Co będzie obłudne?

Fot. Trafnie.eu

Kara wymierzona Cristiano Ronaldo przez FIFA jest mocno komentowana przez światowe media. Wydaje się, że przynajmniej w jednym kraju nieco obłudnie.

Właściwie powinienem pisać o karze w cudzysłowie. A dotyczy ona tego wydarzenia (za: goal24.pl)

„W listopadowym meczu eliminacji do mistrzostw świata, pomiędzy Portugalią a Irlandią (0:2), Cristiano Ronaldo uderzył łokciem Dary'ego O'Shea. Otrzymał za to swoją pierwszą czerwoną kartkę, w meczu reprezentacyjnym. Taki wybryk jak ten 40-latka, zazwyczaj FIFA kara dwu- lub trzy meczową dyskwalifikacją. Wydawało się, że Ronaldo mógłby nie zagrać w jednym, albo nawet w dwóch pierwszych meczach mundialu!

FIFA jednak uznała, że są równi i równiejsi. Podano, że Cristiano Ronaldo odbył już karę za czerwoną kartkę, bo nie mógł zagrać z Armenią na zakończenie eliminacji”.

W światowych mediach pojawiło się mnóstwo komentarzy na wspomniany temat. Jeśli ich autorzy pytają, dlaczego są równi i równiejsi, jest to pytanie równie naiwne jak ich wiara, że powinno być inaczej. Pewnie, że powinno, ale nie jest. Wystarczy spojrzeć na otaczający nas parszywy świat, nie tylko ten piłkarski, by zrozumieć, że pełno w nim równych i równiejszych, wszędzie, gdzie tylko to (nie)możliwe. A wielu z tych, którzy dorwali się do władzy naprawdę uwierzyło, że są wyjątkowi, próbując z tego korzystać w najlepsze.

Szczytem roztargnienia wydają się więc pretensje o decyzję dotyczącą Ronaldo, skoro często ci sami redaktorzy piętnowali tę samą instytucję za przyznanie finałów mistrzostw świata krajom, w których system polityczny był (jest) daleki od doskonałości. Nie będę rozwijał tematu, bo staram się na tej stronie nie zajmować polityką, więc nie chcę brnąć w ten kanał.

Wolę zwrócić uwagę na coś innego. „Karząc” w ten sposób Ronaldo FIFA próbowała przynajmniej zachować pozory („odbył już karę”), jakkolwiek obłudnie by to nie wyglądało. Mnie jednak od lat nie daje spokoju sprawa związana z rodzimą piłką, w której nikt nawet nie próbował przejmować się pozorami, choć paragrafy wydawały się jednoznaczne.

Mam na myśli prezesurę Zbigniewa Bońka w PZPN. Wspominałem o tym nie raz. Przestał już pełnić wspomnianą funkcję, dalej zadziwiając świetnym samopoczuciem. Przypomnę więc, że:

„Zarówno Kodeks Etyczny FIFA, jak i Regulamin Dyscyplinarny UEFA nie pozostawiają żadnych wątpliwości i miejsca na interpretację. Nie ma czego interpretować. Wskazują jednoznacznie – człowiek zajmujący się bukmacherką nie ma prawa działać w piłce pod żadną postacią!!!” 

Jakim więc cudem Boniek pełnił funkcję prezesa PZPN? Czy interpretacja wspomnianych przepisów przerosła mnie intelektualnie? Może jednak nie, skoro stał się „cud”, gdy został członkiem Komitetu Wykonawczego UEFA. Zanim to nastąpiło prorokowałem:

„Bez rezygnacji z bukmacherki nikt go do Nyonu nie wpuści”.

A gdy już nastąpiło w kwietniu 2007 roku…:

„Zaintrygowany sprawą poszperałem trochę w internecie i znalazłem informację, że pan prezes nie jest już twarzą jednej z firm bukmacherskich!!! Rozstał się z nią z dniem 31 marca, zdecydowanie bez rozgłosu. Media, które odtrąbiły jego sukces w wyborach do władz UEFA, jakoś o tym fakcie zapomniały wspomnieć. A przecież pan prezes zawsze dostarcza im informacje z pierwszej ręki.

W związku z tym nasuwa się pytanie – jak to możliwe, że musiał zrezygnować z bukmacherki, by wejść do UEFA, a przez tyle lat nie musiał rezygnować z niczego jako prezes PZPN? Przecież na obu stołkach obowiązuje go to samo prawo.

Czy ktoś tego nie wiedział, czy nie chciał wiedzieć? Będę wdzięczny za informację poszerzającą moją wiedzę w tym temacie”.

Pytanie pozostaje aktualne. A wszystkich rodzimych redaktorów tak oburzonych przypadkiem Ronaldo namawiam, by spróbowali wreszcie zgłębić temat prezesury w PZPN człowieka, który był jednocześnie twarzą firmy bukmacherskiej. Dopóki tego nie zrobią, ich oburzenie przypadkiem portugalskiego gwiazdora będzie obłudne.

▬ ▬ ● ▬