przyznać się do tego.

Szymon Szydełko, trener Stali Stalowa Wola po spadku z trzeciej ligi zwanej drugą

***
Drużyna rezerw jest trochę jak dziecko z drugiego małżeństwa.

Jacek Sowa, Mazowiecki Związek Piłki Nożnej

***

To dla mnie ogromny zaszczyt, że na stałe zapisałem się na kartach historii tak wspaniałego klubu. Schodzę ze sceny zwanej murawą. Teraz przyszła pora na innych, którzy również swoją postawą na boisku i poza nim mogą sprawić, że Wisła wróci na należne jej miejsce. Głęboko wierzę, że tak właśnie będzie. Przyświeca im jasny cel i ogromna miłość do Białej Gwiazdy. Będę bacznie się przyglądał i mocno ich dopingował.

Paweł Brożek, po zakończeniu kariery w barwach Wisły Kraków

***

Robert [Lewandowski] dał mi wskazówkę, przestrzegł: „Pamiętaj, staraj się jak najmniej czytać o sobie. Teraz jest dobrze, ale może być też dużo gorzej. A wtedy będziesz miał ciężko, żeby się przestawić”. Nie do końca rozumiałem, co chciał mi przekazać. To znaczy wiedziałem, że ma rację, ale musiałem tego doświadczyć. Było rewelacyjnie, było gorzej. Robert zwracał mi uwagę, żebym skupiał się na tym, co myślę, trenerach, najbliższych osobach. Przejmowanie się opiniami innych do niczego dobrego nie zaprowadzi.

To nie ma najmniejszego sensu. Ja już to sobie wiele razy dokładnie przemyślałem. Nie żyję przeszłością, ani przyszłością, nie stawiam sobie wielkich celów. Chcę żyć tym sezonem, najbliższym meczem. I cieszyć się z każdego spotkania, tak jak wcześniej. Tego na pewno mi brakuje.

Bartosz Kapustka, piłkarz Legii Warszawa.

***

W Polsce faworytem każdego spotkania z udziałem Legii jest Legia, niezależnie od rozgrywek i miejsca rozgrywania meczu.

Kazimierz Węgrzyn, były zawodnik, ekspert telewizyjny

***

Legia Warszawa jest pierwszym mistrzem Polski od dawna, który budzi aż tyle nadziei. Warto zwrócić uwagę, ze ktoś tam poszedł po rozum do głowy i próbuje odbudować tożsamość klubu, przywrócić jego kod kulturowy. Ta akademia z prawdziwego zdarzenia, która właśnie powstała, to jest coś, co pozwala wierzyć, że skończy się wielka improwizacja.

Pamiętam jak [Aleksandar Vuković] się zachowywał jako asystent Jacka Magiery przed kilkoma laty. Delikatnie mówiąc reagował w sposób entuzjastyczny, szalał, grał razem z drużyną. Teraz widać, że włączył opcję: równoważnik emocjonalny. I dobrze, bo jak emocje górują nad analitycznym myśleniem, to człowiek połowy meczu nie widzi i nie jest w stanie racjonalnie zarządzać drużyną.

Bogusław Kaczmarek, były trener klubów Ekstraklasy oraz były asystent Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski

***

O Legii mówi się jak o Realu Franco, który zdobywał wszystkie możliwe trofea, a przecież nasz klub nie zdobywał prawie nic podczas ustroju, który rzekomo faworyzował Legię. Jako największy klub powinniśmy mieć tych tytułów o wiele więcej. Jest co nadrabiać. Kiedy słyszałem, że rzekomo byliśmy klubem, który okradał wszystkie zespoły z najlepszych piłkarzy, to wydawało mi się to zupełnie nielogiczne. Bo na Śląsku było ponad 30 mistrzostw, a w Warszawie cztery.

Trzeba patrzeć na siebie z pokorą. Ja nie podchodzę do nikogo lekceważąco. Gratulowałem przed rokiem Piastowi, który zasłużył mistrzowski tytuł. Dla mnie to bufonada, gdy się ktoś zastanawia, jak on mógł tego dokonać. Wygrali 9 z 10 ostatnich spotkań, gdyby powtórzyli to w tym sezonie, mieliby szansę obronić tytuł. To był nieprawdopodobny wynik. Musimy patrzeć z pokorą na rywali, którzy mają prawo mieć takie same cele, jak my, ale też z tą świadomością zdobywać kolejne mistrzostwa.

Nie będę mówił konkretnie, o kogo chodzi, ale był w Legii moment, że nie wszystkie decyzje wyglądały na podejmowane sprawiedliwie. Gdy patrzyłem na to z boku, od razu rzucało się to w oczy. Dlatego bycie sprawiedliwym jest dla mnie priorytetem. Nie ma teraz w Legii sytuacji, że zawodnik potrenuje z drużyną dwa razy, internet się zajara, że ktoś taki trafił do Legii i on ode mnie od razu dostanie miejsce w podstawowym składzie. Nie. Każdy musi solidnie zapracować na to, by znaleźć się na boisku. Niestety nie zawsze było to w Legii regułą. Bywały sytuacje, że piłkarze przetrenowali cały okres przygotowawczy, a ktoś przychodził tydzień przed pierwszym meczem i od razu wskakiwał do składu. Widziałem, jak reaguje na to szatnia i to była normalna reakcja. Jak idziesz po kawę do kawiarni i chcesz się wbić w kolejkę, to ludzie też zwrócą ci uwagę, a niektórzy może nawet spuszczą łomot. Musisz stać i cierpliwie czekać na swoją kawę. W piłce jest podobnie.

Aleksandar Vuković, trener Legii Warszawa

***

Legii jest potrzebny trener z większym doświadczeniem. Jeśli rezerwowi rozstrzygają mecz, to znaczy, że nie trafił ze składem. Pan Mioduski może mu dać i kontrakt do końca życia, ale ja mam prawo wyrazić swoje zdanie. To są jego pieniądze, jego sprawa i może powiedzieć „nie twój cyrk i nie twoje małpy”, ale ja mam prawo do opinii. U nas może przejść coś takiego, ale jak w Europie przegrywasz 0:1, 0:2, to już tak łatwo strat nie odrobisz.

Jan Tomaszewski, były reprezentant Polski

***

Bardzo dziękuję "Vuko" za to co zrobił dla Legii, nie tylko przez ostatnie półtora roku jako trener I drużyny, z którą zdobył Mistrzostwo Polski, ale także na przestrzeni ostatnich lat. Zawsze mogliśmy na niego liczyć, szczególnie w trudnych momentach i nigdy nie bał się brać odpowiedzialności. Należy mu się za to ogromny szacunek ze strony Klubu i kibiców. Bardzo rozwinął się też jako trener, szybko się uczył i rozwijał, dlatego jestem pewien, że będzie osiągał dalsze sukcesy w swojej karierze trenerskiej. Wiem też, że jest oraz pozostanie prawdziwym Legionistą i zawsze tak będziemy go w Klubie traktować.

Dariusz Mioduski, prezes Legii Warszawa, po zwolnieniu Aleksandara Vukovicia.

***

Nic nas nie tłumaczy. Przegraliśmy mecz, który musieliśmy wygrać. Nie ma teraz żadnej wymówki. Możemy pluć sobie w brodę.

Bartosz Kapustka, piłkarz Legii Warszawa po porażce 0:2 z Omonią Nikozja w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów

***
Wracam z urlopu i widzę dwie wiadomości. Jakiś bramkarz wpadł do Legii i Sobota wpadła do Śląska. Lepiej stary grzyb niż szkolenie młodzieży

Wojciech Kowalczyk, były reprezentant Polski o powrocie do Legii Warszawa Artura Boruca i Waldemara Soboty do Śląska Wrocław

***

Na pewno doświadczenie Artura nam pomoże. Przecież on tych meczów, również w Lidze Mistrzów, rozegrał bardzo wiele. Oczywiście, tu nie ma też co przesądzać. Będzie rywalizacja o miejsce w bramce, nie możemy zapominać, że mamy też innych bramkarzy. Ale już samo trenowanie z Borucem będzie dla tych młodszych bezcenne.

Dla mnie żadnego. Jeśli ktoś jest dobrym bramkarzem, to czy ma lat 40, czy 19, nie ma znaczenia. Mieliśmy wcześniej młodego Majeckiego, ale przecież Boruc czy Łukasz Fabiański też wskakiwali do bramki Legii w młodym wieku. Nie, nie ma to znaczenia. Artur Boruc wciąż może nam bardzo pomóc pod względem sportowym. Dla niego to może być piękne zwieńczenie kariery. Mistrzostwo Polski, oby udało się powalczyć w europejskich pucharach. A wtedy będzie miał super zejście ze sceny.

Krzysztof Dowhań, trener bramkarzy Legii Warszawa

***

Po to Profesor [Janusz Filipiak] płaci trenerowi, żeby w przerwie coś zmienić i po przerwie byliśmy inną drużyną. Wiedzieliśmy, że nie mamy nic do stracenia. Piłkarze premie mieli wysokie [4 mln zł], a to mogło paraliżować. W szatni powiedziałem im, że pieniądze nie są w życiu najważniejsze.

Michał Probierz, trener Cracovii, po finale Pucharu Polski wygranym z Lechią Gdańsk 3:2

***

Dla Cracovii i dla mnie osobiście, zdobycie Pucharu Polski to kolejny etap budowania dobrego, europejskiego klubu. Dla Cracovii wzorem jest PSV Eindhoven.

PSV, to mówiąc wprost, klub zakładowy Philipsa, który jest potężnym koncernem. To, w jaki sposób Philips dba o budowę pozycji klubu, troszczy się o jego finanse i jakie miejsce klub zajmuje w jego strukturze, jest dla mnie wzorem. Tych wzorów mamy więcej, w zależności od dziedziny, ale w kwestii prowadzenia klubu, patrzymy na PSV. Tak jak PSV jest ważny dla Philipsa, tak Cracovia jest ważnym elementem grupy Comarch. Może nie pod względem przychodów, ale medialnie i emocjonalnie tak.

Janusz Filipiak, właściciel i prezes Cracovii.

***

To, co robimy najlepiej w Polsce, to szkolenie młodych zawodników, wprowadzanie ich do pierwszego zespołu. Mieliśmy okres słabości, gdzie zapędziliśmy się w pewien wyścig szczurów, wydaliśmy sporo pieniędzy na transfery, na obcokrajowców, bo tak niewiele brakowało nam do tytułu. I to nie wypaliło.

Zrozumieliśmy, że to, co robiliśmy w ostatnich latach, to nie jest nasze DNA. Powiedzieliśmy sobie, że chcemy, aby Lech bazował na wychowankach, którzy są obudowani klasowymi zawodnikami takimi jak Tiba, Gytkjaer, Ramirez, Satka. Dla młodych chłopców takie otoczenie to coś niesamowitego.

Piotr Rutkowski, wiceprezes Lecha Poznań

***

Raków dał się poznać w lidze, jako nietuzinkowa i ciekawa drużyna. Dostajemy cały czas sygnały, że fajnie się nas ogląda. Będziemy kontynuować nasz pomysł na zespół i wizję rozwoju klubu.

Nigdy nie zamykamy się na dobrego piłkarza, ale nie ma co ukrywać, że mamy swoje preferencje. Każdy klub w Polsce szuka Polaków. Chcielibyśmy, żeby większość naszej kadry stanowili polscy gracze, którzy byliby relatywnie młodzi, bo na nich można jeszcze zarobić w przyszłości. Nie zawsze uda się kogoś takiego sprowadzić, dlatego musimy też sięgać po zagranicznych zawodników. Mamy kilka rynków, o których wiemy, że ludzie stamtąd w miarę szybko potrafią się dostosować do życia w naszym kraju. Dlatego po Polakach najbardziej obserwujemy kraje ościenne albo te kulturowo podobne do nas.

Wojciech Cygan, prezes Rakowa Częstochowa

***

Pracowity, zaangażowany, potrafi przekazać wiedzę zawodnikom, ma trzeźwą i obiektywną ocenę meczu. A to bardzo trudne, bo przecież wszystkim nam wydaje się, że jesteśmy najmądrzejsi, mamy najlepsze spojrzenie i pojęcie o tym, co się dzieje w polityce, medycynie i na boisku. Myślimy, że to, co widzimy, jest obiektywne. A tak nie jest. Marek Papszun obiektywnie opisuje co się działo. Jeśli uważa, że coś źle funkcjonowało, nie koloryzuje. Inteligencja i umiejętność analizy to jego cechy, do tego dochodzi charyzma.

Jeśli chodzi o dyrektorów sportowych, w Polsce wyglądamy gorzej niż w przypadku krytykowanych trenerów. W skali od 1 do 10 polskich trenerów oceniłbym na 5, akademie funkcjonują w kilku klubach na 7, a dyrektorzy sportowi to 2. Jednak pojawia się coraz więcej ciekawych osób i wierzę, że to będzie się zmieniało.

Chciałbym, żebyśmy byli regularnie w czołówce Ekstraklasy, chcemy pisać historię jak teraz Piast Gliwice. Klub z miasta mniejszej wielkości może rywalizować z Legią Warszawa i wychodzić z tych pojedynków zwycięsko.

Michał Świerczewski, właściciel Rakowa Częstochowa

***

Uważam, że jesteśmy tu naprawdę cenieni. Angielskie kluby wiedzą, że jest kilku ciekawych Polaków, którzy mogą występować w Premier League. Mam nadzieję, że kolejnymi piłkarzami, którzy zagrają w tych rozgrywkach, będziemy ja z Kamilem Jóźwiakiem. Może pierwsze mecze Derby na to nie wskazują, bo przegrywamy, ale takie są plany. Nie przyszliśmy tu po to, by grać przez pięć lat w Championship. Chcemy ten klub poprowadzić do awansu.

Krystian Bielik, piłkarz Derby County

***

Na szczęście do pit stopu nie muszę zjeżdżać, bo czuję się bardzo dobrze. Żadnych części też nie trzeba wymieniać ani naprawiać. Nie jestem naiwny i doskonale zdaję sobie sprawę, że z wiekiem piłkarze, generalnie sportowcy, tracą swoje walory. Metryki nie oszukasz. Jeśli jednak pracuje się nad sobą, dba o siebie, sprawy wyglądają OK i długo można pograć na wysokim poziomie. Tym bardziej że dziś są olbrzymie możliwości związane z odnową, przygotowaniem fizycznym. Mocno poszło to do przodu, ekspresowo się rozwija i pomaga zawodowym sportowcom.

Kamil Grosicki, zawodnik West Bromwich Albion

***

Oj, przybyło znajomych, przybyło.

Mateusz Klich, pomocnik Leeds United, po awansie tej drużyny do Premier League

***

Nikt mnie nie wyganiał z Górnika. Spędziłem tu cztery fantastyczne sezony. Jednak uznałem, że teraz powinienem zrobić coś dla rodziny i zmienić klub. Może gdybym był młodszy i miał dwadzieścia kilka lat, to zostałbym na dłużej w Górniku. FC Goa okazał duże zainteresowanie moją osobą. Dlatego przyjąłem ofertę z Indii. Będę miał możliwość występów w Azjatyckiej Lidze Mistrzów. To dla mnie wielkie wyzwanie. Podpisałem roczny kontrakt, bo ten daleki kierunek to wielka niewiadoma. Potem będę myślał co dalej. Nigdy nie miałem okazji jeszcze być w Indiach.

To było dla mnie bardzo trudne pożegnanie. Po zakończeniu sezonu zostałem jeszcze kilki dni w Zabrzu, żeby móc pobyć z moimi polskimi znajomymi. Kibice Górnika są fantastyczni! Od początku okazali mi dużo szacunku i miłości. Jestem bardzo dumny z szacunku i podziwu, jakim darzą mnie ludzie w Zabrzu. Opowiem wam taką historię. Kiedyś byłem w aptece w Gliwicach. Kibice Górnika zobaczyli mnie tam przez szybę. Weszli do środka i zaczęli śpiewać „Angulo gol”. To było niesamowite z ich strony.

Igor Angulo, zawodnik Górnika Zabrze

***

Czuję sympatię pod każdym względem do Kuby Błaszczykowskiego. To jest gość! Nie tylko wielki piłkarz, ale też wspaniały człowiek.

Jan Nowicki, aktor, kibic Wisły Kraków

***

W tamtych latach, Białystok był zaściankowym miastem, a przechodząc do innego klubu, rozsławialiśmy ten region. Poprzez to, co reprezentowaliśmy, ludzie z centralnej Polski nabierali do nas szacunku i zaczynali się z nami liczyć. Wyparliśmy z ich świadomości myślenie o tym, że w Białymstoku po ulicach chodzą białe niedźwiedzie.

Gdy 40 lat temu wychodziliśmy na boisko, to chcieliśmy pokazać regionalną ambicję, przedstawić się piłkarskiej Polsce i udowodnić niedowiarkom, że nie jesteśmy gorsi. Pomagało nam to, że byliśmy wychowankami. Zawieszaliśmy coraz wyżej poprzeczkę. Z własnego stadionu zrobiliśmy jaskinię lwa. Rywale przyjeżdżając do nas na mecz, zastanawiali się jaką różnicą bramek przegrają… Dziś nie ma wielu rodowitych wychowanków w składzie i być może ma to wpływ na to, jak ta drużyna gra.

Przed jednym z meczów, trener [Janusz] Wójcik powiedział nam, że gdy przeciwnik upada, to mamy się po nim przebiec. To brutalne, ale bardzo obrazowało nam w głowie mecz. Wychodziliśmy głodni bramek. Jeśli ktoś nie dawał z siebie wszystkiego, to siadał na ławce, niekiedy trener nawet odsuwał od zespołu.

Kluby piłkarskie nie są dziś domem zawodnika, są tylko przystankiem na drodze. W obecnej Jagiellonii, Białymstokiem zauroczony jest chyba tylko Taras Romanczuk. Pozostałych trzeba jednak zrozumieć. Kariera piłkarska jest krótka, a trzeba mieć z czego żyć.

Dzięki nałogowi, odzyskałem siebie. Czuję się, jakbym ponownie się narodził. W ostatnich dniach picia nie miałem celu, kompletnie się pogubiłem. Teraz doceniam wszystko. Patrzę z uśmiechem na ludzi, doceniam naturę, dużo czytam, uwielbiam kwiaty. Lubię przysiąść w ogródkach, zamówić kawę i patrzeć na świat. Widzę śpieszących się ludzi i się zastanawiam... Dokąd biegniecie? Doceńcie to, co jest dookoła was… Ja teraz patrzę i widzę, słucham i słyszę. Wcześniej byłem na dnie…

Mariusz Lisowski, były piłkarz Jagiellonii Białystok

***

Afera korupcyjna oczywiście była. Nikt się nie uchylał od odpowiedzialności, ze mną na czele. Jednak było oczywiste, że za późno zabraliśmy się za tę aferę, trochę przysnęliśmy. Potem wprowadziliśmy wiele bardzo ostrych przepisów, które obowiązują do dziś, ale spóźniliśmy się z tym co najmniej o rok. Popełniłem też błędy personalne, otaczając się niewłaściwymi ludźmi, którzy okazali się nieuczciwi.

Michał Listkiewicz, były prezes PZPN

***

Do Osasuny trafiłem z Galatasaray, ale właściwie to z Legii. Takie były czasy, że nasi działacze najpierw sprzedali mnie definitywnie do Turcji, a potem, gdy miałem odejść do Hiszpanii, kolejny raz domagali się kasy. Prezes Fermin Ezcurra przyjechał do Warszawy rozmawiać z Legią. Początkowo nie chciał płacić, ale był mocno namawiany przez Janka [Urbana], więc ostatecznie machnął ręką i wyłożył kasę. Potem, gdy zobaczył, jak graliśmy z Jankiem, pewnie nie żałował, bo tworzyliśmy znakomity duet.

Mieliśmy znakomitą atmosferę w drużynie. Szybko podłapałem hiszpańskie wulgaryzmy. Początkowo, gdy chciałem witać się z trenerem, mówiłem mu: „Spieprzaj, dziadu”. Szkoleniowiec tylko patrzył na resztę składu i pukał się w głowę, zastanawiając się, z kim przyszło mu pracować. Polskich wulgaryzmów uczyć nie musiałem, bo Janek już wcześniej zrobił robotę i na pierwszym treningu słyszałem tylko „Kur..., kur...”.

Do Madrytu przyjechał mój agent, by porozmawiać o mojej sytuacji, bo praktycznie wcale nie grałem. Na argument: „Panie Gil [prezes Atletico Madryt], trzymać Koseckiego na ławie to jak trzymać ferrari w garażu”, zareagował: „Panie, ale po co ja mam jeździć ferrari, jak obok mam 11 rolls-royce’ów?”. Pod koniec mojej przygody w Atleti po którymś z meczów powiedział, że jego koń gra lepiej niż my. I rzeczywiście, miał białego konia, piękne zwierzę. Kto mógł mu odpowiedzieć? No, oczywiście, Kosecki. „Jak tak mu się podoba ten koń, to niech założy mu koszulkę Atletico i niech gra”.

Roman Kosecki, były reprezentant Polski

***

Do Kerkrade jechałem samochodem z Poznania. Długa podróż, kilkanaście godzin w trasie. W 1994 roku jeszcze stało się na granicy. Bez paszportu nie wyjechałbym z kraju. Wylądowałem w małej mieścinie tuż przy granicy z Niemcami. Po jednej stronie ulicy była Holandia i holenderskie napisy, po drugiej Niemcy i niemieckie napisy. Nie rozumiałem tego. Zastanawiałem się: "To tak można? Bez dokumentu? Przejść na drugą stronę?".

Wszedłem w nowy wymiar. W Warcie grałem na dużym, zarośniętym trawą stadionie bez kibiców. Nagle znalazłem się w kraju, gdzie wszyscy żyją piłką. I każdy mnie rozpoznaje. Wyprowadzając się z Poznania, miałem otwartą głowę. Musiałem jednak oswoić się z nową rzeczywistością. W drużynie miałem sporo ciemnoskórych zawodników, co było dla mnie nowe. Kolejna sprawa - obrazek idących za rękę dwóch kobiet lub dwóch mężczyzn. Uważałem się za osobę tolerancyjną, ale co innego słyszeć, a co innego zobaczyć. Szok był, nie ukrywam.

Tomasz Iwan, były reprezentant Polski i zawodnik, między innymi, Warty Poznań i Rody Kerkrade

***

Jestem absolutnie zachwycony, że zostałem zwycięzcą tego plebiscytu, któremu przewodniczy Sir Alex Ferguson, człowiek, którego tak bardzo podziwiam. To też wyjątkowe uczucie zdobyć tę nagrodę, gdy głosowali na ciebie wszyscy koledzy po fachu.

Jürgen Klopp, menedżer Liverpoolu, po wyborze na menedżera sezonu w Premier League

***

Jürgen, naprawdę na to zasługujesz. Twój zespół był fantastyczny. Twoja osobowość inspiruje ten klub. Wybaczam ci fakt, że obudziłeś mnie o ostatnio o 3.30 rano, aby powiedzieć, że zdobyłeś mistrzostwo.

Sir Alex Ferguson, były menedżer Manchesteru United

***
Cytaty (z okresu: lipiec-wrzesień 2020 roku) pochodzą z: wp.pl, przegladsportowy.pl, onet.pl, sport.tvp.pl, futbolnews.pl, Twitter, trojmiasto.pl, sport.pl, polsatsport.pl, polskatimes.pl, se.pl, polskieradio24.pl. Piastowane funkcje oraz przynależność klubowa wymienionych osób w momencie udzielania wypowiedzi.

▬ ▬ ● ▬